REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Świat » Europa » Wielka Brytania

Wielka Brytania

Premier nie zna historii

Marcin Szymaniak 23-07-2010, ostatnia aktualizacja 23-07-2010 06:58
David Cameron podczas wizyty w Ameryce (na zdjęciu z Barackiem Obamą) nie popisał się wiedzą historyczną / fot: Kevin Lamarque
źródło: Reuters
David Cameron podczas wizyty w Ameryce (na zdjęciu z Barackiem Obamą) nie popisał się wiedzą historyczną / fot: Kevin Lamarque

Niefortunne wypowiedzi Camerona i Clegga wywołały burzę

Fakty są takie, że jesteśmy bardzo efektywnym sojusznikiem USA, ale w tym przymierzu jesteśmy mniejszym partnerem. I byliśmy tym mniejszym partnerem w 1940 roku, kiedy walczyliśmy z nazistami – powiedział brytyjski konserwatywny premier David Cameron telewizji Sky News podczas swojej wizyty w Waszyngtonie.

Media od razu wychwyciły błąd, informując premiera, że USA przystąpiły do II wojny światowej dopiero po japońskim ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 r. Przypomniano też złośliwie, że Cameron mówił kiedyś, iż uwielbia filmy wojenne i 17 razy oglądał “Tylko dla orłów”. Sugestie komentatorów są jasne: premier czerpie wiedzę na temat historii głównie z kina rozrywkowego.

– Ta pomyłka jest szokująca, szczególnie że to właśnie konserwatyści podkreślają wagę nauczania historii – mówi “Rz” Andrew Russell, politolog i historyk z Manchester University. – Opinii publicznej nie spodobało się też określenie “mniejszy partner”. Brytyjczycy przez jakiś czas sami opierali się przecież Niemcom, w bitwie o Anglię walczyli bez pomocy USA. Wiele osób w Anglii podchodzi do tego bardzo emocjonalnie. Wiążą się z tym rodzinne wspomnienia, więc ta wpadka będzie długo pamiętana – przewiduje naukowiec.

Rzecznicy Camerona musieli wczoraj zapewniać, że premier nie miał zamiaru pomniejszać roli brytyjskich żołnierzy w zwycięstwie nad Niemcami. Nie wszystkich to przekonało. – Jestem pewny, że gdyby żył Winston Churchill , to byłby załamany – powiedział “Daily Mail” gen. Patrick Cordingley, były dowódca słynnych Szczurów Pustyni.

Samego Camerona zezłościła z kolei gafa wicepremiera Nicka Clegga, lidera Liberalnych Demokratów, partnera torysów w koalicji. Clegg zarzucił poprzedniemu, laburzystowskiemu rządowi “nielegalną inwazję na Irak”. Camerona, który poparł wówczas decyzję władz Wielkiej Brytanii, wprawiło to w zakłopotanie.

– Rząd koalicyjny nie wyraził żadnej opinii co do legalności konfliktu w Iraku – podkreślił rzecznik premiera. Komentatorzy zwracają uwagę, że gdyby wypowiedź wicepremiera uznano za stanowisko rządu, przeciwnicy wojny mogliby podważyć przed sądami legalność stacjonowania w Iraku 300 żołnierzy brytyjskich.

– Cleggowi brakuje obycia na wysokim stanowisku, stąd jego gafa. Ale ta wpadka mu raczej nie zaszkodzi, bo liberalnym demokratom opłaca się w oczach ich elektoratu różnić od konserwatystów – mówi Russell. Clegg wyraził również odmienną opinię od premiera na temat Afganistanu. Stwierdził, że Brytyjczycy zakończą działania przeciw talibom przed 2015 r. Szef rządu powiedział tymczasem wcześniej, że dojdzie do tego, dopiero gdy afgańskie siły rządowe uzyskają zdolność do samodzielnego zwalczania islamskich ekstremistów.

Echa sporu o zamachowca z Lockerbie

Szkocki rząd przeciw brytyjskiemu

W liście do senatorów USA szkocki premier Alex Salmond napisał, że decyzja szkockich władz o uwolnieniu Abdelbaseta al Megrahiego, Libijczyka odpowiedzialnego za zamach nad Lockerbie w 1988 r., była uzasadniona. Wskazał jednocześnie, że to nie jego rząd, ale brytyjski gabinet Tony’ego Blaira zawarł z Libią umowę w sprawie uwolnienia więźniów.

Podczas wizyty w USA David Cameron uznał decyzję wypuszczenia agenta za „złą”, podkreślając, że „powinien on umrzeć w więzieniu”. Specjalna komisja Senatu USA prowadzi śledztwo w sprawie wypuszczenia Megrahiego, który ma na sumieniu 270 ludzi, w tym 189 Amerykanów.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Merkel walczy o Brytyjczyków

Niemiecka kanclerz próbuje zapobiec dalszemu dystansowaniu się Londynu od Unii Europejskiej >>