Opinie

Polonia: Promocja polskiej kultury na Ukrainie

Fotorzepa, Dariusz Gorajski
Rozmowa z Longinem Komołowskim, prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”
[b]W Mościskach na Ukrainie w niedzielę odbyły się Dni Kultury Polskiej. Dlaczego tam, w tak małej miejscowości?[/b]
[b]Longin Komołowski:[/b] W tym położonym nad polską granicą miasteczku 20 proc. mieszkańców to Polacy, jest tu polska szkoła, a język polski słychać na ulicach. I dlatego właśnie tu przyjechali Polacy z całego obwodu lwowskiego, gdzie polskie środowiska są dość rozproszone. To pierwsza taka impreza na ziemi lwowskiej, co ważne – z udziałem przedstawicieli ukraińskich władz. [b]Co im zaoferowano?[/b]
Program był bogaty. Przewidywał otwarcie wystawy o współpracy Józefa Piłsudskiego z atamanem Semenem Petlurą, przegląd polskich zespołów regionalnych, a potem wielki rodzinny piknik. I dodatkowo spotkanie polskich samorządowców, szykujących się do przewidzianych na październik wyborów. [b] Takie imprezy wciąż są ewenementem. Nasi rodacy zza Buga mają kłopot z dotarciem do polskich mediów, polskiej kultury. Dlaczego?[/b] Niestety, to prawda. Słyszę skargi, że za czasów Związku Radzieckiego docierały gazety z Polski, można powiedzieć – peerelowskie, ale jednak polskie. Były do kupienia w kioskach! A teraz dostać polską gazetę jest niesłychanie trudno. A jeśli się znajdzie, to jest ona droga. Co prawda wydawana jest lokalna, polska prasa, ale przeważnie w bardzo małym nakładzie. To jednak zmienić trudno. [b]Ale jeszcze większym problemem jest to, że na wschód od Buga rzadko przyjeżdżają polscy artyści, pojawiają się polskie filmy.[/b] Rzeczywiście tak jest. I dlatego staramy się organizować takie przedsięwzięcia, jak te w Mościskach. Od kilku lat dni kultury polskiej odbywają się na przykład w Berdyczowie – i to na dość dużą skalę. Zresztą, Polska promuje swoją kulturę i te działania są skierowane nie tylko do Polaków i Polonii, ale też np. do Ukraińców czy Białorusinów. Zaangażowane są w to spore pieniądze, choć z pewnością za małe w stosunku do potrzeb. Próbujemy też promować swoją historię. Znakomita była akcja z okazji 30. rocznicy „Solidarności”, gdzie młodzież polonijna z całego świata prezentowała swe prace na temat „ 'Solidarność' w doświadczeniu moich rodziców". [b]Zebraliście ponad 200 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy repatriacyjnej. Jak wam się to udało?[/b] Ciągle docierają nowe listy z podpisami, ale musieliśmy ściśle trzymać się terminów. Początek całej akcji przypadł nieszczęśliwie na okres wakacyjny, ale podpisy zbierano i we wrześniu. Jak widać – bardzo skutecznie. Za zaangażowanie się chciałbym szczególnie podziękować wszystkim oddziałom naszego Stowarzyszenia, Fundacji Pomorskiej z Gdańska, Związkowi NSZZ „Solidarność”, PAH-owi i Związkowi Repatriantów. Nie zapominamy tez o ogromnym zaangażowaniu Archidiecezji Gdańskiej. [b]Co teraz?[/b] Sejm i praca w komisjach. Problem polega na tym, że w ślad za ustawą muszą iść pieniądze. Bo przecież ustawę repatriacyjną mamy, tyle że nieefektywną. W 2009 roku zaproszono do Polski 18 osób z Kazachstanu, a rok wcześniej przyjechało 268 repatriantów. Powodem jest przede wszystkim brak środków. Mam nadzieję, że kwestie finansowe nie będą rozstrzygające przy dyskusji nad projektem. Przypominam, że chodzi głównie o tych Polaków, którzy zostali deportowani w latach 30. ubiegłego wieku z Ukrainy. Nie mogli skorzystać z repatriacji w latach 1946–48 i 1956–59. Mamy wobec nich zobowiązanie moralne. [b] Ale część z nich pewno zostanie.[/b] I nie można się na nich obrażać. Decyzje o wyjeździe są trudne – chodzi o ludzi, którzy się tam urodzili, tam wychowali dzieci i wnuki. Polakom, którzy pozostaną w Kazachstanie, trzeba dalej pomagać. [b] Czy Pana zdaniem mamy jasną i spójną politykę wobec Polaków zagranicą i Polonii?[/b] Nad tą polityką trzeba dalej pracować. Obok wspierania polskich środowisk, co stale czynimy, trzeba zwrócić uwagę zwłaszcza na młodą emigrację, tę, która wyjechała po 2004 r. To 2 miliony ludzi! Nie wszystkim się powiodło, a pomimo tego, jak wskazują badania i statystyki, nie zamierzają wracać. Ich problemy na obczyźnie są po części naszymi problemami. Bierzemy to pod uwagę w naszym planie działania. Musimy też brać pod uwagę interesy Polski w świecie. Może ci młodzi staną się kiedyś naszymi "ambasadorami". Oczywiście, dalej musimy pomagać domom polskim, wspierać kościoły, szkoły dbać o edukację w języku polskim. [b] A jaka w tym rola Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”?[/b] Nie jesteśmy jedyną organizacją polonijną, obok nas działają różne fundacje i stowarzyszenia. Musimy budować swoją pozycję przez skuteczne działanie. W tym celu tworzymy obecnie zespoły doradcze, które zajmą się kulturą, oświatą czy nawet medycyną i spróbują nakreślić nowe potrzeby i kierunki działania.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL