Tragedia narodowa
Pierwsza Dama wróciła do kraju
Pożegnanie. Trumny z ciałami Marii i Lecha Kaczyńskich wystawiono w Pałacu Prezydenckim
Wojskowy samolot z ciałem Marii Kaczyńskiej odleciał z moskiewskiego lotniska Domodiedowo do Warszawy wczoraj rano. Maszyna wzbiła się w powietrze około 7.35. Pożegnanie pierwszej damy odbyło się w asyście polskich i rosyjskich żołnierzy. Jeszcze przed wyjazdem na lotnisko w moskiewskim Biurze Ekspertyz Sądowych, w którym znajdują się szczątki ofiar katastrofy, Marię Kaczyńską pożegnał jej brat Konrad Mackiewicz. W dłonie pierwszej damy włożył różaniec.
Przywitali najbliżsi
Na Okęciu na ciało pani prezydentowej czekali jej najbliżsi. Przykryta biało-czerwoną flagą trumna została wyprowadzona z samolotu przez żołnierzy z kompanii honorowej. Pierwsza uklęknęła przy niej córka Marta Kaczyńska. Obecny był także szwagier prezydentowej – Jarosław Kaczyński.
Raport "Rz": Tragedia narodowa
Na lotnisku nie było przedstawicieli rządu. Zgodnie z wolą najbliższych uroczystość miała charakter prywatny.
Kardynał Józef Glemp – który poprowadził krótką ceremonię przywitania, mówił, że nagła śmierć, która wyrwała Marię Kaczyńską z naszego grona, napełniła bólem i żałobą jej najbliższych oraz wielu innych ludzi.
Kremowe tulipany
Potem samochód wiozący trumnę z ciałem prezydentowej przejechał ulicami Warszawy do Pałacu Prezydenckiego. Tą samą trasą, którą w niedzielę przewieziono trumnę z ciałem Lecha Kaczyńskiego.
Warszawiacy stali wzdłuż całej trasy przejazdu. Wielu przyniosło róże i żonkile. Najwięcej miało tulipany w kolorze kremowym. Dlaczego? Jedna z holenderskich odmian tulipana w tym kolorze nosi od 2008 r. imię Marii Kaczyńskiej.
– Przychodzę pod Pałaca Prezydencki codziennie od soboty, gdy dowiedziałam się o katastrofie. Dzisiaj też zostanę do wieczora, by modlić się za duszę pani Marii – mówiła warszawianka Janina Popławska.
Wśród tysięcy zapalonych zniczy można było dostrzec dziecięcy rysunek. Na nim ogromne czerwone serce i portret uśmiechniętych Marii i Lecha Kaczyńskich. Ktoś inny położył kartkę: "Pani Mario, była pani prawdziwą Pierwszą Damą. Na zawsze pozostanie Pani w mojej pamięci". Ostatnim minutom przejazdu kolumny towarzyszyło bicie dzwonów kościelnych i oklaski.
Gdy auto z trumną Marii Kaczyńskiej, całe w kwiatach, wjeżdżało na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego, wielu trudno było powstrzymać łzy.
– Cały czas mam przed oczami jej uśmiechniętą twarz. To była niezwykła kobieta. Tak bardzo będzie mi jej brakowało – mówiła zapłakana emerytka Hanna Różańska.
Tłumy chcą ich pożegnać
Tuż po zakończeniu nabożeństwa, które w kaplicy w Pałacu Prezydenckim odprawił prymas Polski abp Henryk Muszyński, trumny pary prezydenckiej wystawiono na widok publiczny w sali kolumnowej. Czuwać przy nich będą żołnierze z Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego i przedstawiciele "Solidarności" ze sztandarem związku.
– Z całego kraju przyjadą związkowcy, którzy co godzinę będą się zmieniać przy trumnach prezydenckiej pary – deklaruje Jacek Rybicki z Komisji Krajowej "S". – To nasz obowiązek. Pan prezydent był wieloletnim działaczem związku i przyjacielem ludzi pracy.
Parę prezydencką przyszły pożegnać tłumy ludzi. W długiej kolejce ustawiły się tysiące osób. – Ukłonię się, przeżegnam. Chcę pokazać, że bardzo ich szanowałam – mówiła studentka Karolina Popiołek.
- Wczoraj stałam od rana w kolejce, by wpisać się do księgi kondolencyjnej. Jeśli będzie trzeba, mogę tu stać nawet do nocy. To będzie takie moje osobiste pożegnanie – mówiła Alina Michałowska z Warszawy.
Kancelaria Prezydenta zapewnia, że do Pałacu ludzie będą mogli wchodzić przez całą dobę. – Chcemy jak najmniej ingerować w te spontaniczne wyrazy sympatii – deklaruje wiceszef Kancelarii Jacek Sasin.
Trumny będą wystawione do soboty. Wtedy na placu Piłsudskiego w Warszawie odbędą się centralne uroczystości pogrzebowe. Nie wiadomo, czy do tej chwili uda się sprowadzić do Polski szczątki wszystkich ofiar. Rzecznik rządu Paweł Graś zapewnia, że mimo to uroczystości się odbędą.















