Publicystyka

Ukraina-Polska: potrzebne zbliżenie

Tatiana Serwentyk
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Czy Ukraina jest już dla nas stracona? Tak, jeśli nie zaczniemy działać – twierdzą dziennikarze „Rzeczpospolitej”
Dramatyczna przegrana pomarańczowych i niespodziewanie szybkie zmiany polityczne na Ukrainie, w efekcie których nasz wschodni sąsiad zbliża się do Rosji, pobudza wielu polskich polityków i ekspertów do smutnej refleksji. Ukraina jest już dla nas stracona – twierdzą. Idee Jerzego Giedroycia okazały się niemożliwe do realizacji. Zostawmy Ukraińców i zajmijmy się czymś bardziej pożytecznym.
– Gdy Polska weszła do UE, poczuliśmy się bardziej pewni siebie i mniej zobowiązani do realizacji koncepcji Giedroycia czy Brzezińskiego – zauważa dr hab. Grzegorz Motyka, historyk specjalizujący się w tematyce ukraińskiej. Tymczasem taka postawa, choć do pewnego stopnia zrozumiała, jest niebezpieczna. Ukraina – chcemy tego czy nie – pozostaje bowiem naszym sąsiadem. A doskonale wiemy, jak może się zachowywać sąsiad, który jest do nas nastawiony niechętnie. Ale nie to jest najważniejszym problemem. Chcieliśmy, by Ukraina weszła do UE i NATO nie tylko z życzliwości dla mieszkańców tego kraju, ale i dlatego, że byłoby to korzystne także dla Polski – zamiast być krajem na granicy strefy UE i NATO, bylibyśmy w jej środku. Nie udało się. W efekcie na wschód od Bugu sąsiadujemy dziś z krajem, który wydaje się iść w kierunku jak najmniej przez nas pożądanym. [srodtytul]Wschód i zachód[/srodtytul] Po ukraińskiej stronie zderzyliśmy się z dwoma problemami. Po pierwsze wschód kraju i jego wyrazisty reprezentant, prezydent Wiktor Janukowycz. Dla nich najważniejsza jest Rosja, a celem numer jeden – zbliżenie z Moskwą. Polska staje się więc niespecjalnie istotnym partnerem. Skoro integracja z Europą jest nieaktualna, rola naszego kraju jako adwokata Ukrainy w Brukseli się zmniejszyła, a stosunki dwustronne straciły na znaczeniu. – Epoka ukraińsko-polskiego strategicznego partnerstwa, przyjaźni i rozmaitych wzajemnych, symbolicznych gestów, faktycznie się zakończyła. Dziś w Kijowie i Warszawie rządzą pragmatycy, a stosunki między naszymi krajami będą opierały się głównie na współpracy gospodarczej, a nie na źródłach historycznych czy sentymentach – uważa Wołodymyr Horbacz, ekspert kijowskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej. Horbacz ma jednak nadzieję, że władze w Kijowie zaczną szukać przeciwwagi dla Rosji, od której się uzależniły. Jego zdaniem Warszawa powinna przestać mówić o swej roli adwokata Ukrainy, a spróbować opracować własną strategię współpracy z Kijowem. Na drugim biegunie jest zachód Ukrainy, historycznie i kulturowo powiązany z Polską. Tyle że dla mieszkańców Lwowa, Tarnopola czy Łucka sposobem na przeciwstawienie się prorosyjskiemu wschodowi kraju jest odwołanie się do antysowieckiej i antyrosyjskiej tradycji UPA. Ale ponieważ UPA była też mocno antypolska, w naszym kraju pozostaje historycznym wrogiem, któremu pamięta się wymordowanie tysięcy Polaków. – To decyzja byłego prezydenta Wiktora Juszczenki o nadaniu tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze pogorszyła stosunki między naszymi krajami – przekonuje Horbacz. Podobnie uważa dr Jan Malicki, szef Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego: – Okazało się, że po kilku latach bliskich i serdecznych stosunków cała ta nasza współpraca pękła jak bańka mydlana – mówi. Jarosław Hrycak, ukraiński historyk, dowodzi, że do pojednania polsko-ukraińskiego w ciągu ostatnich 20 lat jednak doszło. – Stało się to możliwe dzięki doktrynom Giedroycia i kontaktom polskiej i ukraińskiej inteligencji oraz opozycji w latach 80. Ale też pojednanie nie może być jednorazowe. Ten proces można porównać do jazdy na rowerze. Należy nieustannie kręcić pedałami – podkreśla. Według Grzegorza Motyki przeszkodą rzeczywistego zasypania „historycznej przepaści” między naszymi krajami jest brak rozmowy na najtrudniejsze tematy. – Dialog historyczny utrudnia nie tyle przywiązanie zachodnich Ukraińców do tradycji UPA (bo w latach 1944 – 1953 walczyła ona także z Sowietami), ile niechęć do zdecydowanego osądzenia antypolskich czystek etnicznych dokonanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej przez tę formację – twierdzi. [srodtytul]Solidny grunt[/srodtytul] Wszyscy jednak uważają, że między Kijowem a Warszawą potrzebne jest działanie na rzecz rzeczywistego zbliżenia. – Po zmianie władz w Kijowie i Warszawie stosunki między naszymi państwami rzeczywiście ochłodziły się, ale ludzie nie przestali się ze sobą kontaktować. Dostrzegamy znaczącą zmianę nastawienia Ukraińców wobec Polaków i Polaków wobec Ukraińców, od nieufnego do przyjaznego – przekonuje Jarosław Hrycak. Grzegorz Motyka zaś konkluduje, że byłoby dobrze nie tylko z przyczyn geopolitycznych, ale choćby z powodu wspólnych tradycji dawnej Rzeczypospolitej, by sąsiadująca z Polską Ukraina znalazła się w Unii Europejskiej. Skoro tak, to powinniśmy działać. Jan Malicki podkreśla, że niezależnie od sympatii do pomarańczowych trzeba współpracować z tymi politykami ukraińskimi, którzy obecnie sprawują władzę. Polscy politycy i działacze społeczni muszą wypracować nowy plan postępowania wobec Ukrainy. W sprawach ukraińskich musimy być wciąż aktywni w UE. Nieco odmienna oferta dialogu i współpracy winna być skierowana do polityków, działaczy i społeczności Ukrainy zachodniej. Powinniśmy też wspierać wszelkiego rodzaju kontakty międzyludzkie, wymianę młodzieży, stypendia dla studentów. Inaczej na Bugu powstanie nowy mur, a my obudzimy się z problemem, który przerośnie nasze możliwości.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL