Nowe technologie
Języków niech się uczy komputer
Za chwilę zniknie ostatnia bariera utrudniająca ludziom komunikację – obiecują inżynierowie. Elektroniczni tłumacze staną się tak doskonali, że nieznajomość języków obcych nie będzie nam komplikować życia
Wyobraźmy sobie, że w restauracji wystarczy zrobić zdjęcie kartki menu telefonem komórkowym, aby po chwili otrzymać tłumaczenie – i zamówić ulubiony kotlet. Albo przeczytać artykuł w obcym języku. Może nawet książkę. Albo zrozumieć instrukcję obsługi, znaki drogowe, napisy w metrze. Albo porozmawiać przez telefon z osobą, która akurat nie mówi po polsku... Stop. O ile wszystkie wcześniejsze funkcje są dostępne już dziś, o tyle mechaniczne tłumaczenie mowy na żywo to jeszcze przyszłość.
Ale wbrew pozorom nie taka daleka. Niedawno firma Google ogłosiła, że pracuje nad systemem dla swoich telefonów komórkowych, który umożliwi właśnie takie tłumaczenie na żywo. Internetowy gigant dysponuje już dość wydajnym oprogramowaniem do tłumaczenia tekstu. Można z niego korzystać w sieci.
Coraz lepiej działają też systemy rozpoznawania mowy – są używane m.in. w telefonach komórkowych, czy do sterowania niektórymi funkcjami samochodów (np. nawigacją). Teoretycznie wystarczy połączyć te dwie technologie, aby działający automatyczny tłumacz stał się rzeczywistością.
Powiedz mi to przez telefon
Mam w komórce rozpoznawanie mowy, mam tłumacza tekstu, dlaczego nie mogę porozmawiać przez telefon z kimś, kto nie mówi w moim języku? – pytał podczas niedawnej wystawy Mobile World Congress w Barcelonie szef Google Eric Schmidt. I obiecywał: – Jeszcze tego nie zrobiliśmy, ale idziemy w dobrym kierunku.
Schmidt pokazał m.in., w jaki sposób telefon może przetłumaczyć niemieckie menu w restauracji na angielski – wystarczy komórką sfotografować tekst na kartce. Na odpowiedź systemu tłumaczącego trzeba czekać tylko kilka sekund („sałatka wiosenna”).
– Sądzimy, że tłumaczenie mowy na bieżąco jest możliwe i że będzie rozsądnie działać za kilka lat – twierdzi Franz Och, odpowiedzialny w Google’u za technologie maszynowego tłumaczenia. – Oczywiście, aby to działało, jak należy, potrzebne jest połączenie rozpoznawania mowy i precyzyjnego tłumaczenia tekstu z syntezą mowy. Jeśli jednak popatrzymy na to, co ostatnio się dzieje w tych dziedzinach, widać ogromny postęp.
To, co robi teraz Google, nie jest pierwszym podejściem do automatycznego tłumaczenia mowy. Wcześniej, jeszcze w 1999 roku, podobny system, ale ograniczony tylko do angielskiego i japońskiego, opracował Advanced Telecommunications Research Institute. Miał ułatwić obcokrajowcom poruszanie się w Japonii. Powstawały również systemy pozwalające tłumaczyć wiadomości SMS i e-maile. Obecnie można też korzystać z komunikatora internetowego VoxOx, który umożliwia każdemu użytkownikowi pisanie w swoim ojczystym języku, a komputer troszczy się o tłumaczenie wpisów.
Ten pomysł to już prawie techniczna realizacja słynnej ryby Babel z serii science fiction „Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa. Małą żółtą rybkę należało umieścić w uchu, a ta, odbierając fale mózgowe, dokonywała błyskawicznego tłumaczenia między językami różnych ras zamieszkujących kosmos. Z nazwy fikcyjnej rybki korzysta teraz jeden z popularniejszych sieciowych serwisów tłumaczących tekst – Yahoo! Babel Fish.
Jak to będzie: ręce do góry?
Dzięki książkowej rybie Babel każdy rozumiał wszystko, co mówili inni, a to szybko doprowadziło do krwawej wojny. W prawdziwym świecie było odwrotnie – to wojna doprowadziła do prób stworzenia maszyn tłumaczących „z obcego na nasze”. Zimna wojna. Już w połowie lat 50. testowano technikę maszynowego tłumaczenia tekstu. W Londynie usiłowano np. tłumaczyć z angielskiego na francuski. Amerykański eksperyment Georgetown (w roku 1954) polegał na translacji kilkudziesięciu zdań z rosyjskiego na angielski. Komputer IBM posługiwał się słownikiem 250 słów (głównie chemia organiczna) i sześcioma zasadami gramatycznymi. Efekty były niezłe i pomysłodawcy ogłosili, że w ciągu trzech – pięciu lat problem tłumaczenia z języków obcych zostanie rozwiązany. Rządowy raport z postępów prac sporządzony ponad dziesięć lat później był jak kubeł zimnej wody – nie udało się, a fundusze zostały zmarnowane.














