Opinie
Zbrodnie na Czeczenach nie ujdą bezkarnie
Do głowy nam nie przyszło, że powinniśmy się wycofać z organizowania naszego kongresu, że Polacy nagle się od nas odwrócą – mówi czeczeński lider
"Rz": Jak się pan czuje w Polsce jako zwierzyna łowna?
Ahmed Zakajew: Boleśnie. Mam w paszporcie cztery wizy polskie tylko z tego roku. Odwiedzałem Polskę, czułem się tu jak wolny człowiek. Polska to kraj, który – bez przesady – pokochałem, jak wielu Czeczenów i jak wielu Rosjan, za jej wstrząsającą walkę o uwolnienie się spod radzieckiej dyktatury. Przecież „Solidarność” nam, Czeczenom, dodała skrzydeł. Walczyliśmy o to samo, co wy. Teraz ja, który przyjeżdżam po to, by szukać dróg wyzwolenia dla mojego narodu spod tego samego jarzma, spod którego wyzwalali się Polacy, mam się tu czuć jak przestępca?! To jakiś koszmarny sen, nie tylko mój, lecz i tych, którzy w szeregach „Solidarności” walczyli. Wszystko to wygląda jak jakiś spisek – w polskiej ambasadzie otrzymuję polską wizę, wjeżdżam przez nikogo niezatrzymany do Polski, a tu pułapka – groźba aresztu! Choć miesiąc temu spokojnie tutaj przebywałem. Najbardziej jednak boli to, że władze Polski depczą wartości demokratyczne wywalczone przez polską „Solidarność”. Depczą i walkę o wolność innych narodów, i własną niezależność od dyktatu obcych polityków.
Interpol rozesłał za panem list gończy. Co się z nim dzieje?
Leży w ich archiwum od 2000 roku. I będzie leżeć, dopóki Putin jest u władzy. Uruchamiany był raz, kiedy na tej podstawie zatrzymano mnie w Danii. Było to 30 października 2002 roku, także w związku z Kongresem Czeczenów, a więc z przyczyn ściśle politycznych, a nie prawnych...
Zaraz po napadzie terrorystów na moskiewski teatr na Dubrowce podczas spektaklu „Nord – Ost”. Ten napad ponoć pan organizował…
Jeśli organizowali go Czeczeni, to dlaczego, gdy Rosjanie wpuścili do sali gaz usypiający, uśpionych terrorystów nie aresztowano, by urządzić im głośny na cały świat proces, lecz zabito? Cały ten koszmar urządzono po to, by pokazać światu, że zbierający się w Danii kongres, to nie spotkanie ludzi walczących o wolność, lecz terrorystów.
Co zrobili Duńczycy po pana zatrzymaniu?
Stwierdzili, że „niepodważalne dowody mojego udziału w aktach terrorystycznych” nie istnieją, i – dla świętego duńskiego spokoju – deportowali mnie do Anglii. Tam zatrzymano mnie na posterunku policji przez półtorej godziny i grzecznie wypuszczono, wyznaczając dzień rozpoczęcia procesu ekstradycyjnego na wniosek Rosji.
Jak wyglądał proces?
Trwał cały rok 2003. Prowadzący go sędzia z trudem pojmował, że wszystkie punkty oskarżenia to kłamstwa, że w Rosji torturuje się przypadkowych, niewinnych ludzi, by zeznali to, co chce władza. Tak właśnie było z koronnym świadkiem oskarżenia Wachą Duszujewem, który – zeznając w Londynie pod przysięgą – ze świadka oskarżenia stał się świadkiem obrony, gdy udowodnił, że Zakajewa w ogóle nie zna, a zeznania wydobyto z niego torturami. W procesie uczestniczyli najwyżsi rangą prokuratorzy Rosji, którym udowadniano kłamstwo za kłamstwem. Zupełnie nie mogli pojąć, że ich słowa, funkcjonariuszy Federacji Rosyjskiej, rozpatrywane są po kątem zgodności z faktami, a nie z wolą władz. Sąd mnie uniewinnił, wniosek rosyjskiej Prokuratury Generalnej oddalono i przyznano mi azyl polityczny w Wielkiej Brytanii.
A co na to Interpol?
W 2004 roku przyjechałem do Niemiec. Przemawiałem w Bundestagu. Siergiej Jastrzembski, doradca Władimira Putina, zażądał, by mnie aresztowano i wydano Rosji. Przedstawiciel Interpolu oświadczył wtedy, że Interpol swoją rolę już wypełnił, bo od momentu uniewinnienia mnie przez sąd Wielkiej Brytanii i przyznania mi azylu politycznego nie może mieć do mnie zastrzeżeń. Chroni mnie konwencja genewska. Zezwala ona na podróżowanie do krajów, które tę konwencję podpisały. Oczywiście muszę przestrzegać praw, które w tych krajach obowiązują.















