Publicystyka
W krainie żyrandoli
Prezydent Komorowski jest skazany na wchodzenie w prestiżowe spory z rządem, bo inaczej z roku na rok będzie dzierżył mniej władzy w swoich rękach. Ale ile wykaże determinacji i sprytu w walce o swoją pozycję, dopiero się przekonamy – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
Rozpoczynająca się właśnie kadencja Bronisława Komorowskiego pokaże, czy model silnej prezydentury w Polsce oprze się wewnątrzpartyjnej strategii Donalda Tuska. Co zwycięży? Respekt wobec przywództwa Tuska czy też chęć korzystania z wciąż silnych konstytucyjnych prerogatyw?
Pierwszy sołtys III RP
Można podejrzewać, że Komorowski będzie chciał budować prestiż swojego urzędu podobnie, jak czynił to Aleksander Kwaśniewski. Tak jak były lider lewicy spróbuje wykreować się na jednoczyciela narodu, przy okazji po cichu kopiąc prawicę po kostkach.
Niewykluczone, że w tym celu nowy prezydent będzie usiłował zbudować szeroki polityczny obóz partii od Platformy przez PSL do SLD, sojusz przeciwko wyizolowanemu i przedstawianemu jako niebezpieczne Prawu i Sprawiedliwości. A wszystkie te działania zapewne okraszone zostaną sarmackim stylem "pierwszego sołtysa III RP".
Przypomnijmy, że wciąż obowiązuje konstytucja z 1997 roku, która kreuje prezydenta na silnego gracza, mogącego podejmować polityczną walkę z premierem. Większości polityków w Polsce wydawało się to oczywiste, aż do momentu, gdy zimna wojna polityczna Donalda Tuska z Lechem Kaczyńskim po 2005 roku zachęciła Platformę do skutecznego zdeprecjonowania głowy państwa i pokazania jej bezsilności wobec zdeterminowanego rządu.
Po dwóch latach osłabiania pozycji prezydenta Donald Tusk tym urzędem wzgardził. Jednak do zmian w konstytucji, formalnie osłabiających prezydenckie prerogatywy, nie doszło. Dlatego Bronisław Komorowski, który właśnie obejmuje urząd wciąż obdarzony bardzo sporymi uprawnieniami, stoi wobec wyboru: albo zaakceptować rolę młodszego brata Tuska, albo odbudować pozycję prezydenta. W pewien sposób zabawne jest, że przy tej okazji zażarty krytyk Lecha Kaczyńskiego będzie musiał rozstrzygnąć kwestię, czy kontynuować zabiegi swojego poprzednika o wpływ na politykę zagraniczną i obronną.
Palikot warczący na Tuska
Jak będzie to wyglądało? Gdy Lech Kaczyński za rządów Platformy ogłaszał bez konsultacji z MSZ daleko idące deklaracje w polityce zagranicznej, wiele mediów się oburzało, że przekracza swoje kompetencje. Ale gdy Bronisław Komorowski – jeszcze jako kandydat na prezydenta – zaczął bez konsultacji z Sikorskim bardzo swobodnie wypowiadać się w kampanii wyborczej na temat rychłego wycofania się z Afganistanu, nikt nie rozdzierał szat, że wchodzi na cudze poletko.
Czy Komorowski będzie mógł pozwolić sobie na to jako prezydent? To pytania o polityczną praktykę – o to, kto będzie jeździł na unijne szczyty, na konferencje na najwyższym szczeblu. Nowy prezydent jest skazany na wchodzenie w takie prestiżowe spory, bo inaczej z roku na rok będzie dzierżył mniej władzy w swoich rękach. Doskonale jednak wie, że takie gry trzeba prowadzić dyskretnie, bo jeśli spór zostanie ujawniony, opozycja takiej okazji nie przepuści.
Jakie atuty ma Komorowski w ewentualnej rozgrywce z Tuskiem? Pozycję prezydenta osłabia to, że w odróżnieniu od Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego nie jest liderem ugrupowania, które wyniosło go do władzy. Ale ma szansę oddziaływania na PO, bo może zajmować inne niż premier stanowisko w sporach wewnątrzpartyjnych czy w dyskusjach nad linią partii. Może nawet przejść do ofensywy i powalczyć o uczynienie PO partią, w której wszechmogącego Tuska zastąpi triumwirat Komorowski – Schetyna – Tusk. Tym bardziej że marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna w naturalny sposób będzie zbliżał się do nowego prezydenta, aby razem z nim ograniczać wszechwładzę premiera.
Jakimi jeszcze narzędziami może posłużyć się Komorowski w walce o polityczne wpływy? Warto przeczytać wpis w blogu Janusza Palikota, polityka bliskiego nowemu prezydentowi. Palikot zagroził, że jeśli premier nie zadba o to, aby w budżecie znalazły się pieniądze na obiecane w kampanii zniżki kolejowe dla studentów, to prezydent może nie podpisać ustawy o podwyżce VAT. Przy okazji poznaliśmy Palikota w nowej roli: bulteriera warczącego także na wszechpotężnego do niedawna Donalda Tuska.















