Kalendarium podróżnika
17 września inaczej
Nie jest to data, która kojarzyłaby się z podróżami, choć dla tak wielu oznaczała początek wędrówek nie zamierzonych i śmiertelnie niebezpiecznych.
Tymczasem „zmierzenie się” z tą datą podróżując na wschód może być bardzo pouczające. Warto uświadomić sobie ogrom przestrzeni, jakie wtedy zagarnęli sowieci, jak i stanąć twarzą w twarz z „pieriekowką” jakiej tam dokonali.
Relacja ze spływu Zbruczem na stronie autora
Dobrze pamiętam udział w 2006 roku w spływie Zbruczem: pośród setek barwnych obrazów, jaki mi po nim pozostały, znalazło się również wspomnienie złowrogich oczodołów strzelnic sowieckich bunkrów, wbudowanych w wysokie skaliste brzegi tej rzeki w okolicach Kudryńców. Pamiętam też uderzający – po tylu dziesięcioleciach - kontrast między światami po obu stronach rzeki. Pamiętam, z innego już wyjazdu, jak w zapadającym zmroku przekraczałem po raz pierwszy Czeremosz, mostem z Wyżnicy do Kut, więc w kierunku przeciwnym niż rząd RP tego pamiętnego dnia.
Takie podróże jednak, by być owocne, wymagają bardziej niż inne przygotowania. Trzeba tam jechać z uformowanym wyobrażeniem o świecie, który zniknął, wyobrażeniem, które można uzyskać z lektury wspomnień. Taka przed-podróż biblioteczna jest tutaj szczególnie potrzebna. I do takiej podróży chcę dzisiaj zachęcić. Jednak chciałbym zaproponować wyprawę nie nad Zbrucz, do Kut, Grodna czy do witkacowskich poleskich Jeziorów, ale trochę dalej, za kordon.
Nawała 17 września, była przecież zaledwie kolejną odsłoną trwającej stale agresji. Tam, na ziemie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego pozostałych za „ryską granicą”, trwała już drugą dekadę „pieriekowka”. Zostały po tamtej stronie choćby miejsca tak fascynujące jak Mińsk Litewski, czy wydarzały się historie tak niezwykłe jak nad berezyńskie państewko Dowbór-Muśnickiego, dziś równie zapomniane jak romańskie Wielkie Księstwo Pindosu. Nie doczekały się one w świadomości potocznej żadnych symbolicznych dat, obrazów, dlatego pozwalam sobie podłączyć je – niejako per procura – pod 17 września. Ostatecznie to co je zmiotło było tej daty preludium.
Miasto gubernialne, miasto ciągle żywego wspomnienia Rzeczpospolitej Obojga narodów, miasto dzieciństwa i młodości zarówno Michała Kryspina Pawlikowskiego jak i Kazimierza Leszyckiego. „Dzieciństwo i młodość Tadeusz Irteńskiego”, które właśnie doczekało krajowego wydania należy w ogóle do najznakomitszych polskich pamiętników opisujących przełom XIX i XX wieku.
- Warstwa pierwsza: „dawny Mińsk”.
Rządzą już sowieci. Mińska socjeta, ten polski Mińsk opisany przez Pawlikowskiego, znikła. Nadal jednak w mieście pozostają ogromne rzesze polskich rzemieślników, robotników, drobnej inteligencji. Ciągle jeszcze stanowią znaczną część 135 tysięcznej ludności miasta.
- Warstwa druga: Mińsk lat 20-tych.
Nowe porządki i nieporządki sprawiają, że szara strefa towarzyszy komunizmowi jak cień od pierwszych dni. Miński półświatek tego czasu to sceneria wielu powieści Sergiusza Piaseckiego. Wśród nich jego najsławniejszego dzieła „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”. Jednak najciekawszą jest z uwagi na bogactwo zapisanych w tle obrazów jest jego mińska trylogia złodziejska: „Jabłuszko”, „Spojrzę ja w okno”, „Nikt nie da nam zbawienia”.
Mińsk powraca też wielokrotnie na kartach – po części autobiograficznej – powieści „Piąty etap” oraz jej kontynuacji „Bogom nocy równi”. Mińsk Piaseckiego to ciągle jeszcze miasto różnorodne, żywe i barwne. Słychać już jednak pierwsze pomruki. Wkrótce zacznie ono kamienieć i szarzeć.
To miasto po transformacji, przekuciu w komunistyczną Utopię. W sposób fascynujący opisał je Artur Klinau w książce „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”. To niezwykły osobisty przewodnik po tym mieście. Wyjątkowo przenikliwa analiza tego jak ideologia dewastuje pejzaż ludzki, a równocześnie gorzka opowieść o swoim mieście, o mieście kochanym.
- Warstwa trzecia: Miasto słońca.
Są tam też bardzo przejmujące obrazy tego jak znikają ostatnie warstwy „tamtego” Mińska. Książka ta doczekała się kilku stereotypowo pochlebnych recenzji, lecz w stosunku do jej rzeczywistej wartości można powiedzieć, że przeszła niezauważona. A wielka szkoda bo to w ogóle jedna z najlepszych książek o miastach jakie ukazały się w ostatnich latach. Do tego nadal dostępna w księgarniach.
Takiego określenia użył Kazimierz Leszycki dla opisania tego co działo się w Mińsku i dalej na wschód ku przedrozbiorowej granicy w czasie narastającego ku końcowi I wojny światowej „bezwładzia”.
- Poza przestrzeń: Państewko.
Najbardziej dosłownie ucieleśniło się to w postaci rzeczywiście przejściowego quasi-państewka stworzonego wokół Bobrujska przez gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Jego dzieje powracają na stronach „Państewka” K. Leszyckiego, ale przede wszystkim stały się znaczącym wątkiem wielkiego kresowego eposu: „Nadberezyńców” Floriana Czarnyszewicza. Ich akcja rozgrywa się na ziemiach rozpostartych pomiędzy Berezyną a Drucią, rzeką, która stała się wschodnią granicą po I rozbiorze, na ziemiach gdzie jeszcze w początku XX wieku żyła osiadła od stuleci znaczna mniejszość polska.
Zmiażdżyły ją kolejne fale represji, jakim poddawano ją od pierwszych chwil ustanowienia władzy sowieckiej. I chociaż dość rozpowszechniony pogląd o wyjątkowości tych represji nie do końca znajduje potwierdzenie w faktach, gdyż dokumenty dotyczące aresztowań i zsyłek pokazują jasno, że prześladowania dość demokratycznie dotykały wszystkich: Polaków, Białorusinów, Żydów, Tatarów, Rosjan, to jednak Polacy dostąpili dość szczególnego wyróżnienia: znacznej nadreprezentacji w liczbie rozstrzelanych. Wysoka cena zapłacona za te kilka miesięcy nadziei i złudzeń.















