REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Hobbystyczne

Hobbystyczne

Można tak: tak i wspak

Monika Janusz-Lorkowska 22-07-2010, ostatnia aktualizacja 22-07-2010 23:29
autor: Tomasz Wawer
źródło: Rzeczpospolita

Prof. Tadeusz Morawski, inżynier, matematyk i palindromista, o tym, jak stał się królem słowa „gwiżdż”

Rz: Dlaczego właśnie „kobyła ma mały bok”?

prof. Tadeusz Morawski: Nie wiem, to trochę bez sensu, bo chyba ma duży.

No tak, tylko dlaczego właśnie ten palindrom jest najczęściej przez Polaków cytowany?

Bo z napisanych współczesnym językiem jest najstarszy i utrwalony w społecznej pamięci. Znany jest jeszcze starszy palindrom, z XVII w., ale to archaizm językowy.

„Kobyła ma mały bok” to palindrom XIX-wieczny, nieznanego autora, i właśnie ten został sztandarem polskich palindromów. Cóż z tego, że nie najpiękniejszy? Mało tego – brzydki!

A który jest najpiękniejszy?

Najładniejsze są liryczne. Mój ulubiony, wstyd się przyznać, jest mojego autorstwa. Byłem z żoną w Tatrach. Miałem refleksyjny nastrój, myślałem o swoim dzieciństwie, rodzinie. Zadawałem sobie pytania i dostawiałem palindromiczne odpowiedzi: co ma tata – moc, co mi dała mama – ład i moc, co mi dał duch – cud, ład i moc.

Musi pani przyznać, że to ładny palindrom.

Przyznaję. Do tego bardzo rozbudowany. A pamięta pan swój pierwszy palindrom?

Napisałem go niechcący w 2003 r., gdy jechałem pociągiem. Na pocztówce do przyjaciela pisałem kolejno: Nowy Targ, góry, Zakopane. Nagle z rozbawieniem zobaczyłem, że można nazwę miejscowości czytać wstecz: graty, won. Mało tego! Wszystkie zapisane w jednym ciągu wyrażenia czytane wstecz utworzyły zdanie: E, na pokazy róg, graty, won. To mnie zafascynowało.

Okazało się też, że nikt przede mną nie wymyślił palindromu ze słowem „gwiżdż”. Dziś jest najbardziej ze mną kojarzony (to tytuł jednej z moich książek: „Zagwiżdż i w gaz”). No i stałem się królem tego słowa. Wyszukiwarki internetowe na słowo „gwiżdż” natychmiast odpowiadają moim nazwiskiem.

Po co ludziom palindromy? Dlaczego ta kobyła ma aż 8 tys. odwołań w necie?

W Internecie jest szał na palindromy. Wielu zapewne chce się pochwalić: wiem coś, czego ktoś inny nie wie. Przytaczają więc co ładniejsze i co ciekawsze palindromy w blogach i na stronach WWW. Cytowanie ich przez młodych ma świadczyć zapewne o ich wygimnastykowaniu językowym, błyskotliwości. Inni po prostu się bawią – kalamburami, palindromami, słowami.

A dzieci? Czy i je zaraża pan palindromizmem?

Z nimi to rzeczywiście sprawa jest niezwykła. Przed każdym moim gościnnym wykładem dla nich – wrzawa i rejwach! Za pierwszym razem nie wierzyłem, że je opanuję. Ale gdy zaczynam opowiadać, wyciszają się.

Najpierw jest o tym, że swoje palindromy mieli już starożytni Grecy i że pisali je także Tuwim i Barańczak. Potem to, na co czekają – zabawa. Odkrywam im kawałek palindromu, a one zgadują całość. I tak widzą np.: żarówy mamy. Ja zadaję im pytanie: ile? Na co odkrzykują: wór aż! Albo pokazuję im: dno bada? I pytam: no, kto bada dno? A oni: „Bond!” Reagują z dużym entuzjazmem. Podobnie dorośli. Po każdym wykładzie mam kilkadziesiąt e-maili, w których przedstawiają własne palindromiczne próby.

Zdarzają się ciekawe?

O, fantastyczne! Aż bywam zazdrosny. Niektóre przytaczałem w swoich książkach. „Ile ułan zaznał u...?”. To palindrom Barbary Sudoł, szaradzistki (szarada – zagadka w formie wiersza, w którym palindrom jest ukryty, także synonim rozrywek umysłowych, red.). Lubię te erotyczne. Bardzo ładny jest ten o udach ukryty w szaradzie – „Te uda duet wspaniały, w kwartecie pięknie by zagrały”.

Czy układania palindromów można się nauczyć?

Trochę można. Polecam ćwiczenia językowe w wolnej chwili, np. gdy stoimy w korku. Warto przy tym znać palindromiczne imiona, jak Iga, Igor. To drugie daje nam słowo „rogi”. Więc można powiedzieć: Igor i rogi. Ale jest także wiele czasowników w czasie przeszłym – łatał, łamał, łapał – i to też są palindromy. Gdy powiemy: Igor łamał rogi – już mamy zdanie! A jeszcze lepiej niech łamie rogi stworzeniu, którego nie będzie nam żal, choć przy tym głupio ryzykuje:

A to i diabłu Igor łamał rogi.

Nie nudzi się panu to zajęcie po siedmiu latach?

Nie, bo to hobby, które daje mnóstwo ciekawych znajomości. Niedawno podczas konferencji na uniwersytecie w Gdańsku, gromadzącej naukowców, ale i pasjonatów z nietypowym hobby, spotkałem Scotta Parażyńskiego. Ten amerykański astronauta polskiego pochodzenia nie dość, że był pięć razy w kosmosie, to jeszcze kilkakrotnie zdobył Mount Everest. Podałem mu kilka palindromów angielskich. Podobały mu się. Świetnie bawiłem się też na pikniku naukowym w Warszawie. Ja, profesor politechniki, specjalista od pola elektromagnetycznego, reprezentowałem Muzeum

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Z wiklinowego kosza świat wygląda lepiej

Przygoda, nietypowy prezent, gratka dla miłośników przyrody i fotografii – loty balonem są coraz popularniejsze >>