Wymiar Sprawiedliwości
Brodsky będzie wydany, ale nie za szpiegostwo
Domniemany agent Mossadu Uri Brodsky może być przekazany do Niemiec, ale mógłby tam być ścigany nie za szpiegostwo, lecz tylko za poświadczenie nieprawdy i pomoc w sfałszowaniu dokumentów dla osoby, która miała brać udział w zamachu na lidera Hamasu w Dubaju
Orzekł tak nieprawomocnie Sąd Okręgowy w Warszawie. Częściowo uwzględnił wniosek polskiej prokuratury o przekazanie tego obywatela Izraela do Niemiec na podstawie wydanego w tym kraju europejskiego nakazu aresztowania. Sąd podkreślił, że nie wypowiada się o winie czy niewinności Brodsky'ego, ale tylko o przesłankach dopuszczalności jego wydania. Zarazem sąd przedłużył areszt wobec Brodsky'ego na maksymalny czas - do 11 września br.
Decyzję o zażaleniu na tę decyzję do Sądu Apelacyjnego w Warszawie obrona podejmie po analizie pisemnego uzasadnienia postanowienia. To samo mówi prokurator.
Na Brodskym - zatrzymanym 4 czerwca na Okęciu na podstawie ENA - ciążą niemieckie zarzuty działalności wywiadowczej przeciw Niemcom oraz poświadczenia nieprawdy i pomocy w sfałszowaniu dokumentów dla osoby, która miała brać udział w zamachu.
Polski obrońca mec. Krzysztof Stępiński wniósł przed sądem o odmowę przekazania swego klienta do Niemiec; nie ujawnił mediom argumentów obrony. Wiadomo, że obrona utrzymuje, że Brodsky nie jest tą osobą, za którą uważa go strona niemiecka. Według polskiej prokuratury, "autentyczność paszportu Brodsky'ego nie budzi wątpliwości".
Po dwóch dniach posiedzeń sąd uznał, że identyfikacja zatrzymanego jako osoby ściganej przez niemieckie władze nie ulega wątpliwości. Podkreślił, że nie zastępuje sądu niemieckiego i nie orzeka o winie czy niewinności Brodsky'ego.
W uzasadnieniu decyzji sędzia Tomasz Całkiewicz powołał się na polski Kodeks postępowania karnego, który stanowi, że odmawia się wykonania ENA m.in. wtedy, jeżeli wydano go "w związku z przestępstwem popełnionym bez użycia przemocy z przyczyn politycznych". Sąd ocenił, że zapis ten odnosi się do zarzucanego Brodsky'emu przestępstwa udziału w obcym wywiadzie na szkodę Niemiec. Według sędziego, samo branie udziału w działalności wywiadowczej, rozumianej jako zorganizowana działalność suwerennego państwa, nie jest związane z przemocą. Sędzia podkreślił też, że wniosek Niemców o ENA "nie dotyczył żadnych zabójstw".
Dodatkowo sędzia wskazał, że w tym wątku ENA nie została spełniona tzw. zasada wzajemności, która jest warunkiem wydania kogoś obcemu państwu. W Polsce nie jest bowiem karany udział w obcym wywiadze przeciw Niemcom, a w Niemczech - przeciw Polsce. Polski kodeks karny przewiduje bowiem karalność tylko działalności wywiadowczej skierowanej przeciw interesom RP.
Zarazem sąd uznał, że nie ma przeszkód do wydania Brodsky'ego za ścigane w obu państwach "przestępstwo pospolite": poświadczenie nieprawdy i fałszerstwo. W konkluzji sędzia zaznaczył, że Brodsky będzie mógł stanąć przed niemieckim sądem tylko za te dwa przestępstwa, a nie za szpiegostwo.
Mec. Stępiński powiedział mediom, że decyzję o zażaleniu podejmie sam Brodsky po otrzymaniu przetłumaczonego na jęz. hebrajski pisemnego uzasadnienia (co jest obowiązkiem sądu), a to może potrwać do kilkunastu dni. - Wtedy zapadnie decyzja, czy będziemy się odwoływać - dodał. Na zażalenie Brodsky będzie miał 3 dni od chwili doręczenia mu uzasadnienia.
Adwokat nie chciał się szczegółowo odnosić do decyzji sądu. Przyznał, że jest ona częściowo korzystna dla jego klienta, m.in. dlatego, że za czyny, na których ściganie zgodził się sąd, groziłoby mu do 3 lat więzienia, a za szpiegostwo - do 5 lat.
Prokurator Cezary Kłos powiedział, że będzie chciał przeanalizować wywody pisemnego uzasadnienia sądu ws. uznania przez sąd działalności szpiegowskiej jako podjętej z przyczyn politycznych. Od tego uzależnia on ewentualne zażalenie w tym wątku decyzji, która generalnie odpowiada jego wnioskowi.
Posiedzenie sądu było zamknięte dla mediów; jawne było zaś samo ogłoszenie decyzji. Brodsky został ponownie doprowadzony do sądu z aresztu - tym razem przez siedmiu uzbrojonych po zęby policyjnych antyterrorystów (w poniedziałek było to dwóch zwykłych funkcjonariuszy). Zwiększeniem ochrony - która była obecna na sali podczas ogłaszania decyzji - był zaskoczony zarówno sędzia, jak i obrona. Prokurator powiedział, że on też nie wnosił o zwiększenie ochrony i że była to zapewne samodzielna decyzja policji.















