Kłuszyn 1610 - 2010
Zatrzęsie się ziemia
Rozmowa z Bartoszem Siedlarem, prezesem Fundacji HUSSAR, pomysłodawcą i organizatorem inscenizacji bitwy kłuszyńskiej w Warszawie
Skąd pomysł, by po czterech wiekach bitwę pod Kłuszynem odtworzyć w pobliżu Wisłostrady w Warszawie na Żoliborzu?
Bartosz Siedlar: Kłuszyn jest szczytowym momentem naszej potęgi militarnej. Po triumfie nad o wiele liczniejszymi wojskami rosyjskimi i szwedzkimi, zajęliśmy Moskwę. Z przyczyn politycznych przez dziesięciolecia tamte wydarzenia wymazywano ze zbiorowej pamięci. Teraz przyszła pora, by dawnym triumfom nadać rozgłos, na jaki zasługują.
Decyzja o miejscu odtworzenia batalii wynika z przyczyn logistycznych. Do Kłuszyna, który znajduje się na terytorium Federacji Rosyjskiej i jest – nawiasem mówiąc – miejscem narodzin Jurija Gagarina, nie sposób dziś ściągnąć z terenu Polski znacznej liczby kawalerii w ciężkich zbrojach, z kopiami i koncerzami. Natomiast do Warszawy każdy z rekonstruktorów ma podobną drogę. Przyjadą wielbiciele dawnych militariów z Wielkopolski, Pomorza, Podkarpacia i Śląska. Udział potwierdzili hobbyści z innych krajów Europy – Rosji, Ukrainy, Czech i Szwecji. A nawet ze Stanów Zjednoczonych.
Ilu was będzie?
Spodziewamy się blisko 700 uczestników. Liczbę konnych szacujemy na 130. Husarzy stawi się 80. Ponadgodzinną rekonstrukcję zakończy wspólna szarża husarii, lisowczyków, jazdy pancernej i Kozaków. Pójdziemy strzemię w strzemię, kolano w kolano. Zatrzęsie się ziemia.
Skąd umiłowanie tego właśnie okresu?
Schyłek XVI i początek XVII wieku to czas, kiedy Rzeczpospolita stanowiła potęgę. Organizm państwowy pozostawał zdrowy, a husaria była najskuteczniejszą formacją wojskową. Pozostawała niepokonana. I do tego właśnie okresu najchętniej wracamy w naszej chorągwi – na przekór niektórym środowiskom, które nadal chcą zohydzać ojczystą historię. Poza tym muszę wspomnieć o aspekcie estetycznym: zbroje husarzy nie nabrały wtedy jeszcze charakteru paradnego, jak to bywało później.
W jakim wieku są dzisiejsi husarze?
Ja mam 32 lata, najmłodszy z nas ma lat kilkanaście, są i panowie po czterdziestce. Średnia wieku na pewno niższa niż pod Kłuszynem.
Jak się dziś zostaje husarzem?
Przyznaję, trzeba odłożyć trochę grosza. Koszt zbroi waha się od 1,5 do 5 tysięcy złotych. Jednak wielu kolegów wykonuje pancerze samodzielnie. Mimo że nie są płatnerzami, efekt bywa znakomity. Obowiązkowe są: pistolet, szabla, pałasz lub koncerz, choć nie łatwo je skompletować. Problem stanowią kopie. Trudno dostać takie wykonane na wzór autentycznych, odpowiedniej długości.
A co ze skórami lamparcimi?
Brakowało ich nawet w czasach historycznych. Wykorzystywano wtedy skóry rysiów, a nawet farbowane skórki zajęcy. Bo gdzie upolować tyle lampartów, żeby wystarczyło dla 8 tysięcy husarzy? Przed bitwą pod Kircholmem do niewoli dostał się polski jeździec, który miał na sobie skórę wilka. Nie uszło to zresztą uwadze szwedzkiego króla.
Husarze nie przemieszczają się piechotą...
Konia można dziś kupić (cena wynosi około 5 tysięcy złotych) lub wynajmować. Jeśli mieszka się w mieście, dochodzą koszty pensjonatu – to około 800 złotych miesięcznie. W naszej chorągwi mamy osiem koni. Dodam tylko, że w czasach historycznych zamożny husarz brał w bój aż cztery. Była to specjalna mieszanka niezwykle mocnej rasy polskiej i zwrotnych, szybkich arabów czy innych koni wschodnich. Zdarzało się, że podczas bitwy pewien husarz stracił trzy konie, i bitwę dokończył na ostatnim, czwartym.
Konie musiały być niezwykle silne i w ciągu doby pokonać nawet 100 km. I to pod husarzami w pełnych zbrojach! Tak było w 1610 – najpierw 24 km spod Carewa pod Kłuszyn, potem całodniowa bitwa, pogoń za niedobitkami moskiewskiej armii i powrót pod Carewo. Mimo że był skwarny lipiec, wytrzymali i ludzie, i konie.
A czy wy wytrzymacie?
Niedługo się przekonamy.
—rozmawiali Bartosz Marzec i Maciej Rosalak















