Kalendarium podróżnika
Ostatni dzwonek…
…czasami dzwoneczek. Ściślej setki i tysiące dzwonków wypełniające wschodniokarpackie połoniny jedyną w swoim rodzaju muzyką. A to już ostatni dzwonek by je usłyszeć.
Chcecie usłyszeć delikatne dalekie dzyń-dzyń: pojedyncze, nieregularne, odległe, czasami będące tylko mglistym odbiciem dźwięku, które stopniowo, zagęszczają się i zaczynają otaczać was z wszystkich stron orkiestrując się w migotliwą kaskadę dźwięków?
Ta muzyka narasta tak, jakbyście się w zupełnym mroku z płonącą lampą zaczęli zbliżać do bizantyńskiej mozaiki. To migotanie dźwięku bierze się też i stąd, że nie ma dwóch identycznych dzwonków.
Właściciele zwierząt wybierają dzwoneczki bardzo starannie, ich dźwięk nie tylko wskazuje, gdzie znajduje się ich dobytek, ale służy również do identyfikacji. Dzwonki są najrozmaitsze, od zupełnie malutkich (te widywałem najczęściej u kóz), przez różne małe i średnie u owiec, aż po całkiem duże u krów.
Jeżeli chcecie posłuchać takiego koncertu – tak jak mi się to kiedyś zdarzyło na stokach Szesy, na zachodnim krańcu Czarnohory – to musicie się wybrać na jedną z połonin wschodnich Karpat, i znaleźć się przy płaju, którym stada wracają wieczorem na staję, albo wstać dość wcześnie by posłuchać stada wychodzącego w góry.
Nie tylko dzwonki tworzą tę muzykę. Od czasu do czasu, zwłaszcza w górach Rumunii, można usłyszeć głuche, jakby dobywające się spod ziemi, crescendo dudnienia. To stado koni, kilku, kilkunastu, czasem kilkudziesięciu jak na Połoninie Rugaszu. Cały sezon biegają samopas po górach.
Wyjazd w Karpaty to nie tylko szansa do zobaczenia pięknych i dzikich gór (w rumuńskich Karpatach ciągle jeszcze żyje ponad 5 tys. niedźwiedzi brunatnych, większość europejskiej populacji tego gatunku!), ale też podróż w czasie. Można tutaj – na Ukrainie, i przede wszystkim w Rumunii – spotkać żywą, funkcjonującą gospodarkę pasterską, taką jak ją opisywał w Wysokiej Połoninie Stanisław Vincenz. Nie tylko model gospodarowania jest tu ważny. To przede wszystkim bardzo bogata kultura swoimi korzeniami sięgającą czasów omal mitycznych, kultura ponadnarodowa, rozciągająca się od Bałkanów, przez cały potężny grzbiet Karpat, hen aż po niemal przedmieścia Ostravy na północnym-czachodzie.
Strona internetowa autora: sparfianowicz.wordpress.com
Dla turysty z Polski najciekawszym fragmentem tego uniwersum jest oczywiście Huculszczyzna. Obszar na równi z Tatrami legendarny dla wielu pokoleń turystów górskich. Warto jednak pamiętać, że to nie tylko Czarnohora i Połoniny Hryniawskie z Górami Czywczyńskimi, czyli zakątek Karpat leżący w historycznych granicach Rzeczpospolitej, ale także rozległe i bardzo interesujące terytoria na Zakarpaciu, w rumuńskich Marmaroszach, oraz na Bukowinie po obu stronach, ukraińskiej i rumuńskiej.
Jak tam dotrzeć? Niestety ten teren wymaga odrobiny samozaparcia i umiejętności. Są jeszcze ogromne obszary bez zasięgu telefonii komórkowej, a służby ratunkowe w rodzaju naszego GOPR-u są w zupełnych powijakach, lepiej więc jeżeli możemy bardziej ufać swojemu doświadczeniu niż technologi.
Problemem są także noclegi. Z ponad trzydziestu schronisk na tych terenach (w samych przedwojennych Polskich granicach) nie przetrwało ani jedno. Prócz namiotu pozostaje szukanie noclegu „u gazdów”, co powoli robi się tam coraz bardziej popularne. Powstają też pierwsze małe schroniska. Zaczyna się powoli odtwarzać szlaki znakowane (w Czarnohorze). Są mapy i przewodniki.
Jest wiele wariantów. Stosunkowo najlepsze, zwłaszcza przy krótszych wyjazdach, tak na początek, wydają się trzy:















