Beatyfikacja Jana Pawła II
Gorączka majowej beatyfikacji
Pielgrzymów przyjeżdżających do Rzymu czeka wyścig po miejsce na placu św. Piotra, nocne czuwanie albo tłok w kolejce do metra
Organizatorzy pielgrzymek na uroczystość beatyfikacji Jana Pawła II oferują liczne dodatkowe atrakcje, ale źle ułożony program może oznaczać, że najważniejszy jej punkt – uroczystości 1 maja na placu św. Piotra w Rzymie – będzie można obejrzeć najwyżej na telebimie.
Wszyscy powariowali
Kiedy ogłoszono termin beatyfikacji, Maja Kucharczyk, wrocławska pilotka wycieczek, do wieczora nie odkładała słuchawki.
– Telefon był gorący, dzwoniły do mnie biura z całej Polski, nawet te, którym kilka lat temu wysyłałam propozycje współpracy i dotąd milczały – opowiada.
Beatyfikacyjnej gorączki doświadczyło wielu pilotów wycieczek, bo biura turystyczne natychmiast zwietrzyły szansę nadzwyczajnych zarobków. Te, które miały zaplanowane wyprawy na długi weekend do Rzymu, natychmiast przerabiały programy wycieczek.
Tak jak rzeszowski Guliwer. – Nie organizowaliśmy dodatkowego autokaru.
Zmodyfikowaliśmy jedynie ofertę – mówi Anna Królikiewicz-Trawka. – Od beatyfikacji rozpoczynamy nasz program.
Wiceprezes krakowskiego biura Orlando Travel Paweł Wolnicki monitoruje beatyfikacyjne oferty biur podróży. Niektóre wprawiają go w zdumienie: – Jeśli widzę w programie, że 1 maja pielgrzymi będą jechać do Rzymu z miejscowości odległych nawet 250 km od miasta, to im współczuję.
Zdecydowana większość organizatorów zapewnia nocleg "w okolicach Wiecznego Miasta". Te okolice to zwykle miejscowości odległe od Rzymu od kilkudziesięciu do ponad stu kilometrów.
– W normalnych warunkach przejazd stamtąd do końcowych stacji metra trwa ok. półtorej godziny – mówi Maja Kucharczyk. – Do tego trzeba doliczyć przynajmniej pół godziny na przedostanie się metrem do Watykanu. By dostać się na plac przed 8 rano np. z Fiuggi, oddalonego ok. 70 km, trzeba będzie wyruszyć najpóźniej ok. 4.
Zwykle przed papieską audiencją generalną na wejście na plac św. Piotra trzeba czekać nawet 40 minut (uroczystości mają się zacząć o godz. 10). Procedury przypominają te na lotnisku. Są bramki z wykrywaczami metali (będą otwarte od 5.30 do 8), a bagaż jest prześwietlany, by wykryć ostre narzędzia.
Według pilotki ogromne problemy mogą się zacząć już na końcowej stacji metra Ananigna, skąd startuje większość polskich wycieczek.
– Banalna sprawa: kupno biletów na metro, może zająć w pierwszomajowy poranek nawet godzinę – zauważa Kucharczyk. – Na szczęście to niedziela, więc metro może być zapełnione wyłącznie polskimi pielgrzymami.
Żelazne punkty i żelazne zdrowie
Na placu o wymiarach 150 na 200 m zmieści się – według szacunków – nie więcej niż 150 tys. osób, a władze Rzymu na majowy weekend spodziewają się nawet 2 mln turystów z całego świata.
Dlatego, jak mówi Wolnicki, nikt rozsądny nie może dać gwarancji, że uczestnicy wyjazdu znajdą miejsce na placu św. Piotra.
Wiele biur zamiast noclegu pod miastem planuje przed uroczystością nocne czuwanie na Circus Maximus, placu odległym o kilka kilometrów od Watykanu. – Nocne czuwanie doskonale się sprawdziło podczas pogrzebu Jana Pawła II – twierdzą przedstawiciele firm.
I nawet ci, którzy planują takie spędzenie nocy, ułożyli pielgrzymom program, w którym po uroczystościach (potrwają przynajmniej do południa) planuje się przejazd na nocleg w okolice Padwy, Asyżu, Rimini – kilkaset kilometrów od Rzymu.
A przed nim – zwiedzanie miasta według standardowego programu: Hiszpańskie Schody, Piazza Navona, fontanna di Trevi, Koloseum, Kapitol, Forum Romanum, Panteon. Inne proponują swoiste przedłużenie uroczystości i wejście do kościołów św. Jana na Lateranie i św. Pawła za Murami.
– To żelazne punkty programu, w zwykły majowy weekend gęsto tam od turystów – zauważa Krzysztof, pilot wycieczek z Warszawy. – Biura chcą za wszelką cenę uatrakcyjnić wyjazdy, ale teraz zafundują pielgrzymom prawdziwą drogę krzyżową. Dwie trzecie tych polskich grup nawet nie zbliży się na Lateranie do Świętych Schodów.
Sporo biur zastrzega, że program może zostać zmieniony zależnie od sytuacji w mieście. – W ogóle nie zaplanowaliśmy zwiedzania Rzymu tuż po beatyfikacji, to nierealne – twierdzi Anna Królikiewicz-Trawka. – Robimy to następnego dnia.








