Katastrofa smoleńska
Rzecznik rządu: żołnierze okradli Przewoźnika
To nie funkcjonariusze OMON ukradli karty jednej z ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu
Rzecznik rządu Paweł Graś przyznał wczoraj, że się pomylił, mówiąc, iż karty kredytową i płatniczą sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika ukradli milicjanci z formacji antyterrorystycznej OMON.
– Błąd się wziął stąd, że byłem przekonany, że jedyną formacją, która operowała wtedy na lotnisku, był OMON. Okazało się, że tych formacji było kilka, stąd ta nieścisłość – mówił dziennikarzom.
Dodał, że w tym wypadku chodziło o żołnierzy z innej formacji. Podkreślił jednak, że nie zmienia to oceny tego, co się stało – uznał to za haniebny czyn.
Już w niedzielę rzeczniczka ABW Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska poinformowała, że w tej sprawie Rosjanie zatrzymali żołnierzy zabezpieczających miejsce katastrofy.
11 wypłat i sześć prób
Śledztwo dotyczące kradzieży prowadzi od 14 maja Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Jej rzeczniczka Monika Lewandowska poinformowała, że z karty kredytowej Przewoźnika od 10 do 12 kwietnia dokonano 11 wypłat – w sumie ok. 6 tys. zł. Pierwszej – godzinę i 20 minut po katastrofie.
Jednocześnie, jak informuje prokuratura, podjęto też sześć nieudanych prób wypłaty pieniędzy z drugiej karty Przewoźnika.
Polscy śledczy – za pośrednictwem Prokuratury Generalnej – skierowali do strony rosyjskiej wniosek o pomoc prawną. – Zwróciliśmy się o zapis z monitoringu miejsc, w których realizowane były wypłaty – powiedziała prokurator Lewandowska.
Rosjanie zaprzeczają
Wczorajsze wystąpienie Grasia było reakcją na niezwykle ostry komunikat wydany w niedzielę przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Resort kategorycznie zaprzeczył, by smoleńscy milicjanci ograbili ciało Przewoźnika, i określił te doniesienia jako „bluźniercze” i „cyniczne”.
W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Aleksiej Kurcew ze służby prasowej wydziału MSW w Smoleńsku powtórzył, że żaden przedstawiciel milicji czy innych struktur tego wydziału nie został zatrzymany w sprawie kradzieży kart.
Doniesienia o udziale w tej sprawie żołnierzy wojsk wewnętrznych dementuje też Wasilij Panczenkow, rzecznik prasowy tej służby.
– Wszyscy wojskowi, którzy byli zaangażowani do pracy w dniu katastrofy, znajdują się w swoich jednostkach. Wobec nikogo nie wszczęto śledztwa, nie wnoszono oskarżeń, nie dostaliśmy żadnych wniosków. Jednym słowem nie wydarzyło się nic, co świadczyłoby o tym, że w ogóle zaczęły się procedury śledcze w tej sprawie. Jedyna informacja, jaką mamy, to doniesienia medialne – mówi „Rz”.
Tłumaczy, że wojskowi nie znajdowali się bezpośrednio na miejscu katastrofy, ale w „sporej odległości”.
– Nie mieli kontaktu ze szczątkami. Ich zadaniem było zabezpieczenie miejsca i niedopuszczenie do niego osób postronnych. To zadanie wykonywali przez kilkanaście godzin z rzędu, cały czas pozostając na posterunku. Fizycznie nie mieliby więc możliwości znaleźć się dwie godziny po katastrofie w pobliżu bankomatu czy sklepu. Lotnisko i miejsce tragedii znajdują się przecież na obrzeżach miasta – podkreśla.
Sprawy nie chcą komentować ani smoleński Komitet Śledczy przy prokuraturze, ani Federalny Komitet Śledczy, który zajmuje się katastrofą polskiego Tu-154, ani Wydział Wojskowo-Śledczy garnizonu smoleńskiego, który bada przestępstwa popełniane na tym terenie przez wojskowych.
Wczoraj wieczorem Rosja potwierdziła fakt zatrzymania kilku żołnierzy podejrzanych o ograbienie ciała Andrzeja Przewoźnika. Według "wysokiego rangą informatora w strukturach siłowych Federacji Rosyjskiej", cytowanego przez agencję RIA-Nowosti, zatrzymanych zostało czterech żołnierzy Moskiewskiego Okręgu Wojskowego. Informator agencji podał, że wszyscy czterej pełnią służbę w jednej z jednostek Sił Powietrznych Rosji. Odmówił jednak ujawnienia ich stopni i funkcji. Z kolei ITAR-TASS przekazała, że zatrzymano trzech żołnierzy. Agencja powołała się na "dobrze poinformowane źródło w rosyjskich strukturach siłowych". Jej rozmówca podał, że wszyscy trzej, to poborowi pełniący służbę w jednostce obsługującej lotnisko Siewiernyj, na którym miał lądować polski Tupolew.














