REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Niewypowiedziana prawda

Zdzisław Krasnodębski 01-07-2010, ostatnia aktualizacja 01-07-2010 19:08
Zdzisław Krasnodębski
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Zdzisław Krasnodębski

Dlaczego premier Tusk, tak mocny w języku, gdy trzeba atakować konkurentów w kraju, zapomina go, gdy rozmawia z Putinem czy z Merkel? – rozważa filozof społeczny

Skomentuj

Przed niemal trzema miesiącami zginęli w katastrofie lotniczej w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach polski prezydent, jego małżonka, prezes Banku Narodowego, rzecznik praw obywatelskich, ministrowie, generałowie, posłowie oraz inne wybitne postacie życia publicznego. I co? I nic. Żyjemy tak, jakby nic się nie stało. Polska w zadziwiającym tempie wróciła do "normalności", która nie jest normalnością, tylko nikczemnością. Najbardziej wyróżniający się w polowaniu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego naganiacze obozu rządzącego i gorliwie pomagający im dziennikarze wrócili do dawnej formy i zachowań.

I już zapomniano, że żałoba miała nas zmienić na trwałe, że język nienawiści miał nigdy nie powrócić. Natychmiast zresztą wydobył się z niedomkniętych ust autorytetów. Teraz premier użył go, jak zwykle sprawnie, na zjeździe Platformy, dając hasło do generalnego ataku. Dwururki były już nabite. Hasło "zgoda buduje" okazało się bujdą na resorach, jak kiedyś mówiono, bo to zgoda z tymi, którzy się zgadzają, zgoda dla zgodnych, dla tych, którzy pomagają, dla niezgodnych zaś z linią są "piekło" i "wojna".

Gadżetowa propaganda

Paradoksalnie, do zatarcia pamięci o katastrofie przyczyniły się wybory prezydenckie. Uznano bowiem, że ta tragedia nie powinna być tematem poruszanym w kampanii wyborczej. Niestety, zostało to zaakceptowane przez wszystkie strony. Nie wolno było więc mówić o tym, co w każdym wolnym i demokratycznym kraju byłoby przedmiotem gorącej debaty i na pewno doprowadziłoby do zasadniczych zmian politycznych.

Oczywiście zakaz był, jak zwykle, jednostronny. Dlatego nikogo specjalnie nie zdziwiło, że w czasie debaty telewizyjnej Bronisław Komorowski wspomniał o śmierci Barbary Blidy, a Adam Michnik wzywający do totalnej mobilizacji sił dobra stwierdził bez ogródek, że Blidę zabiła "IV RP". Jak wiadomo, Barbara Blida popełniła samobójstwo. Można jednak odnieść wrażenie, że zamordowali ją osobiście Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, a poseł Ryszard Kalisz daremnie zasłaniał ją swoim ciałem. Jeden trzymał, a drugi strzelał – być może z owego małego pistoleciku, który w swoim czasie Donald Tusk uczynił przedmiotem politycznej deliberacji w Polsce i na świecie.

Gadżetowa propaganda jest, jak wiadomo, specjalnością Platformy, legitymizacyjną podstawą jej władzy. Bardziej abstrakcyjnie wyrażona ta sama opowieść głosi, że do tragicznej śmierci byłej posłanki przyczyniła się atmosfera w kraju – atmosfera podejrzliwości, prześladowań, podsłuchów, które stały się prawdziwą plagą od czasu, gdy Adam Michnik nagrał Lwa Rywina, torując w ten sposób drogę tak rozumianej "IV RP". Niestety, brak jest empirycznego potwierdzenia tej szokującej opowieści, gdyż jedyne jak dotąd udowodnione zaniedbania ABW to to, że nie przeszukano mieszkania i że zatrzymanej nie założono kajdanek oraz pozostawiono ją na chwilę samą.

Samobójstwo przedstawia się niemal jak polityczny mord, by zrazić sympatyzujących z lewicą wyborców do Jarosława Kaczyńskiego, a katastrofę w Smoleńsku – jako rodzaj samobójstwa, by zrzucić z siebie odpowiedzialność. Zgodnie z wbijaną do głowy Polakom interpretacją wydarzeń piloci zignorowali rady wysokiej klasy specjalistów z tej supernowoczesnej wieży kontrolnej, którą możemy od czasu do czasu podziwiać na ekranach telewizorów, i rzucili się na złamanie karku do lądowania, bo panicznie bali się prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Grupa bezwzględna w dążeniu do władzy

Nie ma tylko dowodów na to wygodne dla Donalda Tuska i Władimira Putina wyjaśnienie. Ale wpisuje się ono doskonale w tę proponowaną nam przez PO "narrację", zgodnie z którą Polska już byłaby drugą Irlandią – tą sprzed kryzysu – pedofile byliby wykastrowani, szpitale skomercjalizowane, euro niemal wprowadzone, gdyby nie prezydent, który przeszkadzał. W dodatku lotem do Tbilisi irracjonalnie przeszkodził Rosji w niezbędnej modernizacji Gruzji i budowie Partnerstwa Wschodniego. A gdyby już wtedy prezydentem był Bronisław Komorowski, mielibyśmy znacznie lepsze rozpoznanie i zapewne dawno już zrealizowalibyśmy unijną dyrektywę w sprawie zabezpieczeń antypowodziowych.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Szułdrzyński: W butach Kaczyńskiego

Prezydent Bronisław Komorowski nie zadowolił się pilnowaniem żyrandola i stara się wykorzystać wszystkie dostępne mu narzędzia >>