Publicystyka
Ossów to rosyjski Katyń?
Czy pomnik w Ossowie miał być rzeczywiście rycerskim gestem wobec poległych przeciwników? Czy też chodzi tu raczej o racje polityczne (zgoda z Rosją Putina)? – zastanawia się historyk
Śmierć na polu bitwy jest w naszej kulturze obiektem specjalnej pamięci. Przynajmniej od czasu śmierci 300 Spartan. Ludzie, którzy stają naprzeciw siebie, by walczyć w imię jakiejś idei, by narażać się dla jakiegoś celu uznanego za większy od ich indywidualnego życia, zasługują na współczucie, a także na szacunek. Współczucie może być identyczne – dla wszystkich ofiar. Szacunek zależy w jakiejś przynajmniej mierze od idei, od owego celu, w imię którego walczyli i zginęli.
Może dlatego do dziś pod Termopilami jest pomnik 300 Spartan właśnie, a obok nie ma pomnika tysięcy poległych w walce z nimi żołnierzy Kserksesa? Ci pierwsi bronili bowiem wolności greckich sposobów życia. Ci drudzy, pędzeni przez rozkaz namiestników króla królów, mieli poszerzyć granice jego imperium.
Upłynęło już 2490 lat od tamtej bitwy, emocje chyba już wygasły, a jednak jeszcze ją pamiętamy. Rozumiemy jej sens. Nie domaga się on dopełnienia przez nowy pomnik, pomnik grecko-perskiej zgody, pomnik – symboliczną mogiłę poległych żołnierzy wschodniego imperium. A przecież leżą tam – nieupamiętnieni.
Lepsza pamięć o "innych"
Wyobrażam sobie dwa rodzaje sytuacji, w której mogłoby się to zmienić. Ramy jednej z nich wyznacza geopolityka. Gdyby np. Iran stał się dziś mocarstwem na miarę państwa Kserksesa i rozciągając swoje wpływy na całe pogranicze azjatycko-europejskie zaczął realizować zagraniczną politykę pamięci, domagającą się uhonorowania wszystkich zwycięstw dawnego imperium perskiego i wszystkich ofiar, które padły w walce o jego powiększenie, może wtedy maleńka Grecja byłaby skłonna rozważyć zmianę tablicy w Termopilach? Może lepiej wczułaby się we wrażliwość historyczną wielkiego sąsiada?
A może znów by się opierała? Nie wiem, ale sądzę, że realny nacisk wielkiego, realizującego swoje imperialne cele mocarstwa może być czynnikiem wpływającym na politykę pamięci państw znajdujących się w zasięgu jego oddziaływania.
Innym czynnikiem, który może wpływać na tę politykę, jest cywilizacyjna zmiana (a raczej pewna jej ideologiczna wizja). Zmiana, o której piszę, podważa znaczenie przywiązania do jakichkolwiek wartości wspólnotowych, które mogłyby zostać uznane za wyższe od indywidualnego życia, a nawet od indywidualnego dobrobytu, od jednostkowej – od mojej – wygody. Śmierć na polu bitwy jest w tej perspektywie tylko absurdem – równym po każdej z walczących stron. Usprawiedliwianie, uzasadnianie czy usensownianie tej śmierci jakąś ideą, jakąś wartością uznawane jest za przejaw niebezpiecznego fanatyzmu. Nie ma dobrej i złej strony w walce. Są tylko ofiary. Im należy się pamięć. Ale czy równa? Niezupełnie.
Wyznawcy owej zmiany cywilizacyjnej, którą tutaj w publicystycznym skrócie przybliżam, stosują pewną pedagogikę pamięci. Zgodnie z jej logiką więcej uwagi należy się tym ofiarom, o których w naszej zbiorowej pamięci dotąd zapominaliśmy, "innym", nie "naszym". Jeśli bowiem będziemy się upierać przy wspominaniu "naszych" ofiar, to trudniej będzie przezwyciężać niebezpieczeństwo owego zbiorowego "fanatyzmu", przywiązania do własnej historycznej wspólnoty jako pewnej istotnej, pozytywnej wartości.
Putinowska polityka historyczna
Mam wrażenie, że oba wymienione wyżej czynniki spotkały się w pomyśle pomnika nagrobnego żołnierzy Armii Czerwonej poległych w sierpniu 1920 roku pod Ossowem. Rosja Władimira Putina realizuje swoją politykę historyczną. Opiera się ona na próbie syntezy dorobku imperialnego ZSRR z czasów jego największego, stalinowskiego triumfu – z dziedzictwem Rosji carskiej, ufundowanej na prawosławnej tożsamości.
Triumfy ZSRR są nazywane triumfami Rosji, zbrodnie ZSRR są nazywane zbrodniami komunistycznymi albo sowieckimi. Ofiary poniesione w walce o umocnienie i poszerzenie imperium (nawet jeśli było to imperium Stalina) są usprawiedliwiane lub relatywizowane, umniejszane ("takie były czasy", "a u nich Niegrow bijut" itp.). Czczone i wyolbrzymiane są ofiary własne, czyli rosyjskie – poniesione w starciu z obcymi, czyhającymi na wielkość imperium lub stającymi na drodze do tej wielkości.















