Publicystyka
Dobry komunista dzieli salon
Książka Domosławskiego o Kapuścińskim ujawniła napięcie między "salonem starym" z Czerskiej a "salonem młodych" z Nowego Wspaniałego Świata
Większość sporów o opublikowanie biografii Ryszarda Kapuścińskiego omija to, co wydaje się istotą sprawy. Toczą się one wokół kwestii drugorzędnych, takich jak ujawnienie faktu, że pisarz w znacznym stopniu zmyślił i zmitologizował swoją biografię. Jako człowiek kształcony swego czasu na literaturoznawcę ręczę, że trudno w ogóle znaleźć pisarza, który w ten czy inny sposób nie kreował swego fałszywego wizerunku. Trudno też o takiego, który prywatnie byłby dobrym mężem, rodzicem czy przyjacielem. A jeśli, to znajdziemy ich raczej wśród mniej wybitnych.
Odpowiedź na pytanie, czy biograf ma prawo demaskować mitotwórcze zabiegi swego bohatera, pisać o jego romansach czy chorobliwych reakcjach na choćby najdelikatniejszą krytykę, jest więc zbyt oczywista, by być wartą kłótni.
Groteskowe głosy
Więcej jednak kontrowersji niż obnażenie życia osobistego pisarza wzbudziła otwartość, z jaką pisze Domosławski o, ujmijmy to, życzliwych stosunkach Kapuścińskiego z komunistycznymi władzami i służbami specjalnymi Peerelu. Nestorom "wspólnoty ludzi przyzwoitych" (jak skromnie zdefiniował ją Michnik) skojarzyło się to z wściekle przez nią zwalczanym "grzebaniem w ubeckim szambie", zareagowali więc według wyuczonego wzorca: książka jest obrzydliwym paszkwilem, autor hieną, nie wezmę tego paskudztwa do ręki etc.Tym razem jednak głosy te zabrzmiały groteskowo. Autora biografii trudno bowiem zmieszać z błotem jako prawicowca czy "oszalałego lustratora". Domosławski nie tylko pozostaje jednym z opiniotwórczych piór "Gazety Wyborczej", ale też jest znany ze swych lewicowych przekonań i antyglobalistycznego zaangażowania. Dyskurs wykluczania, stosowany przez salon na przykład wobec Zyzaka, słabo się go ima. Otwarcie wyraził to Piotr Bratkowski (dziś "Newsweek", ongiś "Wyborcza"), wzdychając, "o ileż byłoby prościej", gdyby za książką stał "inkwizytorski lustrator".
Fakt, że tym razem bezlitośnie "zlustrował" ważną dla salonu postać człowiek z samego salonu, na dodatek, jak środowiskowa wieść niesie, łamiąc obowiązujące tam niepisane reguły hierarchii (m.in. do samej publikacji ukrywał, co napisał, gdy wypadało jeszcze w maszynopisie pokazać książkę naczelnemu z prośbą o życzliwe uwagi), wywołał z kolei swoistą schadenfreude wśród wrogów michnikowszczyzny.
Nie będę udawał, że sam jestem od niej zupełnie wolny. Ale satysfakcja z tego powodu, że zgodny dotąd chór wyraźnie się pogubił, nie powinna przysłaniać faktu, iż opinie wzywające do natychmiastowego relegowania zdrajcy z salonu, choć padły z ust tak niekwestionowanych dotąd arbitrów elegancji jak Władysław Bartoszewski, zostały zignorowane.
Być może, jak chcą niektórzy, środowisko "Wyborczej" robi tylko dobrą minę do złej gry, a dyskusją na łamach maskuje oczekiwanie na powrót z zagranicy i wyrok Adama Michnika. Tak czy owak, Domosławski nie został z hukiem wyrzucony z pracy, jak kiedyś Graczyk, i raczej mu to już nie grozi, skoro część zespołu publicznie opowiedziała się po jego stronie.
Czerwona Akcja
Trudno uwierzyć, by środowiskowy spór naprawdę dotyczył prawa do odbrązawiania uznanych wielkości – gdy szło np. o Wałęsę, nikt w towarzystwie nie miał wszak żadnych wątpliwości. W istocie książka Domosławskiego ujawniła narastające już od pewnego czasu napięcie między, nazwijmy to, salonem starym a młodym.Napięcie to wynika z innych sposobów myślenia. Salon stary, ten, którego głosem stali się w krytyce książki Bartoszewski czy Bratkowski, cechuje swoisty, schizofreniczny stosunek do PRL. Ponieważ głównych wrogów widzi on tradycyjnie w "pogrobowcach endeckiego ciemnogrodu", a tych z kolei widzi w antykomunistach, więc gdy na przykład ktoś zrobi film o podłościach Jaruzelskiego czy Kiszczaka, żywiołowo ich broni.
Jednocześnie ich piedestały wzniesiono na tym, że walczyli z komunizmem, nie przejdzie im więc przez gardła chwalić PRL i komunę wprost. Dlatego zmuszeni są do ciągłych intelektualnych wygibasów i szafowania tabu, szczególnie w odniesieniu do biografii.













