"Rzeczpospolita" ustaliła
Polska na dywanik za Tysiąc
Dziś do resortu zdrowia ma trafić list rzecznika praw obywatelskich, który zwraca uwagę, że Polska nie wypełniła zaleceń Trybunału Praw Człowieka
Wyrok Trybunału w sprawie Alicji Tysiąc zapadł w 2007 r. Polska musiała zapłacić 39 tys. euro za uniemożliwienie jej odwołania się od decyzji lekarzy, którzy odmówili prawa do aborcji. Zgodnie z polskimi przepisami, gdy urodzenie dziecka może zagrażać zdrowiu matki, można legalnie dokonać aborcji (Tysiąc argumentowała, że ma poważną wadę wzroku).
W wyroku Trybunał podkreślił, że w Polsce nie istnieje mechanizm pozwalający na odwołanie się od orzeczeń lekarskich (to z ich powodu Tysiąc nie mogła dokonać aborcji). „Tym samym nałożony został na państwo polskie obowiązek wprowadzenia rozwiązań prawnych, które usuną niezgodność polskiego prawa z Europejską Konwencją Praw Człowieka” – pisze do Ministerstwa Zdrowia rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski.
Między 2 a 4 marca sprawą zajmie się Komitet Ministrów Rady Europy. Będzie sprawdzał, czy w Polsce powstał system odwołań od opinii lekarzy. Wiadomo jednak, że odpowiednich rozwiązań, mimo upływu trzech lat od wyroku, nadal nie ma.
Jak polskie władze zamierzają rozwiązać problem? Ustawa o rzeczniku praw pacjenta mówi, że przy tej instytucji powstaną komisje lekarskie, do których pacjent będzie się mógł odwoływać od diagnozy medycznej, z którą się nie zgadza. – Komisje jeszcze nie zostały powołane. Ministerstwo Zdrowia pracuje nad rozporządzeniem. W ostatni piątek pracowało nad nim Rządowe Centrum Legislacji – tłumaczy Krystyna Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta.
Dopiero gdy rozporządzenie zostanie wydane, komisje będą mogły powstać. – Jesteśmy gotowi, mamy listy kandydatów do komisji. Oczywiście, trzeba będzie je uaktualnić – zaznacza Kozłowska.
RPO ma jednak wątpliwości. Podkreśla, że według projektu do komisji może się zwrócić tylko pacjent lub jego pełnomocnik. Bliscy takiego prawa nie mają. Wytyka, że lekarze z komisji będą opierać się głównie na już zgromadzonej przez pacjenta dokumentacji, chociaż w takich sprawach nie ma gwarancji, że wykonane badania były rzetelne. „Cała odpowiedzialność zostaje przerzucona na pacjenta” – pisze Kochanowski.
Kozłowska tłumaczy, że projekt jest zmieniany. Najwięcej uwag miały środowiska kobiece. Twierdziły, że w sprawach takich jak Tysiąc największym problemem będzie termin rozpatrywania spraw, sięgający 30 dni. – W projekcie jest teraz zapisane, że w takich sytuacjach odwołania od opinii lekarzy będą rozpatrywane niezwłocznie – mówi Kozłowska.













