Kalendarium podróżnika
Matki Boskiej Zielnej
Gdziekolwiek w Polsce będziesz tego dnia możesz zobaczyć ludzi podążających do kościoła z bukiecikami, wiankami, a czasem nawet z całkiem pokaźnymi wiązkami.
Zioła, kwiaty, kłosy zbóż, czasem jabłko nadziane na patyczek. Dzisiaj ten dzień trochę przytłoczony patriotyczno-martyrologiczną symboliką, jednak jeżeli wyjść poza polityczny partykularz to jedno z najpiękniejszych świąt roku. W tym dniu warto zajrzeć do miejsc mniej uczęszczanych.
Kalwaria Pacławska
Matki Boskiej Zielnej: 15.08.2010
Maleńka wioseczka wśród łagodnych garbów Pogórza Przemyskiego, przycupnięta przy samej ukraińskiej granicy. Na okolicznych wzgórzach i stokach porozrzucane białe kapliczki Kalwarii ufundowanej w 1665 przez Andrzeja Maksymiliana Fredrę.
Mniej znana od Zebrzydowskie, a szkoda bo wielkiej urody, a do tego jak twierdzą niektórzy z kalwariologów, najbardziej zbliżona skalą i relacjami przestrzennymi do jerozolimskiego oryginału.
Droga Krzyżowa przepleciona jest tutaj kapliczkami Dróżek Maryjnych. Na nich odbywa się część nabożeństw związanych z Wielkim Odpustem Wniebowzięcia NMP. Uroczystości rozpoczynają się już popołudniem 11-go sierpnia i trwają do 15-go. Kto jeszcze tam niebył zachwyci się z pewnością urodą okolicy. (Więcej na www.kalwariapaclawska.pl)
Kaczyka (Kacica, Bukowina, Rumunia)
Jedna z kilku polskich wiosek na Bukowinie. Tutejszy odpust to jedno z najważniejszych wydarzeń dla katolików Bukowiny.
Katolików Bukowiny to znaczy Polaków, Niemców, Czangów (Jedynej węgierskojęzycznej społeczności po tej stronie Karpat), Ukraińców, jakiejś liczby Rumunów, i Bóg jeden wie kogo jeszcze.
Już samo znalezienie się w tak barwnym, wielojęzycznym tłumie jest szczególnym doświadczeniem. Przy okazji nie sposób nie zajrzeć do pozostałych polskich wiosek (Sołońca, Pleszy czy Poiany Mikului), nie mówiąc już sławnych malowanych bukowińskich monasterach.
Hagigadar (k/Suczawy, Bukowina, Rumunia)
To może być trudny wybór, bo tego samego dnia co odpust w Kaczyce odbywa się chram przy ormiańskim monasterze w Hagigadar na przedmieściach Suczawy. Ormianie obecni byli na Bukowinie, podobnie jak w Polsce, już od średniowiecza.
W samej Suczawie, która w historii ormiańskiej diaspory pełniła rolę porównywalną do Lwowa czy kamieńca Podolskiego, bardzo znany jest ormiański monaster Zamca, nazwany tak z powodu usypanych przez Polaków stancjonujących tutaj przez kilka lat u schyłku XVII wieku.
Hagigadar, zwany jest cerkwią spełnionych życzeń, może dla tego przyciąga wielkie tłumy nie tylko Ormian, ale i prawosławnych innych narodowości. (Więcej na www.personal.ceu.hu)
Wileńszczyzna
Takie święta bywają zapadającym na lata wspomnienia jeżeli zdarzy się być na nich na kresach. Dwa obrazki. Pierwszy: Rudomino (tuż pod Wilnem). Docieramy tutaj z moim braterstwem po całonocnej podróży. Bukiet polnych kwiatów nazbieranych po drodze gdzieś na obrzeżu Puszczy Rudnickiej.
Miękka dźwięczność mszy odprawianej po litewsku. Pierwszy człowiek, który nas po mszy zagadnął, po polsku oczywiście, okazał się być chrześniakiem naszego ojca. Było nie było nasza, jak tu się nadal mówi, okolica.
Obrazek drugi. Wilno, kościół franciszkański na ul. Trockie (Trakiu gv.). Wracaliśmy z Brasławszczyzny i Inflant, prosto z pociągu z Turmontów, dotarliśmy tutaj. Nie mieliśmy bukietu. Zaczepia nas jakaś skromnie ubrana pani.
– Nie majo kwiatków? – tu ciągle trwa wzruszająco archaiczna, grzecznościowa forma trzeciej osoby. – No tak, my prosto z pociągu – usprawiedliwiamy się zawstydzeni. – No to niech ta weźmie – i pani podaje nam skromny zwitek goszków, kłosów żyta. – A pani? – pytamy. – A ja mam jeszcze, tak wzieła więcej, pomyślała, będzi takich co zapomno…. Sam kościół franciszkański to jedno z tych miejsc, których odwiedzenie mówi więcej o tym co tu się stało za sowieckiej okupacji więcej niż lektura opasłych książek. (Więcej na www.sparfianowicz.wordpress.com)















