Wybory prezydenckie 2010
Rywali poróżniło in vitro i euro
W telewizji publicznej starli się w niedzielę Kaczyński, Komorowski, Napieralski i Pawlak
Zaczęło się od zaskoczenia. Mimo wcześniejszych deklaracji absencji nieoczekiwanie zjawił się Bronisław Komorowski. I zaliczył kolejną wpadkę.
Kandydat PO na prezydenta mówił o poprawionej niedawno w Sejmie ustawie o sądach 48-godzinnych. Tymczasem ustawa, wprowadzona zresztą przez rząd PiS, dotyczy sądów 24-godzinnych.
Jednak debata była spokojna. Jej formuła wykluczała właściwie bezpośrednie polemiki. Najwięcej przytyków pod adresem konkurentów padło z ust Komorowskiego. Ale to Grzegorzowi Napieralskiemu udało się wprowadzić go w konsternację. W ostatniej rundzie zaapelował do wyborców marszałka, by rozważyli zagłosowanie właśnie na niego, czyli kandydata SLD. Przekonywał, że może zatrzymać powrót IV RP, której jest zdecydowanym przeciwnikiem. I że Komorowskiemu może się to nie udać, bo w sondażach coraz bardziej zbliża się do niego Jarosław Kaczyński. Marszałek ripostował, wypominając SLD zawarcie w mediach publicznych koalicji z PiS.
Debata przebiegała w pięciu rundach. W pierwszej każdy kandydat przedstawiał swoją wizję prezydentury. Następnie zadawano im pytania podzielone na trzy bloki: polityka społeczna i sprawy wewnętrzne, gospodarka oraz polityka zagraniczna. W ostatniej rundzie politycy mieli przedstawić priorytety swej prezydentury.
Przedszkola równych szans
Kandydaci odpowiadali na pytanie, jak widzą możliwość wyrównania szans edukacyjnych zaczynając od przedszkola, a kończąc na studiach. W tej sprawie poglądy wszystkich były podobne. Więcej przedszkoli, możliwość bezpłatnego studiowania na kilku kierunkach, ulgi dla studentów, dostęp do Internetu – takie pomysły przedstawiali.
Kaczyński zwracał uwagę, że na wsi prawie nie ma przedszkoli, ale i w miastach powinno być ich więcej. I wypominał marszałkowi Komorowskiemu, że przez 650 dni przetrzymuje plan edukacji dla dzieci do piątego roku życia. Kandydat PO bronił się mówiąc, że autorka projektu nie poprawia go, tak by był zgodny z unijnymi przepisami. I złożył zaskakującą deklarację: pomogę Joannie Kluzik-Rostkowskiej poprawić ten projekt.
Metoda zapłodnienia i modernizacja wsi
Na pytanie, jak modernizować polską wieś, kandydaci mówili jednym głosem o potrzebie zrównania dopłat dla rolników z krajami UE i zwiększeniu dostępu do szkolnictwa. Wszyscy podnosili, że wieś nie może być miejscem drugiej kategorii. Żaden jednak nie zadeklarował, że chce zrównania obciążeń podatkowych rolników i innych grup zawodowych.
Natomiast prezentowali rozbieżne poglądy na temat metody in vitro i jej refundacji. Napieralski: refundacja dla każdego. Kaczyński: in vitro to ostateczna metoda, należy przede wszystkim wprowadzić program leczenia bezpłodności. Komorowski: potrzebny kompromis, jak w przypadku aborcji. Pawlak: ustawy dotyczące sumienia powinny przechodzić przez Sejm większością 3/5 głosów.
Waluta niezgody
Zdaniem Komorowskiego Polska powinna wejść do strefy euro w 2015 lub w 2016 r. Zdaniem Kaczyńskiego, może to nastąpić dopiero, gdy polskie kieszenie będą bezpieczne. Napieralski podkreślał, że przyjęcie euro zapisano w traktacie akcesyjnym do UE i że euro pomoże polskiej gospodarce. Pawlak uważa zaś, że własna waluta daje możliwość skutecznego radzenia sobie w trudnych czasach.
Kaczyński w odpowiedzi na pytanie, jak odblokować przedsiębiorczość, zaproponował uchwalenie jednej ustawy znoszącej biurokratyczne przeszkody. Przywołał w tym kontekście ustawę Mieczysława Wilczka, ministra przemysłu u schyłku PRL, który wprowadził liberalną ustawę o przedsiębiorczości.
Kandydaci dość podobnie mówili o priorytetach polityki zagranicznej. Nie podzielił ich nawet stosunek do Rosji. Zgodnie uznali, że trzeba zabiegać o poprawę relacji z Moskwą i że pojawiła się na nią szansa.
Sztabowcy zadowoleni
Szabowcy uznali, że najlepiej wypadł „ich” kandydat. Małgorzata Kidawa-Błońska (PO), przyznała jednak „Rz”: – Bardzo dobrze wypadł też Pawlak. A Adam Lipiński (PiS) stwierdził: – Zaskoczyło mnie świetne wystąpienie Napieralskiego.Według Stanisława Żelichowskiego (PSL) debata była spokojna, ale politycy doskonale zdają sobie sprawę, że ostra walka nikomu nie przyniosłaby zaszczytu. Bartosza Arłukowicza (SLD) zdziwiła zaś obecność Komorowskiego: – Widać, iż doszedł do wniosku, że potrzeba debaty o Polsce.














