REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie

Opinie

Fikcja polskiej polityki równościowej

Krzysztof Śmiszek 21-12-2009, ostatnia aktualizacja 21-12-2009 00:14
źródło: Fotorzepa

Obowiązek państwa polegający na zapewnieniu uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym obywatelom wykluczanym traktuje się w Polsce z przymrużeniem oka – twierdzi prawnik

Dyskusję nad polityką antydyskryminacyjną często sprowadza się do licytacji na najbardziej absurdalne przykłady wymuszonego wyrównywania szans grup społecznie marginalizowanych. Publicyści i politycy wyśmiewający ideę przepisów równościowych, w tym parytetów, straszą społeczeństwo wizją ulicznych łapanek i przymusowego wcielania do polityki osób z grup niedoreprezentowanych. Minister Elżbieta Radziszewska dramatycznie przyznała niedawno, że PO straciła mandat w jej okręgu, bo nie można było znaleźć odpowiedniej kandydatki.

Konstytucyjny obowiązek państwa polegający na zapewnieniu uczestnictwa w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym obywatelom wykluczanym traktuje się w Polsce z przymrużeniem oka. Organizacjom międzynarodowym upominającym się o poszanowanie prawa rząd serwuje kolejne obietnice poprawy, mając głęboką świadomość nieszczerości swych zapewnień. Rządowi niestraszne są postępowania karne za złamanie prawa unijnego wszczęte przez Komisję Europejską przed Trybunałem w Luksemburgu. Tak dzieje się zarówno z obowiązkami wynikającymi z uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jak i takich międzynarodowych ciałach jak Rada Europy czy ONZ.

Przykładem jest ustawa dotycząca wdrożenia dyrektyw regulujących zasadę równego traktowania kobiet i mężczyzn oraz wprowadzania mechanizmów przeciwdziałania dyskryminacji mniejszości rasowych, religijnych, osób niepełnosprawnych czy też osób dyskryminowanych z powodu orientacji seksualnej.

Historia ustawy antydyskryminacyjnej sięga jeszcze czasów rządu SLD – UP, a jałowa debata polityczna nad nią trwa do dziś. Minister Radziszewska odpowiedzialna za równe traktowanie w rządzie Donalda Tuska co kilka miesięcy zapewnia opinię publiczną, że ustawa antydyskryminacyjna już prawie gotowa, i że to tylko kwestia tygodni, kiedy przepisy wejdą w życie. „95 procent już zostało wdrożonych” – mówiła Radziszewska w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, wprowadzając opinię publiczną w błąd.

Gafy Radziszewskiej

Ta sama minister zżyma się jednak na dopytujących ją o szczegóły ustawy dziennikarzy i zapewnia, że tak naprawdę żadne przepisy nie są nam potrzebne, bo wszystko od dawna znajduje się w dziesiątkach funkcjonujących już ustaw i żadnych kar Trybunał luksemburski na Polskę nie nałoży. Sama minister, krytykowana za bierność przez organizacje pozarządowe, media, a nawet własne środowisko polityczne, zachowuje dobry humor i wierzy w swoją misję.

Wbrew rozporządzeniu regulującemu jej kompetencje zajmuje się jednak chorymi dziećmi i przestępczością internetową, wchodząc w kompetencje innych organów administracyjnych – np. rzecznika praw dziecka czy policji. Unika za to dyskusji ważnych i dotyczących jej kompetencji – np. niskiego udziału kobiet w polityce czy strukturalnej dyskryminacji, w tym przemoc wobec gejów i lesbijek.

Co rusz popełnia gafy nieprzystające ministrowi odpowiedzialnemu za promocję tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka. Dzieci należące do mniejszości nazywa „odmiennymi rasowo i kulturowo”, a przedstawicielki organizacji kobiecych infantylnie „paniami feministkami”. Gdy w Polsce ukazała się książka dla dzieci „Z Tango jest nas troje” opowiadająca o homoseksualnych pingwinach, Radziszewska zapytała mało rozsądnie: – Czy jeżeli modliszka zjada po akcie seksualnym swojego partnera, czy to jest norma biologiczna? Ostatnio zaś nazwała związki homoseksualne „nieakceptowalnymi społecznie”.

Oczekiwania organizacji pozarządowych wobec funkcji stworzonej dla Radziszewskiej były bardzo duże. Niestety, wiara w skuteczność działań pełnomocniczki rządu po półtora roku sprawowania przez nią funkcji jest żadna.

Fajerwerki Kochanowskiego

W debatę o zakazie dyskryminacji próbuje włączyć się także rzecznik praw obywatelskich, który w dyrektywach unijnych dopatrzył się możliwości wzmocnienia swojego urzędu i poszerzenia kompetencji. O równości Janusz Kochanowski wie jednak niewiele i nieszczególnie go ona interesuje, a prawa człowieka nazywa pogardliwie „opium dla ludu”.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>