Opinie
Suwerenność ma znaczenie
Rosja i Niemcy wolą robić interesy bez pośrednictwa Polski. I Berlinowi nie przeszkadza w tym unijna solidarność – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
Artykuł Marka Magierowskiego "Kto rządzi w naszym kondominium" musi zaskakiwać. Można z niego wnosić, że suwerenność narodowa uległa współcześnie tak daleko idącym przemianom, że… właściwie przestaje mieć znaczenie. Tak w każdym razie zrozumieć można nie do końca jasne przesłanie autora.
Tymczasem mimo realnych zmian w światowej sytuacji: globalizacji, która intensyfikuje współzależności między światowymi podmiotami, spowodowanej tym zwiększonej współpracy między państwami i wzrostu roli międzynarodowego prawa, istota i znaczenie suwerenności pozostały bez zmian. Ostatnio, przy okazji gospodarczego kryzysu, w sposób bardziej jaskrawy nawet ujawniła się waga tego zjawiska.
Państwo narodowe
Magierowski przyłączył się do chóru oburzenia na Jarosława Kaczyńskiego, który ośmielił się w, rzeczywiście drastycznym, sformułowaniu o "kondominium rosyjsko-niemieckim" przypomnieć o zagrożeniach, jakie czyhają na nasz kraj. Można, oczywiście, uznać, że radykalizm wypowiedzi prezesa PiS nie przystaje do naszej rzeczywistości. Być może jednak zamiast pobudzać się retoryczną przesadą Kaczyńskiego, warto się zastanowić nad realnymi zagrożeniami, których nie dostrzegamy usypiani syrenimi śpiewami naszego rządu i dominujących ośrodków opiniotwórczych o królestwie wiecznego pokoju i harmonii, do jakiego trafiliśmy po przystąpieniu do NATO i UE.
Lata 90. były okresem, gdy – zwłaszcza w Europie – wieszczono zmierzch państw narodowych. W Polsce wyjątkowo mocno brzmiały opinie, że narody naszego kontynentu roztopią się w europejskim tyglu, tak jak zaczęły się w nim roztapiać ich struktury państwowe. Doświadczenie lat ostatnich dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. W skali globalnej nic nie wskazuje, aby cokolwiek zastąpić miało naród i jego polityczną emanację, jaką jest państwo.
Naród okazuje się ciągle najszerszą wspólnotą, z jaką człowiek potrafi się identyfikować i wiązać z nią swój los. Narodowe państwo jest współcześnie jedyną wyobrażalną formą republikańskiej demokracji. Człowiek musi mieć szczególne więzi z innymi, aby wspólnie z nimi działać na rzecz dobra wspólnego, z którym utożsamia się jego jednostkowy interes. To wspólnie z nimi osiąga wolność pozytywną, wolność do budowania wspólnej teraźniejszości i przyszłości. I ta właśnie wolność polegająca na samorządzeniu się nazywana jest suwerennością. Inaczej demokracja to wyłącznie forma oddelegowania władzy i z suwerennością ma niewiele wspólnego.
Wszelkie ponadnarodowe gremia ograniczają zarówno naszą demokrację, jak i suwerenność. Nie znaczy to, że nie mogą one odgrywać pozytywnej roli, ale trzeba pamiętać o ich ubocznych efektach i zdawać sobie sprawę, że ich wizja jako kolejnego etapu na drodze postępu jest jednym z bardziej niemądrych stereotypów, które składają się na obiegowy dziś światopogląd.
Owe międzynarodowe układy opierają się na zasadzie dobrowolności i wprawdzie wielokrotnie wydają się jedynym rozwiązaniem, ale nie są żadnym zrządzeniem losu, lecz wyborem. Bardzo znamienne jest to w odniesieniu do UE. Traktat lizboński był analizowany przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny, który co prawda go zaakceptował, ale uznał, że wszelkie dalsze kroki w kierunku integracji europejskiej, a więc ograniczenia suwerenności kraju, byłyby z nią niezgodne. Warto to zestawić z postawą większości polskich polityków i ośrodków opiniotwórczych. Nie suwerenność więc traci znaczenie, ale polskie elity nie dostrzegają jej znaczenia. Różnią się tym zasadniczo od naszych dużych sąsiadów i większości krajów europejskich.
Groźba finlandyzacji
Kryzys gospodarczy odsłonił to, co dla uważniejszych obserwatorów jasne było już wcześniej. Utopijne wyobrażenie jedności europejskiej zastępowane jest dominacją silnych, a UE powraca do koncepcji "koncertu mocarstw", projektu kształtującego Europę w XIX wieku, który to, zdaniem Magierowskiego, mieliśmy już bezpowrotnie przekroczyć. W pierwszej fazie kryzysu państwa UE ratowały się na własną rękę, a porozumienia zawierały poza i ponad europejskimi strukturami.















