Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Œwiat

Ukraina: postsowiecka manipulacja historiš

Andrzej A. Zięba, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego zajmujšcy się dziejami najnowszymi Ukrainy
[b]Rz: Na Ukrainie politycy w instrumentalny sposób posługujš się historiš do własnych celów politycznych. Jak to ocenić?[/b] Andrzej A. Zięba: To, że politycy sięgajš po historię, jest typowe dla każdego kraju i systemu. Ukraina jednak jest przykładem szczególnym, bo nie dojrzał tam konsensus społeczny choćby w podstawowych kwestiach narodowej historii najnowszej. Istnieje rozbieżnoœć pomiędzy dwoma sposobami pamiętania dziejów. A politycy uwzględniajš ten fenomen kulturowy i przywołujš takš pamięć historycznš, która jest bliska ich elektoratowi. Nie jest to żadna państwowa polityka historyczna. Ci, którzy opierajš się na społecznoœci Ukrainy zachodniej, sięgajš do wersji nacjonalistycznej, a ci ze wschodu – do tradycji prorosyjskiej, nawet starszej niż sowiecka. [b]Ale zmienianie treœci podręczników pachnie Orwellem.[/b]
Na pewno sytuacja ta pozbawia skutecznoœci edukację. Ale jest oczywistym efektem silnie odrębnych sposobów przeżywania historii w jednym społeczeństwie. Zresztš traktowanie historii jako czegoœ, co można z dnia na dzień dostosować do potrzeb politycznych, jest typowš przypadłoœciš postsowieckš. Ukraina ma przecież za soba dekady manipulacji historiš. To musiało się odbić na mentalnoœci elit. Homo sovieticus żyje i ma się dobrze – i to nie tylko na obszarach sowietyzowanych najdłużej. Także na Ukrainie zachodniej mamy do czynienia z instrumentalnym traktowaniem historii. [b]Może się to negatywnie odbić na wiedzy historycznej społeczeństwa?[/b] Oczywiœcie. Miałem tego szczególny objaw w tegorocznej Szkole Letniej UJ dla cudzoziemców. Mówišc o II wojnie œwiatowej, wspomniałem o zjawisku kolaboracji. Wstała wówczas studentka z Ukrainy i powiedziała, że nigdy nie słyszała o współpracy zachodnich Ukraińców z nazistami i że to mogło dotyczyć tylko jednostek. Co się okazuje: w nauczaniu historii zniknšł ten niewygodny wštek! Nie mówi się o nim ani według jednej wersji, ani według drugiej. Nie ma faktów, jest wychowanie w ignorancji, co oznacza – w bezmyœlnoœci. Sowieckie podejœcie do historii oznacza, że uważa się jš za własnoœć rzšdzšcych – więc mogš jš zmieniać swobodnie, według swojej woli. [b]Czy to utrudnia polsko-ukraiński dialog historyczny?[/b] Ten dialog zaczšł się fantastycznie, wydawało się, że bez problemu stworzymy obszar współpracy i porozumienia. Ale potem się to zmieniło. Co prawda sš spotkania, ale tak naprawdę ten dialog usechł. Jeœli historia jest materiałem politycznym, to bez względu na to, kto jej używa, następuje zniszczenie pola badawczego. Polityka wymaga ostrych osšdów i nie pozostawia miejsca na dyskusję. Nauka to przecież podważanie utartych poglšdów, to cišgła debata. Paradoksalnie, niemały problem majš z własnymi rodakami historycy ukształtowani w diasporze ukraińskiej na Zachodzie. Jakie oburzenie wywołał prof. George Grabowycz ksišżkš o Tarasie Szewczence. Napisał jš w taki sposób, jak czyniš to zachodni intelektualiœci. Okazała się kamieniem obrazy dla nacjonalistów myœlšcych po sowiecku. Cywilizacyjnie i kulturowo bliższy jest nam Lwów, ale niestety, zagorzałe poglšdy polityczne utrudniajš dyskusję właœnie tam. A Kijów, Donieck, Charków, gdzie horyzonty sš szersze, patrzš na Rosję.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL