Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kraj

Szybki wycišg Sobiesiaka

Zieleniec. Wycišgi narciarskie należšce do firmy Winterpol, której właœcicielem jest Ryszard Sobiesiak
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Przychylni urzędnicy, samowola budowlana, znajomi politycy – tak bohater afery hazardowej tworzył biznes
Firma Ryszarda Sobiesiaka, wrocławskiego biznesmena, bohatera afery hazardowej, ma dziœ jeden z najnowoczeœniejszych wycišgów narciarskich w kraju. Jak ujawnia „Rz”, inwestycja w Zieleńcu (koło Dusznik-Zdroju) cieszyła się niespotykanš przychylnoœciš urzędników: od burmistrza przez regionalnych przedstawicieli lasów, Dyrekcję Generalnš Lasów Państwowych, aż po Ministerstwo Œrodowiska. To nie wszystko. Choć skomplikowane procedury urzędowe, które zwykle trwajš miesišcami, odbywały się błyskawicznie, Winterpol nawet na to nie czekał. Biznesmen uzyskał formalne prawo do ubiegania się o pozwolenie na budowę dopiero w marcu 2009 r. A wycišg z podgrzewanymi kanapami kręcił się w najlepsze już od Wigilii Bożego Narodzenia. Jak to możliwe?
[srodtytul]Chlebowski i leœnik wspierajšcy PO[/srodtytul] Z informacji zebranych przez „Rz” wynika, że losem inwestycji spółki Ryszarda Sobiesiaka interesował się osobiœcie ówczesny szef Klubu PO Zbigniew Chlebowski. Według naszych ustaleń kontaktował się w tej sprawie z wysokimi urzędnikami Lasów Państwowych. Polityk, który stracił funkcję w wyniku afery hazardowej, o swojej roli przy inwestycji Sobiesiaka mówić dziœ nie chce. – Nie udzielam żadnych informacji do czasu stawienia się przed komisjš œledczš – odpowiedział „Rz” Chlebowski. Najważniejszš rolę w lobbingu dla Sobiesiaka odegrał jednak wpływowy urzędnik Lasów Państwowych, który w 2009 r. został skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwa na szkodę tej instytucji. To zaufany człowiek Sobiesiaka – Bolesław Bdzikot, który 3 paŸdziernika 2007 r. jako przewodniczšcy Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Œrodowiska i Leœnictwa NSZZ „Solidarnoœć” podpisał z liderem Platformy Donaldem Tuskiem przedwyborcze porozumienie o współpracy w utrwalaniu narodowego charakteru lasów. Leœnicy byli jedynš strukturš „S”, która udzieliła tak jednoznacznego poparcia PO. Wygrana tej partii nie mogła jednak wywindować go na znaczšce stanowisko w Lasach Państwowych, był już wtedy oskarżony o działania na szkodę nadleœnictwa Oława i niedozwolone udzielanie zamówień firmom budowlanym z wolnej ręki. Ale kluczowe dla interesów Sobiesiaka w Zieleńcu stanowiska objęli zwišzkowcy z „S”: Marian Pigan (który ze œredniego szczebla kierowniczego awansował na dyrektora generalnego Lasów Państwowych) i Wojciech Adamczak (wczeœniej leœniczy, a obecnie regionalny dyrektor lasów we Wrocławiu). – Obaj od dawna œciœle współpracowali z Bolesławem Bdzikotem – mówi nasz informator. – Więc pracownicy wrocławskiej RDLP nie byli zdziwieni, gdy sam Bdzikot objšł posadę p. o. naczelnika kadr we Wrocławiu. [srodtytul]Kolejka ma pod górę[/srodtytul] Sobiesiak, który w Zieleńcu ma luksusowy kompleks spa Szarotka, sieć wycišgów narciarskich, już w 2007 r. myœlał o wybudowaniu kolei krzesełkowej z szeœcioosobowš kanapš. Górna stacja miała powstać tuż przy granicy z Czechami, bo w Zieleńcu, gdzie stoki sš krótkie, każdy metr trasy ma duże znaczenie. 15 marca 2007 r. Winterpol zwrócił się o opinię, czy na gruntach należšcych do Lasów Państwowych, w obrębie Parku Krajobrazowego Gór Bystrzyckich i Orlickich i obszarze Natura 2000, może jš postawić. OdpowiedŸ nadleœniczego była zniechęcajšca – to możliwe, ale by wyłšczyć trwale grunt z produkcji leœnej (a roœnie na nim 2,5 ha lasu œwierkowego, wiek drzew sięga nawet 150 lat), burmistrz Dusznik-Zdroju musiałby uzyskać zgodę Ministerstwa Œrodowiska i dokonać zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. W dodatku sama zgoda ministerstwa nic jeszcze dla inwestora nie oznacza. Formalnš decyzję, po zmianie planu zagospodarowania, musiałaby wydać jeszcze Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych we Wrocławiu. Dopiero wówczas Winterpol mógłby zaczšć starać się o pozwolenie na budowę. – Decyzja o wylesieniu w takim miejscu miała tylko teoretyczne szanse powodzenia – twierdzi proszšcy o anonimowoœć człowiek zwišzany z poprzednim kierownictwem wrocławskiej RLDP. Wnioski opiniowane w przypadkach gruntów o statusie lasu ochronnego pozytywnie dotyczyły takich inwestycji jak: kopalnie, wodocišgi, drogi czy linie energetyczne. Zwykle leœnicy negocjowali też z inwestorem mniejsze wyłšczenie terenów zalesionych. – Dlatego Sobiesiak przystšpił do działania dopiero wiosnš 2008 r., gdy w regionalnej i generalnej dyrekcji nastšpiły zmiany na najważniejszych fotelach, które zajęli koledzy Bolesława Bdzikota – mówi nasz informator. [srodtytul]Wielkie przyspieszenie[/srodtytul] Pod koniec marca 2008 r. Winterpol zwrócił się w sprawie inwestycji do Urzędu Miasta Duszniki-Zdrój. W czerwcu nadleœniczy pozytywnie zaopiniował wniosek burmistrza Dusznik-Zdroju, Grzegorza Œredzińskiego dotyczšcy wylesienia. Wniosek błyskawicznie trafił potem do wrocławskiego RLDP (opinia pozytywna), a stšd do Ministerstwa Œrodowiska. Był koniec sierpnia. Minister albo upoważniony przez niego dyrektor generalny lasów zgodę na wyłšczenie gruntu z produkcji leœnej zwykle wydaje po pół roku. Decyzja dotyczšca spółki Sobiesiaka została podpisana w Warszawie 23 wrzeœnia. Rada miejska Dusznik uchwaliła nowy plan zagospodarowania niecały tydzień po decyzji resortu. Dla firmy Sobiesiaka wszystko układa się korzystnie i to w ekspresowym tempie. Mimo to, Winterpol nawet nie czeka na wszystkie formalnoœci. Przed ministerialnš zgodš narusza teren lasów. Tuż po niej karczuje las i wylewa fundamenty. Pierwsze naruszenie własnoœci Lasów Państwowych 5 wrzeœnia 2008 r. odkrył pracownik nadleœnictwa Zdroje. RDLP we Wrocławiu zostało o tym poinformowane pisemnie przez nadleœniczego 17 wrzeœnia. Ale regionalna dyrekcja nie zawiadamia prokuratury o wykarczowaniu lasu w obrębie chronionego krajobrazu, nie informuje też powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o samowoli Winterpolu na państwowej ziemi. Zamiast tego nadleœniczy Kazimierz Widuch i wiceburmistrz Dusznik Edward Kondratiuk spotykajš się z przedstawicielami Winterpolu i ostrzegajš firmę Sobiesiaka o konsekwencjach samowoli oraz wzywajš do powstrzymania się z jakimikolwiek działaniami do czasu formalnego wylesienia gruntów. Dlaczego reakcja była tylko taka? Anna Malinowska, rzecznik Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, wyjaœnia, że naruszenie terenu lasów na poczštku wrzeœnia było nieznaczne, a Winterpol tłumaczył, że nieœwiadomie œcišł kilka drzew. Miał też pozwolenie na budowę (inwestycję podzielono na dwa etapy – pierwszy powstawał na gruncie osoby prywatnej), a Lasy wyliczyły wartoœć szkody na niecałe 600 zł. 19 listopada 2008 r. RLDP przeprowadza na stoku wizję terenowš i odkrywa, że naruszenia sš znacznie większe: wycięto niemal pół hektara lasu, wylano kolejne fundamenty pod słupy wycišgu i zbudowano około 400 mkw. górnej stacji. „Działania podjęto w okresie od 1 do 13 listopada (kumulacja œwišt, dni wolnych od pracy) (…) zastosowany został element zaskoczenia” – czytamy w informacji nadleœnictwa dla regionalnej dyrekcji lasów. To już poważne naruszenie prawa: kodeks karny w rozdziale o przestępstwach przeciwko œrodowisku stwierdza, że kto powoduje zniszczenie w œwiecie roœlinnym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolnoœci nawet do lat pięciu. – Gdybym wiedział o tych faktach, Winterpol w ogóle nie miałby prawa do uzyskania pozwolenia na budowę – mówi „Rz” Piotr Zwierzyński, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Kłodzku. Ale wrocławska regionalna dyrekcja lasów po raz kolejny ani nie zawiadamia prokuratury, ani inspektora. – Dochowano wszelkiej starannoœci, aby przeprowadzić sprawę zgodnie z obowišzujšcymi nas procedurami – wyjaœnia Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych, oceniajšc tę sprawę. RDLP nakazała nadleœniczemu zawarcie z Winterpolem „porozumienia w sprawie ustalenia warunków bezumownego korzystania z gruntów leœnych” i zadowoliła się naliczeniem dwukrotnej należnoœci za samowolne wyłšczenie z produkcji gruntów leœnych w kwocie 220 tys. zł i 4,5 tys. zł kary za nielegalny wyršb lasu. Tyle Ryszarda Sobiesiaka kosztowało ekspresowe uruchomienie wycišgu za 15 mln zł. A w tym sezonie ustawiały się do niego kolejki. Wycišg może obsłużyć 2,5 tys. narciarzy na godzinę. Więc przy ostrożnych szacunkach można założyć, że w godzinę przynosi 20 – 30 tys. zł przychodu. Wysokoœć kary mógłby więc wykręcić w cišgu zaledwie dziesięciu godzin. Ale do wczoraj Winterpol zapłacił Lasom Państwowym jedynie 11 tys. zł. Po pytaniach od „Rz” Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych zapowiedziała kompleksowš kontrolę wrocławskiego oddziału. Wštpliwe, by firma Sobiesiaka osišgnęła swój cel tak łatwo bez pomocy Bolesława Bdzikota. Według naszych informatorów działał jak nieformalny przedstawiciel Winterpolu w RDLP. JeŸdził do nadleœnictwa Zdroje, rozmawiał z nadleœniczym o inwestycji. Podobnie było we wrocławskiej dyrekcji. Wielokrotnie wypytywał pracowników o postępy w pracy nad sprawš spółki Sobiesiaka, mimo że jako p. o. szefa kadr pracowników RDLP nie miał do tego żadnych służbowych upoważnień. – Nie robiłem tego jako pracownik Lasów, ale jako wieloletni znajomy Ryszarda Sobiesiaka, z którym mamy wspólny mianownik: w przeszłoœci obaj zajmowaliœmy się sportem – mówi „Rz” Bolesław Bdzikot. Jesieniš 2008 r., gdy ważyły się losy inwestycji Winterpolu, częstym goœciem wrocławskiej RDLP bywał sam Ryszard Sobiesiak. [srodtytul]Oszukane starostwo[/srodtytul] Formalnš decyzję o wylesieniu gruntów Winterpol otrzymał od RLDP w marcu 2009 r. Wówczas zawarł umowę dzierżawy i dopiero od tego momentu mógł ubiegać się w starostwie kłodzkim o pozwolenie na budowę wycišgu. Tymczasem pozwolenie na budowę firma Sobiesiaka dostała już 14 paŸdziernika 2008 r. Jak to możliwe, skoro w dodatku prawo budowlane zakazuje wręcz wydania takiego dokumentu inwestorowi, który rozpocznie roboty wczeœniej? Zdziwione tym były Lasy Państwowe, które dopiero w listopadzie (po odkryciu drugiej samowoli) nakazały nadleœnictwu zawarcie porozumienia z Winterpolem. – Nasze wštpliwoœci budził fakt wydania takiej decyzji przed wyłšczeniem gruntów z produkcji, co stoi w sprzecznoœci z przepisami prawa budowlanego – przyznaje Anna Malinowska. – Na zadane staroœcie zapytanie w tym względzie otrzymano niejednoznacznš odpowiedŸ. Edyta Kropielnicka, rzeczniczka Starostwa Powiatowego w Kłodzku, tłumaczy, że urzšd nie miał pojęcia o samowoli budowlanej, a inwestor złożył wszystkie wymagane dokumenty, w tym oœwiadczenie o prawie do dysponowania nieruchomoœciš. Starostwo nie sprawdzało więc, czy Winterpol może budować na gruntach Lasów Państwowych. – Inwestor składa oœwiadczenie œwiadomy odpowiedzialnoœci karnej za podanie nieprawdy, zgodnie z art. 233 kodeksu karnego – zaznacza Kropielnicka. Za składanie fałszywych oœwiadczeń grozi do trzech lat więzienia. Rzeczniczka starostwa twierdzi, że urzšd nie zamierza jednak podejmować jakichkolwiek kroków w tej sprawie. – To nie jest organ do œcigania tego typu przestępstw – uważa Kropielnicka. Dlaczego Winterpol poœwiadczył, że ma prawo do gruntu, które uzyskał kilka miesięcy póŸniej? Chcieliœmy spytać o to wiceprezesa spółki Józefa Kamińskiego. – Panie dyrektorze, „Rzeczpospolita” chce z panem rozmawiać – usłyszeliœmy w słuchawce telefonu. A po chwili: – Pana Kamińskiego nie ma, proszę może za godzinę... Po godzinie: – Proszę może telefon zostawić do siebie... [srodtytul]Ominięci Czesi[/srodtytul] Sprawa wycišgu odbiła się w ubiegłym roku szerokim echem w czeskich mediach. Tamtejsi ekolodzy i pracownicy Narodowego Rezerwatu Przyrody Bukacka, leżšcego po czeskiej stronie granicy, zaalarmowali swe Ministerstwo Œrodowiska, że korzystajšcy z wycišgu Winterpolu turyœci niszczš rzadkie okazy roœlin, wydeptujšc œcieżki do Masarykowej Chaty, schroniska po czeskiej stronie. Czeskie ministerstwo zażšdało od swego polskiego odpowiednika wyjaœnień, dlaczego nie dokonano tzw. uzgodnień transgranicznych, sytuujšc wycišg, przewożšcy 2,5 tys. turystów na godzinę kilka metrów od granicy. „Rz” zapytała burmistrza Dusznik-Zdroju Grzegorza Œredzińskiego, dlaczego uznał, że Czesi nie powinni być poinformowani o inwestycji. Z odpowiedzi od urzędu miasta, jakš dostaliœmy po wielokrotnych monitach, wynika, że o decyzji burmistrza przesšdził raport o oddziaływaniu na œrodowisko. Raport sporzšdzony został na zlecenie Winterpolu. Czesi uznali, że polskie urzędy, wydajšce pozwolenie budowlane, opierały się na niedokładnej i niepełnej dokumentacji. Uważajš, że gdyby raport sporzšdzony został rzetelnie, mieliby prawo zgłosić swoje uwagi. A to dla firmy Sobiesiaka oznaczałoby zwolnienie ekspresowego tempa pozwoleń na inwestycję, które uzyskiwała od polskich urzędników. Teraz wycišg działa, a Czesi zadowolili się działaniami naprawczymi: Winterpol ma zainstalować tablice informacyjne i oznakować trasy dojœć do czeskich szlaków. Firma Sobiesiaka ma wykonać ekspertyzę wpływu oœwietlenia i hałasu górnej stacji wycišgu na faunę. Burmistrz, mimo awantury z Czechami i koniecznoœci sporzšdzenia nowego raportu, wcišż upiera się, że negatywnego oddziaływania na czeski rezerwat nie ma. I zrzuca odpowiedzialnoœć na wojewódzkiego konserwatora przyrody i inspektorów ochrony œrodowiska z województwa, którzy nie zakwestionowali raportu Winterpolu. – To kompletnie inne postępowanie, a burmistrz w ogóle nie zwracał się do nas z proœbš o takš opinię – twierdzš tymczasem Edward Biały, ówczesny dyrektor Wydziału Œrodowiska DUW, i Halina Liberacka, wojewódzki konserwator przyrody. – My natomiast nie mieliœmy prawa wydać mu takiego polecenia. Czy wybudowany z naruszeniem przepisów i procedur wycišg trzeba będzie rozebrać? – Raczej nie – twierdzi Piotr Zwierzyński, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego z Kłodzka. – Jeœli obiekt powstał w wyniku zakwestionowanej decyzji, to obecnie przeprowadza się postępowanie legalizacyjne. Według dziennika „Polska”, wœród œciœle tajnych dokumentów, dostarczonych œledczej komisji hazardowej przez CBA, znajdujš się stenogramy z podsłuchanych rozmów Sobiesiaka z politykami PO, przy wsparciu których miał on uzyskać korzystnš dla siebie decyzję w sprawie wycišgu w Zieleńcu. Nowy szef CBA Paweł Wojtunik zdecydował ponoć o kontynuowaniu tej operacji. Rzecznik CBA nie chciał komentować tych doniesień. [srodtytul]W Karpaczu Sobiesiakowi trudniej[/srodtytul] Ryszard Sobiesiak zabiega również o zbudowanie wycišgu w Karpaczu. To właœnie podczas podsłuchiwania rozmów Sobiesiaka z karpackimi samorzšdowcami CBA wpadło na trop afery hazardowej. W Karpaczu biznesmenowi nie idzie jednak tak lekko jak w Zieleńcu. I to nie z powodu drobiazgowoœci urzędników. Ci sprawę prowadzili po myœli Sobiesiaka, zapominajšc np. o wywieszeniu informacji o toczšcym się postępowaniu na tablicach w urzędzie. Tu sprawę monitoruje Stowarzyszenie Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej, PTTK i Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Organizacje wnoszš wiele zastrzeżeń do postępowania. – Burmistrz Karpacza i RDLP wydali wiele kontrowersyjnych decyzji i zezwoleń, których zasadnoœć podważajš eksperci – mówi prezes SOKiAS Sławomir Lange. Do entuzjastów karpackiej inwestycji Sobiesiaka nie należał nadleœniczy Jerzy Majdan z nadleœnictwa Œnieżka, na którego terenie leży Karpacz. We wrzeœniu 2008 r. został nagle odwołany ze stanowiska. Z dymisjš bardzo się spieszono, bo nadleœniczego Majdana odwołano w trakcie kontroli, nie czekajšc na jej wyniki. Okazało się, że w zarzšdzanym przez niego nadleœnictwie nie dochodziło do nieprawidłowoœci – Nadleœniczy zbyt głęboko wzišł sobie do serca deklaracje Bolesława Bdzikota, który podpisujšc porozumienie z Donaldem Tuskiem oœwiadczył, że inwestycje powinny się odbywać jak najmniejszym kosztem œrodowiska naturalnego – ironizuje nasz informator z Lasów Państwowych. Jego zdaniem, rzeczywistym powodem odwołania nadleœniczego Œnieżki było niedostateczne zaangażowanie po stronie biznesmena, który w czasach, gdy bywał częstym goœciem RDLP we Wrocławiu, z ówczesnym szefem Klubu PO i Sejmowej Komisji Finansów Publicznych Zbigniewem Chlebowskim witał się przez telefon „Czeœć, Zbyszek”. „Czeœć, Rysiek” – odpowiadał polityk. [ramka][srodtytul]Od wycišgu do afery hazardowej[/srodtytul] CBA, które odkryło, że lobbyœci próbujš wpływać na kształt ustawy o grach i zakładach wzajemnych, prowadziło najpierw zupełnie innš operację o kryptonimie „Yeti”. W jej ramach od lipca 2008 roku zajmowało się œciganiem korupcji w dolnoœlšskich samorzšdach. Chodziło o wręczanie przez biznesmenów łapówek urzędnikom za pozytywne rozstrzygnięcia przy załatwianiu decyzji administracyjnych dotyczšcych zmiany przeznaczenia gruntów. Jednš z osób pojawiajšcych się w tej sprawie był Ryszard Sobiesiak, biznesmen z branży hazardowej. Podczas podsłuchiwania jego rozmów z karpackimi samorzšdowcami CBA wpadło na trop afery hazardowej. Okazało się, że biznesmen bardzo często kontaktuje się z różnymi politykami PO (m.in. Zbigniewem Chlebowskim i Mirosławem Drzewieckim) i namawia ich do blokowania ustawy, która miała wprowadzić dodatkowe obcišżenia dla branży hazardowej. CBA rozpoczęło więc kolejnš operację „Black Jack”. Okazało się, że lobbing Sobiesiaka jest skuteczny, gdyż niekorzystne dla branży hazardowej zapisy miały zniknšć z ustawy, do czego według biura przyczynili się Chlebowski i Drzewiecki. W połowie sierpnia o całej sprawie szef CBA Mariusz Kamiński powiadomił premiera Donalda Tuska. Dwa tygodnie póŸniej CBA zorientowało się, że w sprawie doszło do przecieku. We wrzeœniu Kamiński wysłał materiały dotyczšce tej sprawy do prezydenta, władz Sejmu i Senatu. Po ujawnieniu sprawy przez „Rz” Chlebowski zrezygnował z funkcji szefa Klubu PO. Do dymisji z funkcji ministra sportu podał się też Drzewiecki. Premier odwołał z funkcji jeszcze m.in. szefa MSWiA Grzegorza Schetynę. [i]-js[/i][/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL