Azja
Bengalski raj fotografa
Od przeszło trzech tygodni podróżuję po Bangladeszu. Każdego dnia przebijam się przez tłumy jednego z najgęściej zaludnionych krajów świata, ale do tej pory spotkałem zaledwie dziesięciu turystów.
Oficjalnie największą atrakcją Bangladeszu jest podróż po Parku Narodowym Sundarbans, gdzie ocean wdziera się w ląd, tworząc największe lasy namorzynowe na świecie. Można tutaj między innymi zobaczyć Tygrysa Bengalskiego. Zobaczywszy go z pokładu łodzi, podczas kilkudniowego rejsu luksusowym statkiem, można się nazwać prawdziwym szczęściarzem. Jeżeli jednak spotka się go na lądzie, z bliska, to widzi się go tylko raz.
Kraj dwóch pytań
Podczas codziennych spacerów zaczepiało mnie przynajmniej kilka osób na godzinę. Wciąż padały te same pytania: skąd jestem i jak się nazywam. Wciąż udzielałem tych samych odpowiedzi. Jeżeli znajomość języka angielskiego mojego rozmówcy była bardziej zaawansowana, pytał mnie dlaczego przyjechałem i jak mi się podoba Bangladesz.
Większość Europejczyków przyjeżdża tutaj do pracy w organizacjach pozarządowych, United Nation, albo w placówkach dyplomatycznych. Dlatego pytający o powód przyjazdu do Bangladeszu spodziewali się jedynej rozsądnej odpowiedzi – że jestem w pracy. Słowo „podróż“ albo „wakacje“ wywoływała zdumienie. Mieszkańcy tego kraju nie potrafili zrozumieć co takiego może tutaj przyciągać turystów.
A ja okiem fotografa po prostu poszukiwałem obrazów i historii do kolejnego zdjęcia. Największym atutem podróży przez Bangladesz jest otwartość ludzi. Możliwość robienia zdjęć jest praktycznie nieograniczona. Można je robić w każdej sytuacji i każdemu - o ile jest mężczyzną, bowiem Bangladesz to kraj muzułmański. Kobiety oczywiście są, widać je na ulicach, ale ich życie toczy się na uboczu.
Trzy dolary dziennie
Największe problemy Bangladeszu to przeludnienie i bieda. Mieszka tutaj ponad 150 milionów mieszkańców. Większość moich rozmówców była świadoma tego, że ich kraj jest jednym z najbiedniejszych na świecie. Często podczas rozmowy wyczuwałem, że we własnym państwie czują się jak więźniowie. Ich kraj jest jak ciasna, uwierająca klatka, z której nie sposób się wydostać. Słysząc, że jestem z Polski najczęściej wypowiadali nostalgiczne “very nice country”...
Oczywiście jak, w każdym kraju, są bogaci i biedni. Jednym ze wskaźników dobrobytu jest jakość samochodów, które widać na ulicach. W Bangladeszu tych nowych i dobrych jest bardzo mało. Klasa średnia wciąż jest bardzo słabo rozwinięta, a większość osób pracuje w handlu i prostych usługach.
Więcej zdjęć z podróży na stronie internetowej autora www.wojtekwojcik.com
Przeciętny pracownik wykonujący pracę fizyczną zarabia 2-3 dolary dziennie (około 150-200 BDT). Za tę sumę można przeżyć i opłacić swoje rachunki.
Prosty posiłek to koszt 10 – 50 BDT, przejazd rikszą 5 – 10 BDT za kilometr, przeciętny pokój w hotelu to ok 150 – 600 BDT. Trzytygodniowa podróż kosztowała mnie około 250 dolarów. W tej kwocie mieszczą się nie tylko wydatki na noclegi, jedzenie, autobusy, riksze i bilety do miejsc turystycznych, ale także trzydniowa wycieczka luksusowym statkiem w poszukiwaniu tygrysów w Parku Narodowym Sundarbans.
Cegła do cegły
Bangladesz jest krajem ciężko pracujących ludzi. Stocznie w stolicy Dhaka, ceglarze w prowincji Chittagong, rowerowi rikszarze, których można znaleźć wszędzie i o każdej porze. To obrazy, które szczególnie przykuwają uwagę.
Praca w stoczniach polega głównie na uderzaniu młotkiem w kadłub ogromnego statku do momentu, kiedy odpadnie z niego cała rdza i będzie można zacząć go spawać, malować, konserwować lub po prostu pociąć. Statki są ogromne, więc rąk do pracy potrzebnych są setki.
Życie ceglarzy jest równie trudne. Każdy z nich musi zrobić około 2 tys. cegieł dziennie. Praca trwa tylko w porze suchej, czyli około sześciu miesięcy w najgorętszym okresie roku. Pracują 7 dni w tygodniu, z kilkugodzinną przerwą w ciągu dnia. Wydobywają glinę, mieszają ją z wodą, w prymitywnych, pojedynczych formach układają mieszankę i formują cegły, jedna po drugiej, setkami i tysiącami. Później wypalają je w wielkich piecach.













