Rozmowa "Rz"
Co biskupów obchodzi stawianie pomników
Grzech pierworodny polega na upolitycznieniu episkopatu. Większość jest zadymiona PiS-em – uważa bp Tadeusz Pieronek
Mówił ksiądz biskup‚ że spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim to "polityczne harce ludzi‚ którym nie zależy tak naprawdę na krzyżu‚ ale na władzy". Kto harcuje?
Bp Tadeusz Pieronek: W tej sprawie jest dla mnie kilka rzeczy bardzo jasnych i kilka niejasnych. Zacznę od drugich. Ja naprawdę nie wiem‚ kto ten krzyż postawił.
Harcerze.
Wszyscy powtarzają‚ że krzyż postawili harcerze. Ale mówi się też‚ że zrobili to jacyś trzej harcerze‚ pewnie nie najmłodsi‚ bo są harcmistrzami: dwaj bardzo bliscy władz PiS‚ a trzeci "też z Opus Dei". To wyczytałem w Internecie. I mam wątpliwości. Bo jeżeli rzeczywiście krzyż postawili harcerze powiązani politycznie‚ to nabiera to dla mnie zupełnie innego znaczenia. Byłoby to działanie skażone polityką od samego początku. Raczej opowiadam się za tym‚ że postawienie krzyża było wynikiem dobrej woli i szlachetnym gestem do momentu‚ w którym krzyż przestał być przedmiotem czci religijnej‚ a stał się orężem walki.
Kiedy stał się orężem walki?
Od chwili‚ gdy słowa prezydenta wypowiedziane w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" zostały przekręcone. Powiedział o przeniesieniu krzyża, i to w porozumieniu z władzami kościelnymi‚ a zrobiono z tego usunięcie krzyża. I wtedy się zaczęło. Oskarżono Bronisława Komorowskiego‚ że zaczyna prezydenturę od usuwania krzyża. A to jest kłamstwo.
A co jest jasne w tym sporze?
Jasne jest to‚ że kłócą się politycy. I to w sposób zupełnie paskudny‚ kompromitujący.
Chyba obie strony tak samo?
Bardziej PiS‚ bo działa "zza szafy"‚ steruje rzekomą obroną krzyża. Sam PiS zresztą w liście‚ który przyszedł na mój adres‚ ale chyba dostali go i inni biskupi‚ przyznaje‚ że udzielał pomocy ludziom pilnującym krzyża. Ale nie o krzyż tu chodzi. Dowód na to jest bardzo prosty. Ludzie‚ którzy tego krzyża rzekomo bronią‚ mówią: będzie pomnik‚ nie będzie krzyża. Na czym im zależy? Na pomniku‚ nie na krzyżu. Przeniesienie krzyża było zupełnie logiczne. Należało to zrobić i podjąć odpowiednie kroki. Nie widzę powodu‚ aby w tym miejscu stał krzyż. Ani, tym bardziej‚ aby stał tam pomnik.
Dlaczego?
Przecież prezydent tam nie zginął.
Ale w naszej historii stało się coś ważnego – zginęło prawie 100 najważniejszych w kraju osób‚ przed pałac przychodziły tysiące ludzi. Może warto upamiętnić to obeliskiem‚ monumentem‚ tablicą.
Tablica już jest.
Podoba się księdzu biskupowi?
To jest inna sprawa. Pomnik centralny już jest. Prezydent Lech Kaczyński jest pochowany na Wawelu. Czy może być lepszy monument? Czy nie można tego zrobić na Cmentarzu Powązkowskim? Czy nie można zrobić tego gdzie indziej w mieście?
Na razie trwa kłótnia, czy stawiać przed pałacem czy w ogóle gdzieś w centrum. Prof. Tomasz Nałęcz ujawnił‚ że prezydent chce‚ aby pomnik stanął na tyłach siedziby Ministerstwa Kultury.
Do stawiania pomnika w innym miejscu nie mam żadnych zastrzeżeń. Ale co nagle‚ to po diable. Spokojnie. To nie jest sprawa‚ którą rozstrzyga się z gorącymi głowami.
Może jednak nie wszyscy w tym konflikcie myślą kategoriami partyjnymi. Może chodzi o pamięć historyczną?
W tym konflikcie nie chodzi o pamięć. Chodzi o budowanie siły partii na grobowcu.
Jak się podoba księdzu biskupowi komunikat biskupów diecezjalnych z Jasnej Góry? Apelują do polityków‚ aby stworzyli wspólny komitet i aby to on zajął się sprawą upamiętnienia ofiar katastrofy.
To jest totalna pomyłka. Po co się tym zajmują? Co biskupów obchodzi stawianie pomników? Przecież to jest apel o postawienie pomnika.
Może to apel o porozumienie? O kompromis?
Niech się biskupi zajmą sprawami wiary i moralności.
Ale skoro powiedziano "A"‚ czyli Kancelaria Prezydenta, kuria warszawska i harcerze podpisali porozumienie w sprawie przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny‚ to może trzeba było powiedzieć i "B".













