Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Biznes

Salon samochodowy premiera Tuska i wojewodów

Jako premier Waldemar Pawlak jeŸdził polonezem, jako wicepremier zdecydowanie woli mercedesy.
Fotorzepa, Piotr Janowski Piotr Janowski
Ponad 550 aut majš do dyspozycji ministrowie, parlamentarzyœci i kancelaria premiera. Sš wœród nich luksusowe limuzyny Mercedesa, BMW czy Volvo oraz hybrydowa toyota prius. Mało który resort myœli o oszczędnoœciach przy eksploatacji pojazdów
W urzędniczym parku samochodowym można znaleŸć niemal wszystkie marki dostępne na rynku, od najnowszych modeli topowych limuzyn po kilkunastoletnie, nierzadko zdezelowane auta, które w ogóle nie jeżdżš, bo koszty naprawy sš niewspółmierne do ich ceny. Wartoœć urzędniczych pojazdów wynosi od kilku do nawet 200 tysięcy złotych. Oryginalny jest z pewnoœciš minister œrodowiska, który jeŸdzi półrocznš hybrydowš toyotš prius za 103,4 tys. zł. – Taki model wybrał dla siebie poprzedni minister, niestety auto skradziono, ale odszkodowanie pozwoliło zakupić identycznš wersję – wyjaœniła Magdalena Sikorska, rzecznik resortu. – Myœlę, że ministrowi œrodowiska przystoi jeŸdzić hybrydowym autem. Pozostałe samochody, jakie ma do dyspozycji resort – w sumie dziesięć – nie sš już tak spektakularne – sš wœród nich dwa mercedesy, ale wiekowe – dziesięcio- i 11-letnie, oœmioletnie volvo i najmłodsza skoda superb.
Kancelaria Premiera dysponuje 73 pojazdami, z czego 53 to auta osobowe, reszta to ciężarowe, dostawcze, mikrobusy. Oprócz lancii, skód, volvo czy volkswagenów (jetta z 2008 roku i passata z 2003 roku) ludzie premiera mogš jeŸdzić siedmioletnimi bmw lub... dwuletnim fiatem pandš. Oczywiœcie sam szef rzšdu jest wożony limuzynami BMW będšcymi w dyspozycji Biura Ochrony Rzšdu. [srodtytul]Mercedesy Pawlaka[/srodtytul] Głównie w mercedesach gustuje za to wicepremier Waldemar Pawlak. Czasy, kiedy jako szef rzšdu jeŸdził polonezami, minęły bezpowrotnie. Teraz w resorcie gospodarki ma 17 aut, z czego dziesięć to mercedesy, cztery volvo i trzy volkswageny. Poza tym ministerstwo ma trzy mikrobusy Mercedes oraz jednš ciężarówkę tej samej marki. Wartoœć aut zamyka się w przedziale od 13 do 138,5 tys. zł. Wicepremier jest wyjštkiem, poza nim w stajniach samochodowych resortów mamy przeglšd wszelkich dostępnych marek i roczników. Jest to wynik działań na własnš rękę. Minister infrastruktury np. w ostatnich latach wycofał – sprzedał bšdŸ przekazał do dyspozycji jednostek administracji państwowej – 13 aut, dalsze dwa ma zamiar oddać w najbliższym czasie. W zamian kupuje nowe – jako jeden z nielicznych ma w swym parku tegoroczny model. Minister Aleksander Grad, szef resortu skarbu, który pierwszy zaczšł mówić o wyleasingowaniu aut i zaoszczędzeniu w ten sposób publicznych pieniędzy, dysponuje tylko dziesięcioma autami. Najmłodsze, dwuletnie, to citroen C5, poza tym ma trzyletniš hondę accord, szeœć oœmioletnich volvo S80 i 11-letniego forda transita. Urzędnicy w delegaturach Ministerstwa Skarbu jeżdżš peugotami, skodš octaviš, hondš accord i daewoo espero. Skody upodobał sobie też minister finansów Jacek Rostowski. Kierownictwo jeŸdzi modelem Superb, urzędnicy niższego szczebla octaviami, lanciami albo renault clio. W stajni resortu sš też m.in. kilkunastoletnie fordy mondeo, toyoty avensis i fiaty. Podobne mieszane parki aut można znaleŸć w pozostałych ministerstwach. W niektórych przeważajš skody, w innych volkswageny, a w jeszcze innych – jak np. resorcie obrony narodowej – ople. [srodtytul]Teren w terenówkach[/srodtytul] Największš stajniš dysponuje minister spraw zagranicznych – ma do dyspozycji 72 pojazdy najlepszych marek – mercedesy, bmw, volvo, ale ma też trzy lanosy. Osobowych mercedesów ani bmw nie majš za to na stanie ani Sejm, ani Senat. Posłowie jeżdżš głównie toyotami, peugeotami, fordami i lanciami – w sumie majš do dyspozycji 58 pojazdów, w tym autobus turystyczny. Senatorowie zaœ muszš się zadowolić 21 autami służbowymi, ale za to żaden z nich nie ma więcej niż dziesięć lat. Najmłodsza jest honda accord z 2009 roku. Jeszcze większy rozrzut, jeœli chodzi o modele aut, majš wojewodowie – np. podkarpacki oprócz skód superb dysponuje terenowym nissanem xtrial z 2007 roku, zachopdniopomorski ma na stanie cztery suzuki grand vitara z 2004 i 2008 roku, a warmińsko-mazurski jeepa commandera z 2008 roku i... poloneza trucka z 1996 roku. W sumie wojewodowie dysponujš 277 pojazdami. [srodtytul]Rzšd musi zaczšć liczyć [/srodtytul] – Te wyliczenia to jeden z wielu przykładów, że w Polsce brak profesjonalizmu w zarzšdzaniu publicznymi pieniędzmi – twierdzi prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers. – Skandalem jest, że przez 20 lat nikt nie scentralizował tak poważnych zakupów, jakim sš auta. Fakt, że urzędnicy mogš pojedynczo decydować o zakupach, tworzy pole do nadużyć. Przeglšd zaœ marek od Sasa do lasa z pewnoœciš nie przyczynia się do oszczędnoœci na obsłudze serwisowej. Ekonomista przypomina, że Brytyjczycy już za rzšdów Margaret Thatcher wyliczyli, iż taniej będzie, jeœli rzšd pozbędzie się limuzyn i zacznie korzystać z usług zewnętrznych firm. – My nigdy tego nie zrobiliœmy, a powinniœmy. Z pewnoœciš nie ma koniecznoœci utrzymywania floty liczšcej po kilkadziesišt pojazdów w każdym resorcie – uważa prof. Orłowski. – Ja oczywiœcie nie twierdzę, że minister nie ma prawa do reprezentacyjnego samochodu, ale gdyby decyzję o wyborze jednej marki dla kierownictwa resortów dokonywano centralnie, cena byłaby korzystniejsza, a koszty eksploatacji niższe. Liczenie i szukanie oszczędnoœci powoli zaczyna być konieczne. Pierwszy przymierzył się do tego wyzwania resort skarbu. – Wyliczyliœmy, że jeœli zdecydujemy się na długoterminowy wynajem floty, np. na cztery lata, to w pierwszym roku zaoszczędzimy 70 proc. kwoty, jakš musielibyœmy wydać na zakup nowych pojazdów, a potem ich eksploatację – wyjaœnia Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu. – W drugim roku będzie to 40 proc., w trzecim 28 proc., a w czwartym 12,5 proc. Wewiór zaznacza, że przy takiej umowie ministerstwo będzie ponosiło jedynie koszty zakupu paliwa. – Nie ma potrzeby, abyœmy my musieli się zajmować przeglšdami technicznymi czy wymianš opon. Skoro biznes uznał już dawno, że taka forma jest korzystniejsza, to dlaczego urzšd miałby tego nie zrobić – uważa Wewiór. O centralnej agencji zakupowej jest też mowa w planie reform Tuska. Na razie jednak nie ma decyzji, kiedy miałaby zostać powołana, dlatego Magdalena Sikorska z resortu œrodowiska zapowiada, że jej ministerstwo samo sprawdzi możliwoœci oszczędnoœci na kosztach eksploatacji aut. Pozostali ministrowie w limuzynach milczš. [ramka][srodtytul]Tomasz Michalik, partner firmy doradztwa podatkowego MDDP[/srodtytul] To aż nieprawdopodobne, aby organ państwa nie dysponował zcentralizowanym systemem zakupów. Absurdem jest, aby każdy z urzędów indywidualnie realizował transakcje. Wspólna platforma umożliwiłaby obniżenie kosztów eksploatacji floty i pozwoliła uzyskać znacznie niższš cenę w przetargach. Poza tym wyeliminowałaby takie przypadki, kiedy to wojewoda nizinnego województwa jeŸdzi terenówkš. To przecież nie sš samochody reprezentacyjne. Myœlę też, że należałoby rozważyć, komu tak naprawdę powinien przysługiwać samochód służbowy. O ile minister ważnego resortu musiałby mieć zagwarantowany komfort podróżowania sprawdzonym pod względem podsłuchów autem z zaufanym kierowcš, o tyle zwykłemu urzędnikowi służbowy samochód chyba nie jest do niczego potrzebny. Można też pomyœleć o korzystaniu z usług zewnętrznej firmy dysponujšcej własnš flotš. Outsourcing należałoby oczywiœcie rozszerzyć także na inne dziedziny, chociażby informatykę.[/ramka] [ramka][srodtytul]Włosi kochajš służbowe auta[/srodtytul] Najliczniejszy park samochodowy majš do dyspozycji włoscy urzędnicy. Stowarzyszenie włoskich podatników „Il contribuente” wyliczyło, że przedstawiciele rzšdu i niższych szczebli władz jeżdżš 626 tys. pojazdów. Takim wynikiem przebijajš nawet Amerykanów. Gdyby wszystkie samochody, administracji publicznej wszystkich szczebli wyjechały w tym samym czasie na autostradę, zajęłyby wszystkie pasma Autostrady Słońca na odcinku Rzym – Mediolan w obu kierunkach. A odległoœć między tymi miastami wynosi 567 kilometrów. „Niebieskie samochody”, jak się je tam nazywa, stanowiš połowę pojazdów poruszajšcych się po ulicach Mediolanu. Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych takich aut jest tylko 72 tys., we Francji 61 tys., a w Niemczech 55 tys. Włosi chcieli w 1991 roku ograniczyć liczbę urzędników korzystajšcych z motoryzacyjnego przywileju do ministrów, podsekretarzy i dyrektorów generalnych. Nie udało się. [i]—eg[/i][/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL