Katastrofa smoleńska
Wielki pasjonat sportu
Piotr Nurowski. Jeszcze tak niedawno cieszył się z medali polskich sportowców na zimowych igrzyskach w Vancouver
Miał wielkie plany i wierzył, że je zrealizuje. Tak samo jak wierzył, że w Vancouver przeżyje najlepsze zimowe igrzyska w historii polskiego sportu. Później śmiał się, że Polski Komitet Olimpijski pójdzie z torbami, gdy przyjdzie wypłacać obiecane premie.
Pod koniec marca w Planicy przeżywał wspólnie z Adamem Małyszem jego porażkę w walce o mistrzostwo świata w lotach narciarskich. Przyleciał wtedy do Lublany na spotkanie przewodniczących narodowych komitetów olimpijskich, ale nie mógł sobie odmówić wizyty na Velikance, gdzie Małysz toczył pojedynek z Ammannem.
Ale potrafił też zagrzmieć w mediach, gdy okazało się, że Kornelia Marek biegała w Vancouver na dopingu. Później, w trakcie gali olimpijskiej, podczas której prezydent RP Lech Kaczyński wręczał medalistom zimowych igrzysk i ich trenerom państwowe odznaczenia, wygłosił płomienne przemówienie, które zakończył słowami: – A teraz porozmawiajmy o dopingu!
Wszyscy wstrzymali oddech, oczekując, że prezes PKOl wróci do wstydliwego tematu, który na pewien czas przyćmił w mediach sportowe sukcesy. Ale Nurowski z właściwą sobie swadą kontynuował: – Pomówmy o wspaniałym dopingu naszych cudownych, najlepszych na świecie kibiców! Dostał brawa, bo po mistrzowsku zaskoczył wszystkich.
Na igrzyskach w Vancouver nie wysiadał z samochodu. Był na wszystkich obiektach, towarzysząc polskim sportowcom. Po angielsku mówił płynnie, więc podczas hokejowego meczu gigantów Kanada – Rosja w Vancouver uciął sobie pogawędkę i zrobił pamiątkowe zdjęcie z siedzącym obok gwiazdorem Hollywood, Kanadyjczykiem Donaldem Sutherlandem.
Nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Znał wszystkich i jego znali wszyscy. Jednym telefonem rozwiązywał skomplikowane sprawy. Był prezesem społecznym, za swoją pracę w PKOl nie pobierał wynagrodzenia.
Niewiele osób wie, że jako nastolatek szefował ministrantom w bazylice w Sandomierzu. Gdy miał 15 lat, został spikerem na stadionie Wisły Sandomierz, a nieco później spikerem pochodów pierwszomajowych.
Studia prawnicze skończył w Warszawie, tam też wygrał konkurs na sprawozdawców sportowych zorganizowany przez Polskie Radio.
Miał zaledwie 28 lat, gdy w roku 1973 został prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Od 1981 był pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych: sekretarzem ambasady w Moskwie (1981 – 1984), radcą ambasady w Maroku (1986 – 1991). W 1992 zaangażował się w tworzenie stacji telewizyjnej Polsat, był członkiem jej rady nadzorczej (od roku 1998). Pełnił również funkcję prezesa zarządu Elektrimu.
W roku 2005 został prezesem PKOl. Do Smoleńska leciał, by złożyć wieńce na grobach sportowców pomordowanych przez NKWD.
WSPOMNIENIEAdam Krzesiński, sekretarz generalny PKOl
Poznałem go 27 lutego 2005 roku na Zjeździe Wyborczym Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Po zwycięskich dla siebie wyborach następnego dnia zaprosił mnie do gabinetu i zaproponował funkcję sekretarza generalnego PKOl.
Praca z Piotrem była przyjemnością. To był człowiek, który nie uznawał barier między ludźmi, potrafił jak mało kto kruszyć lody i skracać dystans. Darzyłem go ogromnym szacunkiem i czułem z jego strony to samo. Był, co trzeba koniecznie podkreślić, wspaniałym mężem, ojcem i dziadkiem. O jego talencie najlepiej świadczy fakt, że bardzo szybko stał się ważnym członkiem MKOl. W wyborach do Komitetu Wykonawczego Europejskiego Komitetu Olimpijskiego dostał najwięcej głosów. Był człowiekiem bardzo pracowitym, obdarzonym wielkimi zdolnościami organizacyjnymi i wspaniałą pamięcią. Będzie nam go bardzo brakowało. O wypadku dowiedziałem się w sobotę rano, zadzwonił znajomy, byłem jeszcze w domu. Wiedziałem, że był w tym samolocie. W piątek późnym wieczorem wrócił specjalnie z Francji, by zdążyć na te uroczystości. Zadzwoniłem jeszcze do jego kierowcy, by potwierdzić, że na pewno wsiadł do samolotu. Niestety, wsiadł.















