Plan przyjęty, VAT w górę

aktualizacja: 03.08.2010, 16:34
Od lewej Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki i premier ...
Od lewej Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki i premier Donald Tusk
Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

Rząd przyjął Wieloletni Plan Finansowania Państwa na lata 2010-13.
Deficyt budżetowy w 2011 r. sięgnie 45 mld zł, a dług w relacji do PKB nie przekroczy progu 55 proc.

Od stycznia obowiązującymi w Polsce stawkami podatku od towarów i usług będą stawki na poziomie 5 proc. - głownie na żywność, 8 proc. - m.in. na materiały budowlane, i podstawowa - na poziomie 23 proc.
Oznacza to, że od więcej zapłacimy za wszystkie towary i usługi z wyjątkiem żywności. Resort finansów proponował, aby ujednolicić stawkę na żywność nieprzetworzoną i przetworzoną, które dziś wynoszą odpowiednio 3 i 5, do 6 proc. Podnoszeniu podatku na artykuły żywnościowe sprzeciwił się jednak wicepremier Waldemar Pawlak.
- Na elementarne produkty jak chleb, mąka, nabiał obowiązywać będzie 5 proc. stawka podatku - powiedział szef rządu. - Te towary, które nie wpływają bezpośrednio na koszt utrzymania rodziny objęte będą stawką 8 proc. Podstawowa stawka podatku sięgnie 23 proc.
[wyimek][b]Premier:[/b] Skutek podwyżki VAT-u z punktu widzenia portfela przeciętnej polskiej rodziny to będzie obciążenie nie przekraczające kilkunastu groszy dziennie[/wyimek]
Rząd założył, że wyższe o 5 - 5,5 mld zł dochody z VAT, przyspieszenie prywatyzacji (w przyszłym roku chce sprzedać m.in. kolejnych pakietów akcji PKO BP i PZU SA i uzyskać w sumie 25 mld zł) i zastosowanie reguły wydatkowej, która ma przynieść 3 miliardy złotych oszczędności uchroni nas przed przekroczeniem progu 55 proc. długu w relacji do PKB.
Podatek wzrośnie na trzy lata, ale premier nie wykluczył kolejnych podwyżek. Jeśli dług będzie niebezpiecznie szybko rósł, wówczas rząd od lipca przyszłego roku znów podniesie VAT o jeden pkt. proc., a jeśli sytuacja nadal będzie zła od 1 lipca 2012 roku w Polsce zostanie wprowadzona maksymalna stawka podatku od towarów i usług na poziomie 25 proc. na trzy lata. Pozostałe wyniosą odpowiednio 7 i 10 proc.
- W "czarnym scenariuszu" - w przypadku przekroczenia progów ostrożnościowych - VAT mógłby wzrosnąć po raz kolejny w 2012 lub 2013 r. - zapowiedział Tusk.
Ekonomiści nie chcą jednak na razie oceniać efektów planu. - Ciągle nie wiemy, jakie są założenia dotyczące wzrostu PKB, zakładanych dochodów państwa i konkretnych zamierzeń rządu, dlatego trudno miarodajnie oceniać wartość planu - mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów.
Z wypowiedzi premiera Donalda Tuska wynika, że nie należy spodziewać się bardzo szybkiego ograniczenia zarówno deficytu budżetu państwa, jak i deficytu sektora finansów publicznych. Zejście do wymaganego przez Komisję Europejską poziomu 3 proc. PKB ma nastąpić w 2013 r. - Decyzje, jakie podejmujemy, mają doprowadzić obniżenia deficytu do poziomu kryteriów z Maastricht, w dalszym horyzoncie - stwierdził Tusk. - A więc w roku 2011 nie spodziewajmy się takiego radykalnego pozytywnego załatwienia sprawy deficytu. Zaznaczył, że przyjęty we wtorek Wieloletni Plan Finansowy Państwa powinien być traktowany jako zbudowanie drogi obwarowanej pewnymi zasadami, która uniemożliwi w przyszłych latach negatywne zwiększanie się relacji pomiędzy długiem publicznym, a PKB.
Tymczasem główny analityk agencji ratingowej Standard and Poor's na Polskę, Trevor Cullinan zapewnił, że jeśli jednak doszłoby do przekroczenia konstytucyjnego progu długu w relacji do PKB na poziomie 60 proc. rating Polski będzie zagrożony. - Dziś jest on stabilny i wynosi A-, widzimy jednak zagrożenia dla Polski - wyjaśnił analityk. - Wzrost zadłużenia byłby powodem do obniżenia ratingu. Cullinan stwierdził, że Polska powinna zredukować swój dług lub zwiększyć PKB na mieszkańca. - Uważamy, że Polska w porównaniu do innych krajów robi wystarczająco dużo, aby utrzymać swój obecny rating, jednak zdajemy sobie sprawę, że do 2012 roku rząd nie podejmie radykalnych reform z uwagi na wybory parlamentarne w 2011 roku - stwierdził Trevor Cullinan z S&P.
Zdaniem prof. Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC w tej chwili istnieje zagrożenie przekroczenia progu 55 proc. długu w relacji do PKB, co też niesie za sobą negatywne konsekwencje. - Jesteśmy blisko tego progu, co przyznaje też minister finansów - wyjaśnia Gomułka. - Czy uda nam się tego uniknąć zależy od kilku czynników m.in. kursu walutowego.

POLECAMY

KOMENTARZE