Wywiady
Zawodowi geje szkodzą całemu środowisku
Jest taka niewielka grupa. Są hałaśliwi, nachalni, często demagogicznie chamscy. Żyją z tego, że – jak głoszą – walczą o prawa gejów. Większość środowiska jest normalna, nie biega na manifestacjach z piórami w tyłku – twierdzi Jacek Adler, redaktor naczelny portalu Gaylife.pl w rozmowie z Agnieszką Niewińską
Rz: Czy satyryczny rysunek Andrzeja Krauzego z kozą opublikowany w "Rzeczpospolitej" uraził homoseksualistów?
Jacek Adler: Nie sądzę. Był dosyć rubaszny – niezbyt subtelny, lecz nie obraźliwy. Ale podkreślam, nie jestem przedstawicielem około dwóch i pół miliona lesbijek i gejów w Polsce. Mówię we własnym imieniu. Ten rysunek nie może urazić nikogo, kto nie ma kompleksów i nie reaguje histerycznie. Kpinę z samego siebie też trzeba umieć przyjąć. Mamy w Polsce wolność wypowiedzi, więc każdego można krytykować, także za pomocą satyry. Granicą kpin z gejów jest mowa nienawiści.
Wejdź do dyskusji. Skomentuj na blogu
Większość organizacji gejowskich poparła pozew w sprawie kozy. A osoby, które go wystosowały, twierdzą, że nie chodzi tylko o to, iż poczuli się urażeni. Ich zdaniem gazeta, publikując rysunek, podała nieprawdziwe informacje o gejach.
To satyra, a nie eksperyment naukowy. Można było odpowiedzieć także rysunkiem, nawet lepszym. Polemikę lidera Kampanii Przeciw Homofobii z tekstem Tomasza Terlikowskiego "Rzeczpospolita" opublikowała. W Bośni od 2003 roku skazany przez sąd może być każdy, kto opowiada dowcipy o blondynkach. Ja takiej pseudowolności w Polsce nie chcę. Pozywanie za dowcipy to zdecydowanie przesadzona nadwrażliwość.
Geje są przewrażliwieni na swoim punkcie?
Na szczęście tylko niektórzy. Większość środowiska jest normalna, nie biega na manifestacjach z piórami w tyłku, nie wrzeszczy że "działacze LPR mają małe penisy", ani nie ma zamiaru "robić na złość homofobom", do czego od lat bzdurnie namawia ich KPH. Jest niewielka grupa, którą nazywam gejami zawodowymi. Chcą błyszczeć w mediach, są hałaśliwi, nachalni, często nawet demagogicznie chamscy. Żyją z tego, że – jak głoszą – walczą o prawa gejów. Dostają na ten cel pieniądze z różnych źródeł, więc zależy im nawet na polaryzacji i powiększaniu nieporozumień pomiędzy nami a resztą społeczeństwa. Gdyby lesbijki i geje w Polsce mieli takie prawa jak w Europie, to przecież oni, zawodowi geje, staliby się zbędni.
Lobbing na rzecz poszerzania praw homoseksualistów jest chyba skuteczny. Z grudniowego sondażu przeprowadzonego na zlecenie "Rzeczpospolitej" wynika, że zdaniem 62 proc. Polaków prawa homoseksualistów są w naszym kraju łamane. Socjologowie twierdzą, że to bardziej efekt częstej obecności tego tematu w mediach niż rzeczywistej dyskryminacji.
Lesbijki i geje w Polsce są dyskryminowani. Społecznie i prawnie. Każdy z nas musi liczyć się z tym, że może być pokazywany palcem czy wyśmiewany. Może stracić pracę, zostać zaatakowany słownie, a nawet pobity. Nie rozumiem, czemu kierowane przez "zawodowych gejów" organizacje nie pomagają w takich przypadkach. Księdzu Rafałowi Trytkowi (sedewakantyście – red.), który publicznie nawoływał do palenia gejów na stosach, Kampania Przeciw Homofobii nie wytoczyła procesu. Ryszard Giersz musiał samotnie walczyć w sądzie z uporczywie obrażającą go sąsiadką. Robert Biedroń publicznie obraża czołowych polityków w Polsce, a potem oczekuje, że będą z nim rozmawiać o prawach środowiska LGBT. To żenada. W mojej ocenie KPH marnuje publiczne pieniądze i jest żałośnie nieskuteczna.
A mi się wydaje, że działacze KPH to doskonali lobbyści. Wiele spraw jest podchwytywanych przez media właśnie dlatego, że robią wiele hałasu.
Działacze KPH mówią zbyt napastliwym i ordynarnym językiem. Usiłują przekonywać przekonanych, a obrażają tych, których przekonywać powinni. Zamiast prowadzić społeczny dialog wykopują coraz to nowe okopy i prowadzą totalną wojnę. "Kozia wojna" dowodzi, że niektórzy samozwańczy liderzy mniejszości seksualnej w Polsce robią wrzawę wokół spraw drobnych, bo nie potrafią walczyć o sprawy naprawdę istotne. To nie podoba się większości lesbijek i gejów, z którymi rozmawiam. Naszemu środowisku potrzebny jest rzeczowy lobbing. Potrzebny jest normalny dialog ze społeczeństwem. Nie wrzaski i zakłamywanie faktów. Chciałbym, żeby ci, którzy finansują KPH i inne organizacje LGBT, sprawdzili, jakie są faktyczne efekty działań. W mojej ocenie KPH bardziej szkodzi niż pomaga środowisku gejowskiemu. Robert Biedroń wykreował w świadomości publicznej zły wizerunek geja jako hałaśliwego demagoga, obrażającego wszystkich wokół. Obraża innych – rzekomo w naszym imieniu – a potem domaga się dla nas szacunku.













