REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie

Opinie

PO – PiS pakt dla reform

Michał Szułdrzyński 30-08-2010, ostatnia aktualizacja 30-08-2010 11:20
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
autor: Mirosław Owczarek
źródło: Rzeczpospolita

Dodając odwagi reformatorom z PO, partia Kaczyńskiego ich rękoma dokonałaby niezbędnych zmian w polskich finansach publicznych, nie pozostawiając tego zadania na kolejne kadencje i dla kolejnych rządów – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Polska potrzebuje głębokich reform – to hasło, solidarnie głoszone przez PiS i PO dokładnie pięć lat temu, dziś jest niestety dalej aktualne. Wciąż mamy niesprawne państwo, niewydolny wymiar sprawiedliwości, publiczne finanse zaś znajdują się w opłakanym stanie. Choć na ulubionej przez rząd dwubarwnej mapie Europy zielona Polska wygląda ładnie, nawet wzrost gospodarczy bez przebudowy sposobu wydawania publicznych pieniędzy nie uchroni naszego kraju przed katastrofą.

Zapowiedź podniesienia podatku VAT, zmian w OFE czy wypowiedź wicepremiera Pawlaka o katastrofalnym stanie budżetu to nie tylko deklaracje polityczne, lecz także ważne sygnały dające nam pojęcie o rzeczywistej kondycji naszego państwa.

Suflowanie pasywności

Przez ostatnie trzy lata PO nie przeprowadzała koniecznych zmian, tłumacząc się niechęcią Lecha Kaczyńskiego. Katastrofa pod Smoleńskiem oraz zwycięstwo Bronisława Komorowskiego przyspieszyły moment, w którym PO może w końcu zabrać się za reformy. Paradoks polega jednak na tym, że choć są one konieczne, rząd Donalda Tuska z co najmniej dwóch powodów nie będzie mógł i nie będzie chciał ich realizować.

Premier wie doskonale, że wygrał wybory w 2007 roku nie dlatego, że Polacy uwierzyli w obietnicę gospodarczego cudu (łatwo się pogodzili z tym, że cudu nie ma, ba, jest kryzys, a dalej kochają Platformę), ale dlatego, że po burzliwym dwuleciu rządów PiS zamarzyli o politycznej stabilizacji. Owszem, Polacy lubią przyglądać się politycznym wojnom, ale równocześnie obawiają się, że ich skutkiem może być mniej sprawne codzienne rządzenie krajem.

Donald Tusk wydaje się też świadom, że Bronisław Komorowski wygrał rywalizację z Jarosławem Kaczyńskim nie ze względu na swoją osobistą popularność, lecz dlatego, że milion obywateli więcej wolało postawić na polityczną stabilizację niż niepewność związaną z powierzeniem prezydentury prezesowi PiS.

Przeprowadzenie radykalnych reform nieuchronnie musiałoby oznaczać koniec owej stabilizacji i mogłoby prowadzić do zmiany politycznych preferencji. Pewnie dlatego życzliwi Platformie publicyści od dnia zwycięstwa Komorowskiego w drugiej turze wyborów suflują Platformie polityczną pasywność. Jak pisał Jacek Kucharczyk, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych, „nawet jeśli opozycja nie będzie miała dość głosów w parlamencie, żeby blokować ustawy, to tym bardziej będzie zaprzęgać do blokowania reform różne grupy społeczne, które poczują się nimi zagrożone. Zakończenie jednej kampanii stanie się więc początkiem kolejnej, w której przeciwko PO mobilizowane będą związki zawodowe i inne organizacje reprezentujące różne grupy interesu. Mimo że białe kołnierzyki nie palą opon przed Sejmem, to ich opór może paraliżować działania reformatorskie równie skutecznie co zadymy organizowane przez związkowców z »Solidarności«” („Komorowski – patron reform”, „Rzeczpospolita” 4 sierpnia 2010).

Podobnego zdania jest Ireneusz Krzemiński, który przestrzega rząd przed kosztownymi socjalnie reformami: „obcinanie różnych budżetowych obciążeń – to prawdziwa klęska w sytuacji, gdy wszyscy niezadowoleni, z tysiąca powodów, mogą się oto znaleźć pod skrzydłami oskarżycielskiego PiS” („Polityka resentymentu”, „Rzeczpospolita” 1 sierpnia 2010).

Nadzieja w Schetynie i Komorowskim

Jak więc przeprowadzić reformy, skoro szef Platformy nie ma na nie ochoty, a jego sympatycy doradzają mu, aby nie robił niczego, bo może wzmocnić opozycję?

Po pierwsze, warto zauważyć, że Platforma nie jest dziś monolitem. W szeroko rozumianym obozie władzy istnieją różne centra, które mogą chcieć podjąć się reformatorskiego wysiłku. Naturalnym ośrodkiem mogącym forsować gruntowne zmiany w państwie jest Pałac Prezydencki. Bronisław Komorowski nie musi się liczyć z perspektywą bliskich wyborów i może sobie pozwolić na znacznie większy dystans wobec bieżącej polityki. W swoich wypowiedziach dał wyraz nadziejom na stworzenie prezydentury ponadpolitycznej, co oznacza, że mógłby stać się on patronem jeśli nie gruntownej reformy państwa, to przynajmniej gruntownej naprawy jego finansów.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  PO, PiS, Platforma, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, reformy, rząd

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pies o wyższej inteligencji

Owczarki niemieckie najlepiej nadają się do służb. Są najinteligentniejsze, od dawna selekcjonowane - mówi Andrzej Baranowski, właściciel firmy tresury psów >>