REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Wspomnienia

Wspomnienia

Ostatni patriota rodem z II RP

Piotr Zychowicz 13-04-2010, ostatnia aktualizacja 13-04-2010 03:19
Ryszard Kaczorowski nigdy nie zdecydował  się przenieść do kraju. Mieszkał  w Londynie. Uczestniczył jednak we wszystkich ważnych uroczystościach historycznych, pełnił funkcje reprezentacyjne. Na zdjęciu uroczystość  na Zamku Królewskim  w Warszawie, 2009 r.
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Ryszard Kaczorowski nigdy nie zdecydował się przenieść do kraju. Mieszkał w Londynie. Uczestniczył jednak we wszystkich ważnych uroczystościach historycznych, pełnił funkcje reprezentacyjne. Na zdjęciu uroczystość na Zamku Królewskim w Warszawie, 2009 r.

Ryszard Kaczorowski uosabia wszystko, co było najlepsze w naszym narodzie – mówił o nim przyjaciel

– Gdybym mógł wskazać archetyp dobrego Polaka, człowieka, który jest patriotą idealnym, powiedziałbym bez wahania: Kaczorowski. On uosabia swoją osobą wszystko, co było najlepsze w naszym narodzie. Godny, z wielkim poczuciem obowiązku. Jak go kiedyś zabraknie, będzie to koniec pewnej epoki. Trudno mi wyobrazić sobie, kto mógłby go zastąpić. Nie ma takiej osoby – mówił mi kilka dni temu w Londynie Zbigniew Siemaszko, znany emigracyjny historyk, przyjaciel ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie.

Gdy w sobotę na liście osób obecnych na pokładzie rozbitego prezydenckiego samolotu zobaczyłem jego nazwisko, natychmiast przypomniała mi się ta rozmowa. Zadzwoniłem do Siemaszki. – Ja też od razu o tym pomyślałem. I podtrzymuję to, co powiedziałem. Kaczorowski był ostatnim z polskich wielkich patriotów, ostatnią postacią takiego formatu, jaką uformowała II Rzeczpospolita – powiedział historyk. – Dowód? Znam tylko trzy osoby, które pod śledztwem w NKWD się nie załamały i nie podpisywały zeznań. Jedną z nich był właśnie Kaczorowski. Za to dostał wyrok śmierci.

 

Wielki autorytet

 

Kaczorowskiemu (ur. 1919), który został aresztowany w 1940 roku za organizowanie podziemnego harcerstwa, wyrok śmierci Sowieci ostatecznie zamienili na dziesięć lat łagrów. Wychodziło jednak na jedno. Miał trafić na Kołymę, z której nikt żywy nie wracał. Życie uratował mu pakt Sikorski-Majski. Po amnestii wyszedł z łagru i dołączył do armii Andersa.

Z nią przeszedł cały szlak bojowy.

– On w sowieckich więzieniach dużo przeszedł. Sto dni siedział w celi śmierci. A mimo to nigdy nie koloryzował, nie powoływał się na każdym kroku na swoją martyrologię, jak robi to wiele osób – mówi inny przyjaciel prezydenta, autor książki na jego temat prof. Czesław Dobroński. – Na własnej skórze poznał jednak wówczas, czym jest Związek Sowiecki, poznał naturę tego straszliwego państwa. Nigdy nie miał co do niego złudzeń.

Ryszard Kaczorowski prezydentem Polski został w sposób nieoczekiwany. Był wyznaczony na następcę przez poprzednią głowę państwa – Kazimierza Sabbata. Gdy ten zmarł na zawał serca 19 lipca 1989 roku, Kaczorowski zajął jego miejsce. Już półtora roku później pojechał do Polski i na Zamku Królewskim przekazał insygnia władzy Lechowi Wałęsie. Nie była to łatwa decyzja. Dla wielu emigrantów Polska po 1989 roku, zbudowana na kompromisie z komunistami, nie była wymarzoną ojczyzną.

Kaczorowski nigdy nie zdecydował się przenieść do kraju. Do końca mieszkał w Londynie. Uczestniczył jednak we wszystkich ważnych uroczystościach historycznych, pełnił funkcje reprezentacyjne. – Interesował się sprawami krajowymi, ale miał żelazną zasadę: nie mieszać się do krajowych sporów politycznych. Jednego tylko nie ukrywał: nie znosił postkomunistów – podkreślił Dobroński.

W kraju Kaczorowskiego oceniano różnie. Dla środowisk niepodległościowych był jedynym z największych autorytetów. Znakomitą przedwojenną aparycją (mówiono, że wyglądał jak prezydent Ignacy Mościcki), nienagannymi manierami i skromnością ujmował ludzi. Dla wielu, szczególnie z lewej strony politycznych podziałów, był jednak dziwakiem. Emigracyjnym dinozaurem, który hołduje przestarzałym ideałom i „nie rozumie kraju”.

Mimo to w 1994 roku premier Waldemar Pawlak zaoferował mu posadę w Ministerstwie Obrony Narodowej. Kaczorowski natychmiast odmówił. Potem śmiał się z tego i powtarzał jako anegdotę. Gdy ktoś kiedyś zapytał go, dlaczego właściwie nie przyjął wysokiego stanowiska, spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Przecież ja się na tym kompletnie nie znam – powiedział. Postawa w III RP rzeczywiście „niezrozumiała”.

– To był człowiek, który nie pasował do dzisiejszych czasów. Weźmy jego przemówienia. Przede wszystkim mówił krótko i jasno. Dziś rzecz całkowicie niespotykana. Po drugie nie mówił głupstw. Rzecz niespotykana jeszcze bardziej. Zawsze wiedział, o co mu chodzi. Zawsze był wierny swoim wartościom – wylicza Zbigniew Siemaszko. – Pierwotnie do Katynia miał lecieć z żoną Karoliną, ale ona zachorowała i przeszła operację. To uratowało jej życie.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Odszedł lojalny przyjaciel

W swoim domu w Tampa na Florydzie zmarł jeden z najsłynniejszych bokserskich trenerów Angelo Dundee. Miał 90 lat >>