Kalendarium podróżnika
Wulkan na Morawach!
Jak w dowcipach o radiu Erywań: wiadomość w zasadzie prawdziwa. Rzeczywiście 23 sierpnia Rzymianie obchodziliby dzień poświęcony bogu Wulkanowi.
To jednak nie Rzymianie, a Morawianie, Czesi i mnóstwo innych nacji fetować będą greckiego odpowiednika Wulkana Hefajstosa, nie pod Etną jednak, ale na zamku Helfštýn na Morawach, w najbliższy weekend (28-29.VIII). Więc właściwie wszystko się zgadza.
Sam zamek należy do największych na terenie całej Republiki Czeskiej. W swej burzliwej historii był już wielokrotnie rozbudowywany, kilkakrotnie mniej lub bardziej burzony czy rozbierany, obecnie kolejny raz, jest sukcesywnie odbudowywany.
Potężne mury warowni to wymarzone tło, dla było nie było dość mrocznej, czarnej sztuki, jaką jest kowalstwo. W końcu mitologiczny patron uprawiał swoją sztukę w głębokich podziemiach.
Z jednej strony Czechy uniknęły w ostatnich stuleciach zniszczeń i oczywiście ich zasoby kulturalne są nieporównanie bogatsze, z drugiej strony przechodzą one procesy modernizacyjne dużo szybciej, głębiej, i od dłuższego już czasu, stąd zachowanie starych rzemiosł jest tu problemem nie mniejszym niż w Polsce. Podejmuje się więc wiele inicjatyw mających chronić i popularyzować dawne kunszty.
Spotkania kowali na helfsztyńskim zamku mają tu już długą tradycję (obecne to już 29-te). W weekend odbywa się impreza otwarta dla publiczności, a więc sprzedaje się produkt turystyczny, jednak przez cały poprzedzający tydzień trwa międzynarodowe forum kowali.
Patrząc na dokumentację plenerów i wystaw z poprzednich edycji widać, że powstają tu często dzieła nietuzinkowe, dalekie od stereotypów, i demonstrujące, że ten starożytny fach ciągle może być sztuką bardzo nowoczesną, że kowalstwo nie jest bynajmniej skazane na antykwariat, czy skansen.
Obszerny raport o Wschodnich Morawach można przeczytać na stronie internetowej autora
Ewentualna wizyta w Helfštýnie, to znakomita okazja, by się trochę rozejrzeć po okolicy. Niedaleko – ok. 30 km na zach. – leży wspaniały Ołomuniec. To bardzo dobrze znany cel wycieczkowy.
Jednak tuż na wschód rozciągają się piękne grzbiety Morawsko-Śląskich Beskidów, gór pięknych i fascynujących historyczno-etnograficznie, to region Valašsko, czyli po naszemu Morawska Wołoszczyzna, obszar najdalej na zachód sięgającego tzw. osadnictwa wołoskiego. Ale nie tylko Valašsko, w ogóle całe wschodnie Morawy, to teren wart odwiedzenia, a ciągle jeszcze mało nam znany.
Biorąc pod uwagę bliskość granicy i znakomitą komunikację, to idealne okolice także na wyjazdy krótsze typu weekend czy weekend+.
W Internecie
Informacje praktyczne
- Zamek Helfštýn znajduje się we wsi Týn nad Bečvou, będącej przedmieściem Lipníka nad Bečvou, przez który przebiega zarówno autostrada Ostrawa–Ołomuniec, jak i magistrala kolejowa Bohumin–Wiedeń. W dniu imprezy z dworca kolejowego funkcjonuje autobus wahadłowy na zamek.
- Impreza odbywa się w sob. (9:00–18:00) i nie. (9:00–14) Wstęp 80 i 40 KCs
Pożyteczne lektury
Nie zawsze można podróżować, zawsze można poczytać. Dawne, rzadkie, ginące już rzemiosła, przez długie lata były zauważane co najwyżej przez działy miejskie gazet, przy okazji wyjątkowo spektakularnych rocznic, czy – coraz częściej – pożegnań.
Dopiero w 2007 roku ukazała się prekursorska właściwie publikacja Magdaleny Stopy (tekst) i Jana Brykczyńskiego (zdjęcia), Rzemieślnicy Warszawscy (Warszawa: Vox Humanan, 2007) prezentująca kilkanaście najstarszych w mieście firm rzemieślniczych. Nestor pośród nich firma „Bracia Łopieńscy”, założona została w tak znamiennym dla polskiej historii roku 1864. To nie tylko podróż w czasie, ale też trochę z wizyty w tajemniczej pracowni alchemika. Przedziwne narzędzia, mikstury, tajemnicze technologie. Wyprawa przypominająca bajkowe wejście do magicznej szafy.
Rok później ukazały się Ginące Zawody Zbigniewa Skuzy (Warszawa: Muza, 2008) zapoznające nas z w większości ginącymi już rzemiosłami wiejskimi.
Wreszcie 2009 r. przyniósł podążającą śladem książki Stopy i Brykczyńskiego, opowieść o rzemieślnikach krakowskich, Ostatni Mohikanie (Kraków: Lokator, 2009) Gregory'ego Michenauda (zdjęcia) i Krzysztofa Michalskiego (tekst). Zaletą tej ostatniej jest wydobycie, że to tak określę, kontemplacyjnego waloru tradycyjnej rzemieślniczej pracy.
Każda z tych książek to także znakomity przewodnik na spacer, czy wycieczkę. Większość z tych pracowni jeszcze istniej, ale chyba warto się pospieszyć.















