Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Polacy w Niemczech - wštpliwa mniejszość

Rzeczpospolita
Ludnoœć polska w zdecydowanej większoœci napłynęła do Niemiec już po wojnie jako imigranci. Co więcej, wielu z nich deklarowało narodowoœć niemieckš - pisze historyk
Doœć nieoczekiwanie do rangi jednego z najważniejszych problemów w stosunkach między Warszawš a Berlinem urosła sytuacja obywateli Niemiec narodowoœci polskiej. Władze Republiki Federalnej oskarżane sš nie tylko o niewywišzywanie się z postanowień traktatu polsko-niemieckiego z 1991 r., ale wręcz o œwiadome prowadzenie wobec Polaków polityki dyskryminacyjnej. Nie trzeba przy tym nawet przywoływać wypowiedzi osób znanych z podgrzewania w Polsce nastrojów antyniemieckich. Już pół roku temu na łamach "Rzeczpospolitej" Maciej Płażyński, polityk bšdŸ co bšdŸ doœć umiarkowany, dowodził, jakoby w RFN nadal obowišzywała doktryna "ein Reich, ein Volk"; prezes Wspólnoty Polskiej pisał też, iż "można mieć wrażenie, że nic w tym względzie od czasów Bismarcka się nie zmieniło". Wskazuje się też, iż istniejšce w RFN polskie organizacje otrzymujš jedynie niewielkie subwencje od władz niemieckich, a nauczanie języka polskiego jest przez te władze dotowane w nieporównywalnie mniejszym zakresie niż szkolnictwo mniejszoœci niemieckiej w Polsce. Najlepszš drogš do poprawy sytuacji ma być rzekomo zdecydowana walka o uzyskanie przez Polaków mieszkajšcych w RFN statusu mniejszoœci narodowej. Doœć dowolnie żongluje się przy tym wziętymi z księżyca liczbami i karkołomnymi wywodami prawnymi, przy starannym pomijaniu istotnych aspektów zagadnienia.
[wyimek]W odróżnieniu od przedwojennego Zwišzku Polaków w Niemczech organizacje polskie w RFN odgrywajš w życiu polskiej społecznoœci rolę niewielkš. Największa z nich wykazuje na papierze ok. 800 - 1000 członków[/wyimek] Cała ta sprawa budzi wštpliwoœci także wœród obywateli RFN polskiego pochodzenia. Wielu z nich uważa opinie formułowane w ich imieniu za przesadne, zaskakujšce, wręcz oderwane od rzeczywistoœci. Cieszy, że MSZ w Warszawie prezentuje w sprawie sytuacji Polaków w Niemczech wyważone stanowisko. Na drodze przyjaznych rokowań, bez podgrzewania nastrojów, uzyskać można wiele, z korzyœciš i dla organizacji polonijnych, i - co nieporównywalnie bardziej istotne - dla polskiej społecznoœci w Republice Federalnej. Szczególnie dotyczy to nauczania w języku ojczystym. W tym celu należy jednak dokonać precyzyjnej diagnozy sytuacji, a nie brnšć w œlepš uliczkę poprzez posługiwanie się wštpliwš argumentacjš. [srodtytul]Silni, zwarci, ważni[/srodtytul] Zaczšć wypada od kwestii podstawowej i, zdawałoby się, oczywistej. Trudno jest porównywać mniejszoœć polskš w Niemczech w okresie międzywojennym z ludnoœciš polskš zamieszkujšcš Republikę Federalnš Niemiec. Rdzeń przedwojennej mniejszoœci polskiej w Niemczech tworzyła ludnoœć autochtoniczna, zamieszkujšca od stuleci zwarte terytoria zwłaszcza na OpolszczyŸnie, niemieckiej częœci Górnego Œlšska, w Prusach Wschodnich. Pozostała częœć ówczesnej mniejszoœci polskiej była ludnoœciš napływowš, składajšcš się z imigrantów w pierwszym lub drugim pokoleniu (głównie tzw. Ruhrpolen, czyli Polacy mieszkajšcy w Zagłębiu Ruhry od schyłku XIX w.). Trzeba też pamiętać o kolosalnej i niekwestionowanej roli, jakš odgrywał wówczas potężny Zwišzek Polaków w Niemczech. Doœć wspomnieć, że kongres zwišzku w marcu 1938 r. obradował z udziałem ponad 5 tysięcy delegatów i odbił się szerokim echem w œwiecie. [srodtytul]Imigranci i "wypędzeni"[/srodtytul] Obecna sytuacja jest zgoła odmienna. Obszary zamieszkiwane od pokoleń przez mniejszoœć polskš w Niemczech znalazły się w 1945 r. w granicach Rzeczypospolitej. Z drugiej strony potomkowie imigrantów polskich w zachodniej częœci Niemiec czy w Berlinie podlegali przez dziesięciolecia procesom asymilacyjnym, a dziœ o ich polskich korzeniach œwiadczš nierzadko głównie nazwiska. Zaskakuje, że niektórzy autorzy zaliczajš do rzekomej "mniejszoœci polskiej" także osoby z polskimi korzeniami, które dawno od polskoœci odeszły i po polsku nie mówiš. Ludnoœć polska w Republice Federalnej w zdecydowanej większoœci napłynęła tam już po wojnie jako imigranci. Co więcej, wielu z nich przybyło do Niemiec, deklarujšc narodowoœć niemieckš. Na dobrš sprawę nawet żaden ekspert nie jest w stanie podać, ilu Polaków zamieszkuje dziœ Republikę Federalnš. Pojawiajšca się niekiedy liczba 1,5 mln czy te¿ 2 mln obejmuje bowiem tak¿e przebywaj¹cych tam czasowo obywateli polskich, a nawet osoby, które zadeklarowa³y swego czasu pochodzenie niemieckie i uwa¿aj¹ siê za... "wypędzonych". W powojennych granicach Niemiec Polacy nie sš ludnoœciš autochtonicznš, innymi słowy - nie zamieszkujš z dziada pradziada, jak przed wojnš, zwartych obszarów. Tym się różniš od mniejszoœci niemieckiej w Polsce oraz, co szczególnie ważne, od tych narodowoœci, które uzyskały w RFN status mniejszoœci narodowej. Duńczycy, Fryzowie oraz Serbołużyczanie żyjš na terenach, na których stanowiš, jeœli nie większoœć, to znacznš częœć mieszkańców (specyfika Sinti i Roma wynika z ich wędrownego w przeszłoœci trybu życia). W przypadku Duńczyków czy Serbołużyczan łatwo było wprowadzić dwujęzyczne nazwy miejscowoœci, uznać ich język za oficjalny na równi z niemieckim w lokalnych urzędach, a zwłaszcza wprowadzić dwujęzyczne szkolnictwo. Ich działacze mogš rozwijać aktywnoœć jako politycy samorzšdowi, majšc bardzo silne oparcie w miejscowym elektoracie. Polacy tymczasem mieszkajš w Niemczech w rozproszeniu, podobnie jak wiele innych grup etnicznych nieposiadajšcych statusu mniejszoœci: Turcy, Kurdowie, Palestyńczycy, Włosi, Grecy, Hiszpanie, Chorwaci i wiele innych (statusu tego nie majš nawet Żydzi). Ponieważ zaœ RFN jest państwem poddanym szczególnie dużej presji migracyjnej, rzšd federalny będzie czynił wszystko, by - skšdinšd sensowne - kryterium "Alteingesessenheit" (autochtoniczny charakter mniejszoœci) pozostało obowišzujšce. [srodtytul]Sukces polskiej dyplomacji[/srodtytul] Choć mieszkajšcy w Niemczech Polacy nie spełniajš tego zasadniczego kryterium, to w polsko-niemieckim traktacie o dobrym sšsiedztwie i przyjaznej współpracy z czerwca 1991 r. przyznano im te same prawa, które przysługujš mniejszoœci niemieckiej w Polsce. To, co przedstawia się niekiedy jako istotne zaniechanie czy wręcz błšd ekipy ministra Krzysztofa Skubiszewskiego, było w rzeczywistoœci znaczšcym sukcesem strony polskiej. Przedmiotem troski powinno być natomiast spowodowanie, aby w realizacji odnoœnych postanowień traktatu panowała (w miarę możliwoœci) symetria. Głównie chodzi tu o nauczanie języka polskiego i wysokoœć œrodków na ten cel przeznaczanych. Głównš przeszkodš jest jednak w tej materii nie tyle œwiadoma dyskryminacja Polaków, ile terytorialne rozproszenie polskiej ludnoœci. W tym bowiem przypadku nie jest łatwo zorganizować nauczania tak jak organizuje się szkolnictwo w języku niemieckim na OpolszczyŸnie, w gminach zamieszkiwanych w znacznej częœci przez Niemców, czy też w Niemczech na obszarach zamieszkanych przez Duńczyków, Fryzów czy Serbołużyczan. Zbyt słabe sš też organizacyjne wysiłki polskich œrodowisk. W odróżnieniu od "przedwojennego" Zwišzku Polaków w Niemczech organizacje polskie w RFN odgrywajš w życiu polskiej społecznoœci rolę niewielkš. Ich zaplecze społeczne jest wšskie. Nie jest to wyłšcznie efekt przemian kulturowych, lecz także konsekwencja heterogenicznego charakteru społecznoœci polskiej w Republice Federalnej. Nie da się też ukryć, że bliskoœć kraju czy dostęp do polskich mediów sprawiajš, że jedynie skromna częœć mieszkajšcych w Niemczech Polaków interesuje się równie licznymi co niewielkimi organizacjami polonijnymi. Największa z nich wykazuje ok. 800 - 1000 członków - tyle że na papierze. Powodem dystansowania się wobec tych stowarzyszeń jest też ich poniekšd tradycyjne skłócenie wewnętrzne i żenujšce niekiedy spory personalne. Krokiem w dobrym kierunku było powołanie w 1998 r. Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. [srodtytul]Rozporzšdzenie nieważne od 60 lat[/srodtytul] Dużo uwagi poœwięcono ostatnio sprawie hitlerowskiego "rozporzšdzenia z mocš ustawy" (zwanego niekiedy dekretem Göringa) wydanego 27 lutego 1940 r. Unieważnienia tego aktu przez władze niemieckie domagał się kilka miesięcy temu z upoważnienia polskich organizacji berliński adwokat Stefan Hambura. Trzeba jednak zauważyć, że akurat w tej kwestii opinia publiczna i władze polskie sš wprowadzane w błšd. Nieporozumieniem jest zwłaszcza doszukiwanie się zwišzku między hitlerowskim dekretem a brakiem statusu mniejszoœci narodowej dla ludnoœci polskiej w Niemczech współczesnych. Rozporzšdzenie z 1940 r. zakazywało działalnoœci polskich organizacji i zakładało ich rychłe rozwišzanie, lecz nie było w nim w ogóle mowy o pozbawieniu Polaków statusu mniejszoœci narodowej. Kryteria, jakimi zaœ się kierujš władze RFN w polityce wobec mniejszoœci narodowych i grup etnicznych, nie majš nic wspólnego z hitlerowskim rozporzšdzeniem. Nawiasem mówišc, zarówno rzšd federalny, jak i polskie MSZ słusznie stojš na stanowisku, że wspomniane rozporzšdzenie nie obowišzuje najpóŸniej od chwili utworzenia Republiki Federalnej w 1949 r., gdyż art. 123 ustawy zasadniczej (tj. konstytucji RFN) automatycznie uznaje za nieobowišzujšce wszystkie akty prawne, które stojš w sprzecznoœci z zapisami ustawy zasadniczej - a w tym przypadku zachodzi sprzecznoœć choćby z prawem do tworzenia stowarzyszeń oraz z zasadš równoœci. Innymi słowy, absurdem jest domaganie się unieważnienia rozporzšdzenia, które od ponad 60 lat jest nieważne. Natomiast zaprezentowany w ekspertyzie dla MSZ wywód prof. Jana Sandorskiego (UAM), jakoby wspomniane rozporzšdzenie było nieważne "ab initio" ("od poczštku"), jest mało przekonujšcy. Obowišzujšce obecnie normy w zakresie międzynarodowej ochrony mniejszoœci narodowych, na które powołuje się prof. Sandorski, w pełni ukształtowały się dopiero w okresie powojennym. Lata 30. oznaczały zaœ w tej dziedzinie wręcz regres w porównaniu z dekadš lat 20., a przykładem może być chociażby jednostronne wypowiedzenie przez Polskę 13 wrzeœnia 1934 r. tzw. traktatu mniejszoœciowego. Autor jest jest historykiem specjalizujšcym się w dziejach stosunków polsko-niemieckich. Pracuje w Instytucie Zachodnim w Poznaniu [srodtytul]Pisał w opiniach[/srodtytul] [b]Zdzisław Krasnodębski [/b] [i][link=http://www.rp.pl/artykul/449151.html]Niemieckie mity i uprzedzenia[/link] Celem polityki niemieckiej jest jednoczeœnie utrzymanie tożsamoœci mniejszoœci niemieckiej w Polsce i asymilacja mniejszoœci polskiej w Niemczech 18.03.2010 r.[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL