Media
Czy lewica podzieli się mediami z Platformą
Telewizja i radio mogą trafić w ręce ludzi związanych z SLD. I to na długo
Kilka dni temu jeden z polityków PO tłumaczył partyjnemu koledze, że podczas przejmowania mediów publicznych trzeba zachować pozory, co oznacza, że nie wolno wyrzucić wszystkich dziennikarzy "Wiadomości" TVP 1 – kilku wypadałoby zostawić. Pech chciał, że wiadomość z tymi dobrymi radami trafiła także do jednego z pracowników telewizyjnej Jedynki.
Za kulisami mediów publicznych trwa jednak gra znacznie ciekawsza niż ustalanie, ilu "pisiorów" powinno zostać zwolnionych od razu, a ilu dopiero po jakimś czasie. Operacja przejmowania TVP przez Platformę Obywatelską może zostać wstrzymana.
Klucz do obsady mediów publicznych znajduje się dziś w rękach lewicy, która nie ma powodów, by dzielić się z PO.
Bez blitzkriegu PO
Plan był prosty: prezydent Komorowski, Sejm i Senat odrzucają sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji za rok 2009. Rada złożona z ludzi PiS, LPR i Samoobrony przestaje istnieć.
Do tego miejsca wszystko się udawało i 7 lipca Bronisław Komorowski powołał na nowych członków KRRiT ludzi PO: Krzysztofa Lufta i Jana Dworaka. Senat 22 lipca wyznaczył Stefana Pastuszkę (PSL). 4 sierpnia Sejm wskazał Witolda Grabosia i Sławomira Rogowskiego (obaj to ludzie SLD). Szefem nowej rady został 10 sierpnia Jan Dworak, były członek Platformy i prezes TVP w latach 2004 – 2006.
Jednocześnie trwały pośpieszne prace nad nowelizacją ustawy medialnej, którą przyjęto 6 sierpnia głosami PO, SLD i PSL. W efekcie 4 września skończą się kadencje obecnych rad nadzorczych wszystkich mediów publicznych, a nowa KRRiT, w której nie ma ani jednego polityka PiS, będzie mogła rozpocząć wybory nowych rad, które wskażą nowych prezesów TVP i Polskiego Radia oraz spółek regionalnych.
Nieoficjalnie politycy PO i SLD mówili już nawet o tym, jak podzielą media publiczne: TVP 1 dla PO, TVP 2 dla SLD, a ludowcy pocieszą się ośrodkami regionalnymi. W publicznym radiu największe wpływy – tak jak teraz – miałby Sojusz.
Czy tak się stanie? Niekoniecznie. Decyzje w KRRiT podejmowane są większością 4:1. Tymczasem SLD ma w pięcioosobowej radzie dwóch przedstawicieli, co oznacza, że bez jego zgody nie można podjąć żadnej decyzji. Ta nadreprezentacja opozycyjnego klubu parlamentarnego to cena, jaką PO musiała zapłacić za poparcie przez lewicę nowelizacji ustawy medialnej.
Pytanie kluczowe brzmi teraz: po co SLD ma dzielić się TVP z PO, skoro może rządzić nią sama?
Ultimatum dla PiS
Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że od kilku tygodni ludzie związani z lewicą w radzie nadzorczej i zarządzie TVP próbowali skłonić do dymisji obecnego prezesa telewizji publicznej Romualda Orła i jego zastępcę Przemysława Tejkowskiego (wybranych z rekomendacji PiS). W zeszłym tygodniu niewiele brakowało, by ten scenariusz został zrealizowany: Orzeł mówił nawet swoim współpracownikom, że odchodzi, jednak ostatecznie dymisji na piśmie nie złożył.
Tymczasem jutro odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie rady nadzorczej TVP, o które wnioskowała Małgorzata Wiśnickia-Hińcza (w radzie z rekomendacji SLD). Na posiedzeniu może dojść do zawieszenia Orła i jego zastępcy. W dziewięcioosobowej radzie nadzorczej ludzie PiS mają cztery głosy. SLD ma trzy, ale liczy na wsparcie członka wytypowanego przez Samoobronę i głos delegata ministra skarbu.
Skąd ten pośpiech w "depisizacji" TVP? Nowelizacja ustawy medialnej mówi, że do wybrania nowych rad nadzorczych mediami publicznymi kierują obecne zarządy. Czyli ten, kto będzie "obecnym zarządem" 4 września, będzie władał TVP. Jeśli zamach się nie uda, SLD i tak utrzyma obecny stan posiadania. I nie będzie miało żadnego powodu, by zamieniać w TVP słaby PiS na silną PO.
Z informacji "Rz" wynika, że lewica przedstawiła PiS diabelską alternatywę: albo pisowcy z zarządu odejdą sami, i wtedy być może oszczędzi się część ich ludzi, albo zostaną zawieszeni, i lewica przejmie całą TVP. Na jak długo? Dobre pytanie.















