Firmy
Małym firmom jest coraz trudniej przetrwać
W kwietniu połowa małych firm była w złej lub bardzo złej kondycji finansowej. W I kwartale liczba upadłości wzrosła rok do roku o ponad jedną trzecią. Z problemami najlepiej radzą sobie firmy duże i średnie
Według najnowszego raportu wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet połowa małych polskich firm jest w złej kondycji finansowej, w tym jedna czwarta w bardzo złej. Przyczyną są coraz większe problemy ze ściąganiem należności. – Każdego miesiąca ponad 10 tys. firm nie płaci w terminie swoim kontrahentom – mówi Tomasz Starzyk z D&B.
Tylko w marcu łączna wartość niezapłaconych faktur w monitorowanych przez D&B 40 największych na polskim rynku firmach branży budowlanej sięgała prawie 129 mln zł, w 25 firmach z branży spożywczej przeszło 171 mln zł, a w 15 wiodących firmach branży kosmetycznej – 99 mln zł.
Największe kłopoty z dotrzymaniem finansowych zobowiązań ma budownictwo. W kwietniu D&B odnotował w tej branży 4007 firm z długami, o ponad jedną czwartą więcej niż rok wcześniej i ponad połowę więcej niż w roku 2008. Ale problemy z płatnościami ma także branża RTV oraz firmy chemiczne produkujące dla rolnictwa. O 30 proc. przybyło przeterminowanych płatności w branży metalurgicznej, o ponad połowę w branży producentów i dystrybutorów urządzeń sanitarnych.
Problemy mają głównie firmy małe. Jeśli początkowa faza globalnej recesji obeszła się z nimi dość łagodnie – w ubiegłorocznym marcowym badaniu sektora małych i średnich przedsiębiorstw ponad 90 proc. z nich zakładało przetrwanie kryzysu trwającego dłużej niż rok, a ponad 40 proc. nie dostrzegało jego wpływu na swoje finanse – to obecnie sytuacja wygląda dużo gorzej.
Co drugie małe przedsiębiorstwo jest w słabej lub bardzo złej kondycji. W bardzo dobrej – zaledwie 9 proc. – W rezultacie coraz częściej się zdarza, że właściciele najbardziej zadłużonych małych firm przepisują majątek na rodzinę, by utrudnić odzyskanie należności – relacjonuje Sławomir Grzelczak z firmy doradztwa biznesowego Verdict. Według D&B małe przedsiębiorstwa przodują także w rankingach upadłości. W I kwartale tego roku największą grupę bankrutów stanowiły firmy zatrudniające do pięciu osób (90 upadłości) i od 6 do 10 osób (24 upadłości). To blisko dwie trzecie wszystkich plajt.
Choć w gospodarce widać symptomy ożywienia, łączna liczba upadłości stale rośnie. Według Euler Hermes, firmy zajmującej się ubezpieczaniem należności, w I kwartale splajtowało 181 firm, o 38 proc. więcej niż w pierwszych trzech miesiącach 2009 r. Skrócił się także czas, jaki mija od pojawienia się problemów z wypłacalnością, do złożenia wniosku o upadłość. Przed kryzysem firmy walczyły o zachowanie płynności, jak długo się da, teraz kapitulują dużo wcześniej. — W wielu przypadkach upadłość stała się sposobem na łagodniejsze przejście przez kryzys — uważa Tomasz Starus, główny analityk EH. Firma w stanie upadłości zwolniona jest bowiem z bieżącej spłaty zaległych zobowiązań, które dodatkowo są znacznie redukowane. Według Starusa oznacza to odwrócenie ról: upadłość nie służy już ochronie interesów wierzycieli, ale dłużników, których zabezpiecza przed egzekucją.
Dużym łatwiej
W okresie recesji najlepiej radzą sobie średnie i duże firmy (zwłaszcza giełdowe). Prawie 60 proc. przedsiębiorstw zatrudniających od 50 do 249 osób jest w dobrej kondycji, z tego ponad jedna trzecia w bardzo dobrej. Większym firmom łatwiej jest negocjować duże kontrakty, dające duże obroty i tym samym zyski. Ponadto większe podmioty dają w czasie recesji poczucie bezpieczeństwa w wymianie handlowej.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora a.wozniak@rp.pl






