REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Katastrofa smoleńska

Katastrofa smoleńska

Odszedł arcypolski aktor

Jacek Cieślak 11-04-2010, ostatnia aktualizacja 11-04-2010 14:29
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa

Piłsudski, Witkacy, Cześnik, Benedykt Korczyński... Te role Janusza Zakrzeńskiego pozostaną w naszej pamięci. Zginął w katastrofie w Smoleńsku

— To był aktor typowo polski, predestynowany do polskiego repertuaru — wspomina Andrzej Łapicki. — Dlatego zagrał u mnie Cześnika i występował w co drugiej mojej inscenizacji Fredry. Znakomicie wyrażał sarmackie cechy, gwałtowność, zmianę nastroju, a w końcu dobrotliwość. Prywatnie imponował poczuciem humoru. Był dobrym kolegą, przystępnym. Skromnym. Jego pozycja w środowisku zmieniła się, gdy zaczął grać Piłsudskiego. A grał go właśnie dlatego, że Piłsudski, tak jak postaci z Fredry, był arcypolski, arcyszlachecki.

— Zapamiętałam go jako bardzo czułego partnera, wrażliwego — mówi Marta Lipińska, która grała z Zakrzeńskim w „Nad Niemnem”. — Lubiliśmy ten film i nasze role. Było w nich coś szlachetnie polskiego — dworek i wspaniała atmosfera. Janusz cieszył się podwójnie, bo mógł pojeździć na koniu, co stanowiło jego pasją. Nawet jak ostatnio spotkaliśmy się w radiu, powiedział, nawiązując do roli Benedykta, „Oj, matuniu, jak tam pięknie nam było”. I zaproponował, żebyśmy pojechali nad prawdziwy Niemen.

Kiedy odwiedził Bohatyrowicze, usłyszał: „Bożesz Ty mój, Benedykt Korczyński”, co powiedziała Jadwiga Kopczewska z domu Bohatyrowicz, której stryjem był Jan Bohatyrowicz.

— Poza filmem i teatrem Janusz miał niezwykle bogate życie estradowe — mówi Laura Łącz, koleżanka z Teatru Polskiego. — Czerpiąc ze swoich największych ról, m. in. Piłsudskiego i Benedykta tworzył liczne programy, w których miałam przyjemność brać udział. Mówił pamiętne „Ten, tego, ten” Korczyńskiego z „Nad Niemnem”, śpiewał „Ty pójdziesz górą, a ja doliną” oraz pieśni z okresu powstania styczniowego.

Wielkim sukcesem była śpiewogra „Na szkle malowane” Katarzyny Gaertner i Ernesta Brylla.

— Kiedy zrezygnował z głównej roli, nikt nie był w stanie podołać dublurze i pół-playbackowi, który nagrał swoim niepowtarzalnym bas-barytonem — wspomina Laura Łącz. — Miał wspaniały kontakt z publicznością. Spotkania po występach trwały często dłużej niż one same. Był duszą towarzystwa. Równie chętnie rozmawiał z nieznajomymi, co z przyjaciółmi. Z jednym z nich, z Grzegorzem Dubowskim zrealizował „Tumora Witkacego”. Wiele lat przygotowywał się do tej roli.

— Jako Witkacy był znakomity — podkreśla Andrzej Łapicki. — Tą rolą mnie zaskoczył. Szkoda, że nie została zapamiętana w szerszym odbiorze.

Uczeń Hiolskiego

Urodził się w 1936 r. w Przededworzu na Kielecczyźnie w rodzinie ziemiańskiej.

- Ojciec był szalenie wymagający i ostry, natomiast mama była przedobrym człowiekiem — mówił w jednym z wywiadów. — I to chyba po niej wziąłem tę dobroć i umiejętność wybaczenia, która jest bardzo ważne. Najgorszą rzeczą jest bowiem zawziętość. Mogę się na kogoś obrazić, ale nie mogę być zawzięty, uparty w zawiści, w nienawiści.

W 1945 rodzina wyjechała z rodzinnego dworu na tzw. Ziemie Odzyskane. — Tam zetknąłem się z cudownymi młodymi ludźmi z harcerstwa, przepojonymi przepięknymi wartościami – wspominał. – Spotkałem również komendanta hufca harcerskiego, księdza Józefa Piątyszka, który był ostry i wymagający. Ta surowość nieprzesadna, ale wymagająca była jednak bardzo potrzebna. Wpisał mi w pamiętniku „Zawsze z Bogiem. Nie żądać dla siebie wiele od życia. Szerzyć jak najwięcej dobra dokoła”.

Matka była śpiewaczką operową, ale ojciec nie uznawał zawodu aktora. — Uważał, że to błazeństwo. I zawsze mówił mi: „Gdybyś był leśnikiem...”. Ale wtedy nie wiedział, że zawód mamy pomoże nam przetrwać najcięższe lata stalinowskie. Ojciec siedział w więzieniu, a myśmy nie mieli z czego żyć. I gdyby nie Krystyna Jamroz, która umożliwiła mamie audiencję u dyrektora Opery we Wrocławiu Jerzego Gardy, nie wiadomo, jak by było. Mama miała śliczny głos, a ja nie opuściłem ani jednego przedstawienia. Wychowywałem się więc za kulisami. Korepetytorka w operze usłyszała kiedyś, jak śpiewa.

— I powiedziała że mam głos, który powinienem szkolić. Mama uprosiła więc Andrzeja Hiolskiego, żeby mnie posłuchał. Zaśpiewałem „Ten zegar stary”. Wszyscy doszli do przekonania, że powinienem szkolić głos. No i szkoliłem.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Kaczyński liczy na naukowców i zapowiada sensację

Prezes PiS Jarosław Kaczyński liczy na aktywizację polskiego środowiska naukowego w sprawie badania katastrofy smoleńskiej >>