Rozmowa "Rz"
Estonia nie bardzo boi się Rosji
Jesteśmy pewni, że NATO nas obroni – mówi premier Estonii Andrus Ansip
Rz: Trzy lata temu Estonia usunęła z centrum Tallina pomnik radzieckiego żołnierza. Rosja natychmiast odpowiedziała cyberwojną. Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Czy Rosja nadal stanowi zagrożenie dla Estonii?
Andrus Ansip: Nie można powiedzieć, że to była cyberwojna. Estonia stała się celem cyberataku ze strony Rosji, ale skutecznie go odparła. Dzięki naprawdę dobrej współpracy informatyków z kilku krajów skutecznie ochroniliśmy estońską cyberprzestrzeń. Czy Rosja jest dziś dla nas groźna? Nie. To nie jest tak, że Estończycy żyją w ciągłym poczuciu zagrożenia ze strony Rosji i codziennie o tym myślą. Estonia jest członkiem UE i NATO. Chcemy żyć naszym życiem. W chwili obecnej czujemy się dość bezpieczni.
Dlaczego zatem państwa bałtyckie protestowały w ostatnich dniach przeciwko temu, by Francja sprzedała do Rosji okręty wojenne klasy Mistral?
Estonia nie protestowała. Sami nawet mamy system obronny Mistral, który też został kupiony we Francji. Okręty klasy Mistral nie mają znaku wzmocnień lodowych (tzw. okręty klasy lodowej przystosowane do żeglugi po morzach pokrytych lodem – przyp. red.). Rosja ma już większe lotniskowce, więc sytuacja za bardzo się nie zmieni.
Protestowały ministerstwa obrony Litwy i Łotwy.
Tego nie wiem. Ale faktem jest, że od 8 sierpnia 2008 roku musimy być bardziej czujni niż wcześniej. Tego dnia, gdy Rosja, używając sił zbrojnych, najechała na Gruzję, świat się zmienił. Jeden kraj najechał na swojego suwerennego sąsiada, a my znaleźliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości. Ale nie tylko my, sąsiedzi Rosji. Wszystkie kraje na świecie.
Czyli zagrożenie jednak jest.
Owszem, powinniśmy być bardziej ostrożni. Ale nie jest to wielkim zmartwieniem Estonii. My nie bardzo boimy się Rosji. Wierzymy w NATO, a także w jego piąty artykuł, który mówi o zbiorowej obronie. Działamy razem z naszymi sojusznikami na różnych misjach. Oczywiście Estonia oczekuje, że w razie potrzeby inne państwa NATO nam pomogą. Ale naprawdę nie wierzę, by taka pomoc dla naszego kraju była potrzebna.
W styczniu brytyjski „Economist” napisał, że dopiero teraz NATO opracowało plany obronne dla państw bałtyckich i zrobiło to dzięki Polsce, która wywierała na niego największą presję. Wcześniej – jak sugeruje – nie było takiej potrzeby, bo Rosja jest przyjacielskim sojusznikiem. Czy Estonia odczuwała, że NATO zaniedbuje państwa bałtyckie?
Nikt w Estonii nie ma wątpliwości, że NATO nas poprze, jeżeli takie wsparcie rzeczywiście będzie potrzebne. Państwa członkowskie sojuszu rotacyjnie chronią przestrzeń powietrzną państw bałtyckich (nie mają nowoczesnych sił powietrznych – przyp. red.) i tu bardzo chciałbym podziękować Polsce, której samoloty będą nas chronić po raz trzeci. Wsparcie Polski – w ramach współpracy w NATO czy UE – było dla nas bardzo duże. Polacy rozumieją to, co czujemy. Nie trzeba używać słów.
Czy z estońskiej perspektywy Zachód rozumie państwa bałtyckie?
Tak sobie. Estończycy wciąż pamiętają skutki okupacji. Radzieckie wojska opuściły nasz kraj w 1994 roku. Oczywiście z powodów historycznych jesteśmy bardziej wyczuleni na sprawy bezpieczeństwa niż młodzi ludzie w innych krajach UE.
Może UE powinna prowadzić wobec Rosji ostrzejszą politykę?
Dlaczego ostrzejszą? My chcemy współpracować ze wszystkimi partnerami, również z Rosją, a współpraca powinna być korzystna dla obu stron. Partnerstwo Wschodnie jest dla UE bardzo ważne, ale współpraca z Rosją też.
A Rosja bez przerwy bije na alarm, że rosyjska mniejszość w krajach bałtyckich jest dyskryminowana i np. nie może uzyskać obywatelstwa tych krajów.
Proszę nie zwracać uwagi na tę propagandę. Wszystkie międzynarodowe instytucje mówią wyraźnie, że Estonia nie łamie praw mniejszości narodowych i spełnia międzynarodowe standardy z nimi związane. Nie chcę być wciągany w tę propagandę. Fakty są takie, że w 1992 roku osoby bez obywatelstwa stanowiły 32 procent społeczeństwa, a teraz jest ich 8 procent. To całkiem niezły wynik. Oczywiście najwięcej jest mówiących po rosyjsku, ale są też osoby pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego, a jeden procent stanowią nawet Finowie.













