REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Katastrofa smoleńska

Katastrofa smoleńska

Archeolodzy na lotnisku

Krzysztof Kowalski 18-05-2010, ostatnia aktualizacja 18-05-2010 23:48
Wielkość tekstu: A A A
Profesor Andrzej Buko jest dyrektorem Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa
Profesor Andrzej Buko jest dyrektorem Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk

Polscy naukowcy z PAN przeprowadzą badania na miejscu katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem

Rz: Kiedy wyruszacie?

Andrzej Buko: Lada chwila, po otrzymaniu zgody od strony rosyjskiej. Najpierw pojedzie grupa sześciu, ośmiu osób, potem druga, podobna, w sumie 15 badaczy.

Kto zlecił te badania?

Nikt. Jest to inicjatywa polskich archeologów, którzy zgłosili gotowość podjęcia takich działań. To wolontariusze, nie wezmą zapłaty. Zgłosili się do dyrektora instytutu oraz do przedstawicieli rządu. Strona rządowa też wystąpiła do instytutu z pytaniem, czy można przeprowadzić takie badania. W tej sytuacji nie mogłem postąpić inaczej, udzieliłem tej inicjatywie wsparcia instytucjonalnego, za którym stoi potencjał największej w Polsce archeologicznej placówki badawczej.

Co ma do roboty archeolog na miejscu katastrofy lotniczej?

Nikt poza archeologami nie dysponuje metodą badawczą adekwatną do tego rodzaju prac. Po zakończeniu II wojny podjęto prace archeologiczne na terenie obozu w Oświęcimiu. Prace ekshumacyjne prowadzono w stalinowskich miejscach kaźni polskich oficerów. Nikt wówczas nie pytał, dlaczego prac tych nie prowadzą przedstawiciele służb kryminalnych. Nie prowadzili ich, bo tylko archeologia dysponuje metodą.

Na czym ona polega?

Teren katastrofy pokryjemy siatką geodezyjną i podzielimy na kwadraty. W ich obrębie zostaną wytyczone równoległe linie. Wzdłuż nich będzie się poruszać – co dwa, trzy metry, w rzędzie – ekipa badaczy. Dokumentować będą, dla każdego z tych kwadratów i jego linii, za pomocą teodolitu laserowego, trójwymiarowo, wszystkie znaleziska na powierzchni terenu. Każdy przedmiot zostanie podniesiony. Potem znaleziska zostaną podzielone na kategorie. Na tej podstawie zostanie stworzona komputerowa mapa terenu i mapa tego, co archeolodzy znaleźli na powierzchni. Na takiej mapie uwidocznią się miejsca koncentracji różnych przedmiotów, strefy jałowe.

Archeologia kojarzy się raczej z wykopaliskami.

To jest laickie pojęcie o archeologii. Równolegle z opisanymi poszukiwaniami planujemy poszukiwania geofizyczne metodami magnetycznymi. Pozwalają one rejestrować anomalie pod powierzchnią. Wynikają one z zaburzeń spowodowanych przez przedmioty tkwiące pod ziemią albo przez inny opór stawiany przez grunt – na przykład pustki, mniej gęsta ziemia tam, gdzie wcześniej były jakieś naruszenia. Z kolei wykrywacze metali umożliwią wyodrębnienie miejsc i stref zalegania różnych przedmiotów pod powierzchnią gruntu. Mogą one mieć związek, albo nie, z przedmiotami pochodzącymi z katastrofy samolotu. Efektem tych działań będą mapy: tego, co jeszcze zalega na powierzchni terenu, i tego, czego nie widzimy gołym okiem, gdyż znajduje się pod ziemią. Jeśli zajdzie potrzeba, po uzgodnieniu ze stroną rosyjską możemy przeprowadzić wykopaliska w wybranych miejscach.

Jaki sens mają te badania?

Nie doprowadzą do spektakularnych odkryć. Nie ułatwią poznania szczegółów katastrofy. Miejsce to było wielokrotnie penetrowane przez rosyjskie służby państwowe, turystów, ciekawskich, jak i poszukiwaczy sensacji. A nawet osoby, które w znalezieniu rzeczy osobistych w miejscu katastrofy widzą źródło potencjalnych zysków. Można więc przypuszczać, że jeśli coś jeszcze się tam zachowało, to drobiazgi, rzeczy mało istotne, które umknęły uwadze innych.

To brzmi jak zapowiedź fiaska badań...

Nie, ponieważ dostarczymy wiedzę o tym, że na powierzchni nie ma już niczego istotnego, a pod powierzchnią można się spodziewać odkryć lub nie. Określimy skalę zakłóceń pierwotnego układu warstw, ewentualnych przemieszczeń ziemi, aby wykluczyć absurdalne informacje – na przykład że przesiano ziemię z miejsca katastrofy do głębokości metra. Tego rodzaju działania są podejmowane w trakcie prac archeologicznych, ale szlamowanie jednego wiadra „urobku” wymaga kilkunastu minut. Po badaniach sporządzimy opinię ekspercką. Musimy je przeprowadzić, aby dziennikarze nie znajdowali na miejscu katastrofy przedmiotów należących do wyposażenia samolotu, jak to już miało miejsce. Nasze działania na miejscu katastrofy mają na celu przekazanie zainteresowanym, że od tego momentu niewiele już jest do odnalezienia.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Nowe akta w sprawie katastrofy smoleńskiej

Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęły z Rosji dwa tomy akt, głównie dokumentów z dokonanych we wrześniu 2011 r. oględzin wraku Tu-154 z udziałem polskich prokuratorów i biegłych. >>