Krzyż przed pałacem
Nocna akcja pod krzyżem
Tłum przeciwników krzyża domagał się jego usunięcia sprzed Pałacu Prezydenckiego
„Do kościoła!”, „Spieprzaj, dziadu!”, „Kto nie skacze, broni krzyża” – skandowali wczoraj przed Pałacem Prezydenckim ci, którzy chcą przeniesienia krzyża smoleńskiego.
Skrzyknęli się w Internecie, by zademonstrować swoje zdanie w tej sprawie. Według szacunków policji na Krakowskim Przedmieściu pojawiło się ponad tysiąc osób. Obecni na miejscu dziennikarze szacowali, że mogło przyjść nawet kilka tysięcy demonstrantów.
Siła głosu
Policja otoczyła wcześniej garstkę obrońców krzyża i odizolowała ich od demonstrantów metalowymi barierkami.
W wielu miejscach zwolennicy i przeciwnicy krzyża stali obok siebie, toczyli dyskusje, były drobne przepychanki, ktoś wypuścił gaz łzawiący. Ale do zamknięcia tego numeru „Rz” – według informacji policji – nie doszło do żadnych incydentów.
Być może dlatego, że walka toczyła się na transparenty, okrzyki, pieśni religijne i piosenki biesiadne.
Gdy demonstrujący zaczęli od hitu disco polo „Jesteś szalona” i wersji „Szła dzieweczka do Jareczka”, po drugiej stronie odpowiedziano „Boże coś Polskę”. Na okrzyki „do kościoła”, „Spieprzaj, dziadu” druga strona odpowiadała – „Bóg, honor, ojczyzna”, ale też „Słońce Peru, mistrz bajeru”.
Z absurdem i na poważnie
Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem manifestacji na jednym z balkonów pojawił się człowiek przebrany za papieża i pozdrawiał tłumy. Odpowiedziały mu oklaski i okrzyki.
Zwolennicy przeniesienia krzyża oprócz wznoszenia okrzyków i trzymania transparentów zajmowali się też podrzucaniem pluszowej kaczki czy grą w piłkę. Wielu przyszło w przebraniach – mieli maski, korony na głowie, kolorowe butelki na dwóch drutach, które miały symbolizować kod DNA.
Pojawili się m.in. młodzi ludzie w strojach kolejarzy. Mieli ze sobą transparenty: „Bezpieczny przejazd”, „Zatrzymaj się i żyj”. – Jesteśmy grupą kolejarzy, bronimy krzyża św. Andrzeja, wiele jest niszczonych na przejazdach kolejowych, a to przecież niebezpieczne – tłumaczyli. – Skąd jesteśmy? Jesteśmy w trasie, wysiedliśmy tylko na chwilę, żeby bronić krzyża św. Andrzeja – odpowiadali.
Wśród przeciwników krzyża dominował rozbawiony tłum młodzieży. – Bawię się jak na koncercie – wołała młoda dziewczyna, która podskakiwała, biorąc udział w zabawie w meksykańską falę.
Byli jednak wśród nich i bardziej poważni, ze ścigniętymi z napięcia twarzami. Tak, jak ok. 30-letni mężczyzna, który powiesił transparent na bramie Ministerstwa Kultury. Wyjaśniał na nim, że był wyborcą Lecha Kaczyńskiego, że był on jego prezydentem, mimo że nie wszystkie jego działania mu się podobały. Ale mówi „nie” krzyżowi przed pałacem i „kaczofaszyzmowi”. – Tę sprawę trzeba spokojnie rozwiązać, przenieść krzyż do kościoła i, jeśli społeczeństwo sobie tego życzy, wybudowac tablicę pamiątkową. Ale powinna ona upamiętniać wszystkie ofiary katastrofy– tłumaczy „Rz”. – Są zmanipulowani przez Radio Maryja – mówił, patrząc w stronę obrońców. Przypominał, że to w tym radiu apelowano, by przybyć przed pałac.
„Tego za komuny nie było”
Odgrodzeni od manifestantów obrońcy krzyża mieli nawet specjalne naklejki: „Brońcie Krzyża”. Janusz Zieliński nakleił ją na zawieszonym na szyi aparacie fotograficznym. Tłumaczy „Rz”, że z zawodu jest kryminologiem. Twierdzi, że wyjaśniał przyczyny dwóch katastrfo lotniczych, dlatego rozumie dużo z katastrofy smoleńskiej. – Jeszcze czegoś takiego nie widziałem – komentował zachowanie tych, którzy przyszli na happening. – To jest młodzież stadionowa, zachwują sie tak, jakby sędzia miał podyktować rzut karny. A przecież my nic złego nie czynimy, modlimy się, i ich też do tej modlitwy zaprszaliśmy.
Na okrzyki: „do kościoła!” obrońcy krzyża odpowiadali: „Bóg, honor, ojczyzna!”
Wśród obrońców znalazła się też dziewczyna, która deklarowała się jako ateistka. – Przyszłam tu, bo nie rozumiem, dlaczego zabiera się tym ludziom krzyż, który jest ich symbolem. To jest zadziwiające, że prezydentem został ultrakatolik, a zabiera krzyż sprzed pałacu – mówi „Rz”. Nazwiska podać nie chce. – To by było źle zrozumiane w moim miejscu pracy – tłumczy.















