Tragedia narodowa
Gentleman walczący o prawa
Janusz Kochanowski chciał, by Polacy byli dumni ze swojego państwa i uchwalanych w nim ustaw
Janusz Kochanowski był człowiekiem wyjątkowo odważnym. Nigdy nie dbał o własne bezpieczeństwo. W czasie stanu wojennego naukowo dowodził, że dekret wprowadzający go w życie jest nielegalny, podobnie jak wyroki więzienia, na które skazywano opozycjonistów na jego podstawie. Niejako w dopełnieniu tamtej działalności zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego, już jako rzecznik praw obywatelskich, dekret wprowadzający stan wojenny.
Odważny, bezkompromisowy, a przy tym wyjątkowo ciepły człowiek – tak o Kochanowskim mówią jego najbliżsi współpracownicy.
– Nie bał się iść pod prąd w słusznych sprawach i bronić słabszych. Był wspaniałym szefem – mówi Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. – Tak było m. in., kiedy występował w obronie mniejszości czy IPN, walczył o otwarcie zawodów prawniczych. Ustanowił Nagrodę im. Pawła Włodkowica dla osób występujących w obronie praw i wolności, nawet wbrew zdaniu większości. Sam najbardziej zasłużył na tę nagrodę – uważa Wróblewski.
Prawnik, który narażał się swemu środowisku
Nie bał się wypowiadać sądów, które, szczególnie w środowisku prawników, musiały uchodzić za kontrowersyjne. Opowiadał się za ograniczaniem przywilejów korporacji prawniczych, podważał moralną czystość środowiska sędziowskiego, twierdząc, że nie zrobiło nic, by się oczyścić z osób, które splamiły honor sędziowski w czasach totalitaryzmu.
Janusz Kochanowski ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 1980 r. uzyskał stopień doktora nauk prawnych. W latach 1966 – 1990 pracował na tym wydziale, ponownie został jego wykładowcą w 1997 r. Marzył o dobrym prawie, które stałoby się podstawą sprawiedliwego państwa. Założył fundację Ius et Lex, która miała na celu podnosić kulturę prawną w Polsce i była przez pewien czas jednoosobowym think-tankiem urzeczywistniającym śmiałe plany naprawy polskiej legislacji. – Marzył, by Polacy mogli być dumni ze swojego państwa, które będzie stanowić mądre prawo – mówi Wojciech Arndt, obecny prezes fundacji.
To właśnie za sprawą tej walki o dobre prawo, które będzie służyć ludziom, został w 2006 r. wybrany na rzecznika praw obywatelskich. Chciały go wysunąć zarówno PiS, jak i PO. Blisko było mu zresztą do obu ugrupowań, choć nie bał się im zachodzić za skórę. Za rządów PiS, gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro, Kochanowski nie wahał się domagać od niego wyjaśnienia przyczyn przewlekłych aresztów. Za koalicji Platformy z ludowcami nie zawahał się np. podważyć konstytucyjności ustawy o KRUS.
Konserwatysta otwarty na innych
– Nigdy nie krył się ze swoimi konserwatywnymi poglądami – mówi jeden z jego bliskich współpracowników. – Nie przeszkadzało mu to jednak rozmawiać bez uprzedzeń z ludźmi o innych poglądach i jeśli uważał, że ich prawa są łamane, natychmiast podejmować interwencję.
– Pamiętam, jak rzecznik pojechał na Przystanek Woodstock dyskutować z uczestnikami o prawie i związanych z nim niedoskonałościach – wspomina jego współpracowniczka Marta Kukowska.
Rzecznik praw obywatelskich w bojówkach i ciemnych okularach przemawiający do zgromadzonej na Woodstocku młodzieży – taki obraz nieco odbiegał od jego wizerunku. Z dr. Kochanowskiego bowiem żartowano, że jest staromodny i przywiązany do tradycyjnych manier. Zawsze nienagannie ubrany, oburzał się, gdy ktoś nieodpowiednio się zachowywał lub wkładał niestosowny do wydarzenia strój. To z pewnością wynikało z jego dyplomatycznej przeszłości – przez trzy lata był konsulem generalnym w Londynie. Często opowiadał anegdoty z czasów ambasadorskich.
Poczucie humoru i dystans do samego siebie także go wyróżniały. – Pamiętam, jak w czasie tworzenia Codziennika Prawnego, serwisu, który miał przybliżać obywatelom najważniejsze zagadnienia prawne, jedna z osób, bardzo przejęta, powiedziała, że chodzi o projekt, który będzie zrozumiały dla ludzi słabo znających prawo. Rzecznik wtrącił: „Ma pani oczywiście na myśli moich szanownych kolegów prawników?” – wspomina Arndt.













