Publicystyka
Państwo Tuska i Komorowskiego
Osiągając monopol władzy tak nieznacznym zwycięstwem, właśnie dzięki Palikotowi, dzięki mobilizowaniu strachem, nienawiścią i pogarda dla "Polski ciemnej", Platforma stanęła na równi pochyłej
Chciałbym przynajmniej przez jakiś czas się łudzić, że zapowiadana przez prezydenta elekta "zgoda" to cokolwiek więcej niż pusta retoryka. Chciałbym wierzyć, że deklaracja Adama Michnika: "zadaniem nowego prezydenta i rządzącej koalicji jest uczynienie wszystkiego, by także wyborcy Jarosława Kaczyńskiego poczuli się u siebie w naszym państwie", będzie dla nich w jakimkolwiek stopniu wytyczną. Szczerze mówiąc, jednak miałbym się za naiwnego.
Wszystko wskazuje na to, że znacznie głębiej weźmie sobie do serca Bronisław Komorowski inne wezwanie z tego samego numeru "Gazety Wyborczej", sformułowane przez Jacka Żakowskiego: "pańska najważniejsza misja to ostateczne dorżnięcie zarazy, zerwanie z IV RP". "Dorżnąć zarazę"… nawet ten grafomański styl nie jest przypadkowy, takie koślawienie słów jest typowe dla języka wszelkich propagandowych nagonek – co mógłby potwierdzić czołowy uniwersytecki specjalista od "mowy nienawiści", gdyby z zasady nie ograniczał się do tropienia jej wyłącznie w PiS.
Podgrzewanie emocji
Prawdziwą zapowiedzią "500 spokojnych dni" Komorowskiego (i to hasło budzi znaczące skojarzenia) jest raczej występ Stefana Niesiołowskiego w wieczorze wyborczym TVN 24, gdzie wypluwał z siebie z nienawiścią długą listę nazwisk, nie tylko polityków, ale też profesorów, publicystów, a nawet poetów, którzy muszą zostać całkowicie usunięci z debaty publicznej, z krzykiem, że nie będzie żadnego porozumienia z PiS, żadnych rozmów, nigdy. Prawdziwe oblicze prezydenta Komorowskiego to raczej Janusz Palikot, który nazajutrz po wyborach zainaugurował nową kadencję bezprecedensowym opluciem śp. Lecha Kaczyńskiego, zarzucając mu zamordowanie ofiar katastrofy smoleńskiej. Sądzę, że będziemy w najbliższych dniach świadkami wielu podobnych ataków. Zwłaszcza ze strony medialnego "salonu", który płonie żądzą zemsty za złamanie podczas rządów PiS jego monopolu opinii i częściowe pozbawienie władzy nad emocjami tłumu.
Ale Palikot – jeden z najbliższych współpracowników nowego prezydenta – nie jest histerykiem, tylko cynikiem w typie Jerzego Urbana. Doskonale wie, co robi. Wie, że hegemonia władzy zdobyta została dzięki odwołaniu się do emocji negatywnych, i wie, że jeśli ma zostać utrzymana, to emocje te trzeba stale podgrzewać. Władza legitymizująca się strachem przed wykreowanym wrogiem jest jak jazda na rowerze. Nie można się już zatrzymać, żeby się nie przewrócić.
Tymczasem to, co dokonuje się na naszych oczach, to próba odtworzenia w Polsce podziału przedwojennego: z jednej strony ma się znaleźć szeroki obóz władzy mający swoją lewicę, prawicę i centrum, używający jako namiastki ideologii haseł o umocnieniu państwa, niezbędnych reformach, historycznej misji etc. – z drugiej zaś "niewybieralna" opozycja przedstawiana jako zagrożenie nie tylko dla państwa, ile wręcz dla wszelkich podstawowych wartości.
Z jednej strony neosanacja z Tuskiem, z drugiej neoendecja, "Polska ciemna" (Sławomir Nowak), "Polska morderców Narutowicza i Blidy" (Adam Michnik) czy wręcz, po prostu – "bydło" (Władysław Bartoszewski). Ta Polska oficjalna, rozdająca apanaże, kariery, reglamentująca sukces w biznesie i korporacyjnych zawodach jest oczywistym wyborem salonów, które na każde skinienie będą się oburzać, że jakiś "endek" śmiał znowu powiedzieć coś nieskończenie obrzydliwego, zarazem skwapliwie zamykając oczy nawet na tak oczywiste łamanie prawa, jak Bereza.
Nie chcę, by analogia zaprowadziła nas za daleko – na razie jeszcze nieznani sprawcy nie łamią opozycyjnym działaczom czy publicystom szczęk i nosów w imię "obrony honoru" ukochanego wodza, stosowana jest jedynie przemoc medialna i rugowanie z dyskursu publicznego poprzez nieformalne "czarne listy". Ale czy nie jest znacząca ta zdumiewająca łatwość, z jaką medialna klaka Platformy akceptuje wszystko to, co jednocześnie z oburzeniem uważa za główne grzechy IV RP (który to termin zatracił już jakikolwiek sens i oznacza właściwie wszelkie możliwe zło)?













