Publicystyka
Komu przeszkadza patriotyzm
Rozbudzone „demony patriotyzmu” irytują i są piętnowane przez środowiska lewicowe od zawsze – pisze prawnik Jerzy Szczęsny
Pojęcia patriotyzmu niepodobna zdefiniować przez rodzaj najbliższy i różnicę gatunkową. Trudno nawet wymienić wszystkie jego składniki. Te materialne – różne mają znaczenie, a te nieuchwytne, duchowe, indywidualnie nawet pozaracjonalne, zwane imponderabiliami, wymykają się opisowi. Jedno jest pewne. Lekceważenie patriotyzmu i dezynwoltura wobec jego indywidualnego czy – zwłaszcza – zbiorowego przeżywania to postawy nieroztropne, szkodliwe i po prostu głupie.
Patriotyzm polski A.D. 2010 – ujawniony po katastrofie smoleńskiej
– przeszkadza, gdyż jest „marny” (Marcin Król), „aksjologiczny”, którego zwolennicy „patrzą na życie publiczne przez pryzmat symboli narodowych i czystości rasowej” (Janusz Czapiński), „mistyczny” (Bronisław Łagowski), bo nie potrafi wyzwolić się „z tradycji solidarnościowej, która jest tradycją wojującego anarchizmu”, fikcyjny, gdyż używa „niedopuszczalnych środków emocji, które sztucznie ten patriotyzm podniecają”, i dlatego patriotyzmowi męczeńskiemu „trzeba dopomóc odejść” (Andrzej Wajda).
Lewicowa niechęć
Dla Łagowskiego „w okresie PRL (…) rzeczywistość była względnie znośna”, a „rytuał katyński podtrzymywany jest z taką mocą w dążeniu do jednego celu: podtrzymania stanu wojny psychologicznej przede wszystkim z Rosją, ale także z PRL”. Lewicowanie w czasach PRL najtrafniej określił Marek Nowakowski, zastanawiając się, czy bohater jego opowiadania lewicuje z gorączki czy za ruble.
Wątek etniczny w rozmowach o patriotyzmie jest wysoce dyskusyjny. Już Stanisław Ossowski zauważył, że Kazimierz Wielki miał krwi polskiej zaledwie jedną ósmą, a może nawet mniej
Z Czapińskim rzecz jest poważniejsza, gdyż jest on autorem „Diagnozy społecznej”, prowadzonych od dziesięciu lat socjologicznych badań wizerunku Polaków. Tyle że „prawdziwy Polak” nie zawsze bywa katolikiem. Poza tym, wbrew temu, co mówi Czapiński, taki Polak – jak zresztą chyba każdy – sądzi, że właśnie od elity politycznej, która rządzi krajem, zależy to, czy jemu się będzie lepiej powodziło. Tę uwagę warto uwzględnić w „Diagnozie społecznej”.
Do patriotyzmu komunistyczna lewica miała z definicji stosunek wrogi. Retoryki narodowej komuniści używali tylko w sytuacjach wyjątkowych
– wojny (Stalin) czy przewrotów pałacowych (Gomułka, Moczar w 1968 r.). Czarny socjalizm był narodowy tylko w III Rzeszy. Czerwony był międzynarodowy, bo proletariat – jak wiadomo – nie miał ojczyzny, dopóki nie stał się nią Związek Sowiecki.
Rozbudzone „demony patriotyzmu”, że użyję sformułowania Grzegorza Miecugowa z TVN 24, irytują i są piętnowane przez środowiska lewicowe od zawsze. W wydanej niedawno „Anatomii buntu” Andrzej Friszke przytacza ciekawy tekst autorstwa grupy tzw. komandosów zatrzymany przez peerelowską cenzurę: „Dla jednych – czytamy – centralnym problemem jest wychowanie patriotyczne i obawa przed zagrożeniem imperialistycznym. Jednakże odrywanie tych postulatów od ich społecznego zaplecza stwarza sytuację, w której zjawiają się propozycje ideowe formułowane z pozycji nacjocentryzmu (Z. Załuski) bądź wręcz szowinistycznych. Albowiem nic tak dobrze jak nacjonalizm nie tuszuje społecznych konfliktów. Dlatego nacjonalizm właśnie jest naturalną ideologią każdej konserwy”.
Autorom nie chodzi o narodowy szowinizm z całym jego nieakceptowalnym bagażem ksenofobii, nienawiści do obcych czy postaw typu „klein aber mein”. Chodzi o dokładnie nazwany patriotyzm, który niepostrzeżenie zamienia się w nacjonalizm. Od tego już tylko krok, by stwierdzić, że „patriotyzm jest jak rasizm”, a tak zatytułowany został onegdaj ważny tekst w „Wyborczej”.
Jeżeli chodzi o „Mazurka Dąbrowskiego”, to – poza okresem okupacji hitlerowskiej i sowieckiej do 1945 r. – nie było zakazu wykonywania hymnu. Ale nasz drugi nieformalny hymn „Żeby Polska była Polską” Jana Pietrzaka martwił i irytował na tyle, że nigdy w
III RP nie można było go usłyszeć w radiu czy telewizji. Już bowiem w okresie pierwszej „Solidarności” stał się znakiem rozpoznawczym polskiego nacjonalizmu (np. dla Mariusza Ziomeckiego, który dał temu wyraz w obszernym tekście w tygodniku „Kultura”).















