Katastrofa smoleńska
Nocne rozmowy pod krzyżem
Jeszcze późno w nocy przed pałacem kłócili się przeciwnicy i zwolennicy przeniesienia symbolu
Zgrzewki z wodą mineralną, termosy, torby z prowiantem, koce – obrońcy krzyża ustawionego w czasie żałoby narodowej przed Pałacem Prezydenckim w nocy z wtorku na środę rozbili tam prawdziwe obozowisko.
– Mamy wszystko, co potrzeba – ucina jedna z kobiet. Otwiera kwiecisty parasol i usadawia się na rozkładanym stołku.
– I tak co noc. Śpią na składanych fotelach i stołeczkach – mówi „Rz” pani Maria, emerytka mieszkająca na pobliskiej ulicy Oboźnej. Często przychodzi wesprzeć obrońców krzyża. – Nie było mnie, gdy chciano zabrać krzyż. Dopiero wieczorem wróciłam do Warszawy – opowiada. – Strasznie padało, a ja mam trzy parasole. Gdybym była w domu, tobym je przyniosła obrońcom krzyża. Zaraz pójdę do domu zrobić im chociaż coś do jedzenia.
My wygraliśmy, wy przegraliście
Mimo zbliżającej się północy spokoju przed pałacem nie ma. Około 20 obrońców krzyża przekrzykuje się z podobną liczebnie grupą młodzieży, która wyszła z pobliskich lokali. Niektórzy jeszcze z kuflami w dłoni. Melodia religijnych pieśni miesza się z okrzykami młodzieży: „Wyciąć krzyż”, „Ateiści też mają prawo żyć”.
– Co tu się dzieje? – pytamy mężczyznę w czerwonej koszuli z plakietką „Brońcie krzyża”.
– To się dzieje, że krzyż zostaje. My wygraliśmy, a wy przegraliście, więc się stąd wynoście – wygraża pięścią.
Agresja z obu strona narasta. Część młodzieży przedrzeźnia modlących się, popycha ich, zabiera im transparenty. Wymiany zdań czasem kończą się dyskusją, ale częściej wyzwiskami.
– Symbolika tego typu powinna być trzymana z dala od instytucji państwowych – uważa Jacek (ok. 20 lat), który przed pałac przyszedł ze znajomymi prosto z imprezy. – Tych oszołomów powinno się rozpędzić siłą.
Pani Barbara, emerytka z Warszawy, przed pałacem jest co wieczór. Często zostaje do rana. – Ktoś musi pilnować krzyża. Inaczej by go po cichu nocą wynieśli – tłumaczy. – Nie możemy na to pozwolić. Tu mieszkał prezydent Lech Kaczyński. Krzyż właśnie tu powinien zostać.
Waldemar Januszewski, który z 12-letnią córką Olą przyjechał z Białogardu: – Byłem tu, kiedy harcerze go stawiali. Pomagałem go nieść i ustawiać. Polacy byli wtedy zjednoczeni. To były piękne chwile, a krzyż jest ich symbolem. To symbol i część tożsamości naszego narodu. Był z nami w trudnych momentach, podczas zaborów i wojen. Nawet komunistom nie udało się go usunąć.
– Chcemy czcić pamięć tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. To dla nas bardzo ważne – dodaje Ola ze łzami w oczach.
Inni obrońcy zapewniają, że są gotowi zgodzić się na przeniesienie krzyża, ale muszą zobaczyć gotowy pomnik lub tablicę, która go zastąpi. – W zapewnienia władzy nie wierzymy – twierdzi ok. 30-letni Michał.
– Polska to nie jest państwo wyznaniowe. Krzyże do kościołów – ripostuje student Daniel.
Ja fanatyczką?
– Większość zaczepiających jest kompletnie pijana – żali się Michał Siermiński, który przyszedł przed pałac bronić krzyża. Twierdzi, że na początku próbował dyskutować z przeciwnikami. – Ale to nie ma sensu. Nawet mnie nie słuchają. Przychodzą tylko, by się z nas pośmiać i popisać, jacy to oni mądrzy.
Ma żal do służb, że nie reagują na zgłoszenia o nietrzeźwych i agresywnych młodych ludziach.
– Sieją zgorszenie w miejscu publicznym – grupa ludzi przekonuje stojący obok patrol policji. – Jesteśmy tu z miesięcznym niemowlęciem. Boimy się o bezpieczeństwo.
– Mamy ze sobą broń. Nie możemy wchodzić w tłum – odmawia im interwencji policjant.
I radzi: – Tam stoi patrol Straży Miejskiej. Oni broni nie mają.
Pani Maria z Oboźnej podpitej młodzieży się nie boi. – Mówią do mnie: „babciu, jesteś fanatyczką”. A ja na to: „hola, hola, jaką fanatyczką?”. Wyjaśniam, by nie rzucali przekleństw, nie mówili źle o prezydencie, którego przecież nie znaliśmy osobiście. Od słowa do słowa i nawet niektórzy potrafią przeprosić.
Koło drugiej w nocy zbiorowisko przed pałacem topnieje. Jeszcze pan Jerzy zaopatrzony w składany stołeczek i ciepłą kamizelkę dyskutuje ze studentem ekonomii, który naśmiewał się z modlących. O katastrofie, Platformie, wyborach. Młody człowiek rzuca na pożegnanie: – Cieszę się, że mogliśmy porozmawiać. Nie zgadzam się z panem, ale pana szanuję.













