Publicystyka
Jak obniżać podatki
Partie wyrosłe z „Solidarności” nie mają zwartej koncepcji długofalowego rozwoju społeczno-gospodarczego. Albo zajmują się „sprawiedliwym” podziałem, albo poprawiają sytuację nielicznych kosztem licznych – pisze były wicepremier
Na ironię zakrawa fakt, że neoliberalny rząd, który niedawno proponował wprowadzenie podatku liniowego 3x15, będzie teraz podatki podwyższał. A fe! Niejeden raz uprzedzałem, że zaraz po przeprowadzeniu swego kandydata na urząd prezydencki Platforma Obywatelska przyzna – podobnie jak uczyniła to po wyborach do Parlamentu Europejskiego – iż sytuacja gospodarcza, zwłaszcza finansowa, państwa jest dużo gorsza, niż to wcześniej głoszono. No, a teraz to już nawet nieodzowne jest podwyższenie podatków.
Polityczny wstyd
W rzeczy samej – wstyd. Przecież to nie czynniki obiektywne, lecz błędna polityka wymusza podwyżki podatków. Ale rządowi przywódcy i propagandyści na pewno uciekać się będą do kolejnych łgarstw. Tym razem powiedzą , że podatki trzeba podnieść, bo jest kryzys, aczkolwiek przez ostatnie dwa lata słuchać musieliśmy opowiastek o zielonej wyspie.
Konieczność podniesienia podatków to skutek kryzysu polityki gospodarczej obecnego rządu. Swoje zrobiły również uchybienia rządu poprzedniego, który niesłusznie zlikwidował trzeci próg podatkowy. Błędne też było zwiększenie niektórych wydatków, zwłaszcza poprzez populistyczny ruch w postaci becikowego. Pierwsze posunięcie zmniejsza przychody budżetu, drugie zwiększa jego wydatki, nie dając żadnych pozytywnych efektów społecznych.
Na miejscu premiera natychmiast wymieniłbym ministra finansów; na miejscu PO wymieniłbym premiera; na miejscu społeczeństwa wymieniłbym rządzącą partię
Zauważmy, że autorzy tamtych błędów wybory przegrali, co pokazuje, iż nie tak łatwo jest kupować głosy elektoratu populistycznymi czy neoliberalnymi sztuczkami. Neoliberalnymi, gdyż likwidacja trzeciego progu PIT taki miała charakter, a podyktowana była polityczną chęcią rządzącego wtedy Prawa i Sprawiedliwości zaszkodzenia aspirującej do władzy PO. Paradoksalnie, tamtym posunięciem PiS utrudniło obecne położenie PO, bo ona przecież miała obniżać podatki, a tu akurat dzieje się odwrotnie! Paskudna sytuacja.
Brak koncepcji
Spójrzmy na sprawę szerzej. Podatki można obniżać, gdy nie eroduje to stanu finansów publicznych. Jedyne odczuwalne obniżki miały miejsce za pragmatycznych rządów lewicowych. Kiedy byłem wicepremierem i ministrem finansów, zlikwidowano podatek importowy i giełdowy, zmniejszono stawki PIT, a przede wszystkim zasadniczo zmniejszono podatki płacone przez przedsiębiorców. Dokonywało się to na ścieżce przyspieszania, nie zwalniania tempa wzrostu. CIT zredukowano z 40 do 19 proc., przy czym niejako po drodze o ich obcięciu z 32 do 28 proc. zdecydował rząd premiera Jerzego Buzka. Reszta została zrealizowana w ramach „Strategii dla Polski” i „Programu naprawy finansów Rzeczypospolitej”. Co zakładano, w zasadniczej mierze zostało wykonane. Przez pozostałe lata o obniżaniu podatków przede wszystkim mówiono, łącznie z wygadywaniem bredni o podatku liniowym.
Dlaczego można było sensownie obniżyć podatki podczas rządów lewicy, a nie jest to możliwe w czasach posolidarnościowych rządów prawicowych – raz to bardziej neoliberalnych, kiedy indziej bardziej populistycznych? Przy okazji szumnych obchodów trzydziestolecia „Solidarności” warto i na to pytanie odpowiedzieć. Ano dlatego, że partie wyrosłe z tego ruchu nie miały zwartej koncepcji długofalowego rozwoju społeczno-gospodarczego. Zarówno populiści, jak i zwłaszcza neoliberałowie nie potrafią prowadzić gospodarki drogą szybkiego wzrostu. Tego już dowiodły. Albo zajmują się „sprawiedliwym” podziałem, albo z przeogromną ochotą poprawiają materialną sytuację nielicznych kosztem licznych.
Fundamentalne różnice
Polityka finansowo zrównoważonego rozwoju polega na skutecznym obniżaniu podatków na drodze przyspieszania dynamiki gospodarczej, a nie na jałowych próbach ich redukcji w fazie jej wyhamowywania. Koordynując politykę gospodarczą kilku rządów, zmniejszałem udział wydatków w coraz szybciej rosnącym dochodzie narodowym, ale nie ciąłem ich absolutnego poziomu. Realne wydatki rosły, przyczyniając się do polepszenia materialnego statusu ludności, podczas gdy realne podatki spadały, przyczyniając się do rozkwitu przedsiębiorczości. Udawało się tworzyć pozytywną synergię między sektorem realnym i finansami publicznymi.















