Opinie
Powrót sędziego śledczego czy złudzeń
Dzisiaj zapewne mało kto już pamięta, że dopełnieniem przepisów o rozdzieleniu funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, miało być powołanie do życia instytucji sędziego śledczego - pisze publicysta prawny Andrzej Jankowski
To właśnie sędzia śledczy, jako niezawisły, nieusuwalny przedstawiciel władzy sądowniczej, miał kontrolować legalność zatrzymań, podsłuchów, rewizji w mieszkaniach, zarządzanych przez prokuraturę i policję.
Tarcza przed politycznymi naciskami
To sędzia śledczy miał na co dzień pilnować, by prokuratura nie obrosła w piórka, by nie uległa naciskom polityków i swoich szefów. To właśnie on miał zapobiegać, by prokuratorzy nie byli odsuwani przez przełożonych od prowadzenia śledztwa tylko dlatego, że zdecydowali się postawić zarzuty karne szefowi służby specjalnej. Albo żeby nie umarzali pochopnie sprawy znanemu politykowi, który zapomniał wpisać do swojego oświadczenia majątkowego bagatela - samolotu.
Nie bardzo też mogę sobie wyobrazić, by sędzia śledczy dopuścił do tak karygodnych błędów, jakie śledczy popełnili w sprawie Olewnika. Albo żeby wysyłał o szóstej rano uzbrojonych funkcjonariuszy ABW do młodego internauty, którego poniosła fantazja w prowadzeniu strony WWW AntyKomor.pl. A niestety, prokurator generalny z całym swym arsenałem ustawowych gwarancji niezależności nie uchronił naszego postępowania przygotowawczego przed tego rodzaju zdarzeniami.
Ciemne sprawki głowy państwa
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że sędzia śledczy uwolni od razu nasz proces karny od wszelkich nieprawidłowości i patologii. Za każdym urzędem stoją konkretni ludzie i to oni w ostateczności decydują o sile lub słabości instytucji. Gdyby w rolę sędziów śledczych mieli wcielić się np. młodzi absolwenci krakowskiej szkoły dla sędziów i prokuratorów albo asesorzy, którzy nie mogą się doczekać na nominacje prokuratorskie, to z pewnością o sile i sukcesach tej instytucji moglibyśmy zapomnieć. Jednocześnie jednak takie charyzmatyczne postaci, jak nieugięty i nieprzekupny włoski sędzia Giovanni Falcone, który stawił czoło sycylijskiej mafii, czy Hiszpan Baltazar Garzon, który ścigał przed brytyjskimi sądami gen. Augusta Pinocheta, powinny stać się legislacyjnym wyzwaniem dla naszych prawników. Warto pamiętać o tych bezkompromisowych postaciach i procedurach, którymi oni kroczyli, zwłaszcza dzisiaj, kiedy toczą się prace nad usprawnieniem naszego kodeksu postępowania karnego oraz nową ustawą o prokuraturze.
We Francji to dzięki sędziom śledczym możliwe było skazanie polityków z pierwszych stron gazet
Przecież również we Francji skazanie w grudniu byłego prezydenta Chiraca za malwersacje finansowe, to w dużej mierze zasługa determinacji, z jaką sędzia Xaviere Simeoni tropiła ciemne sprawki głowy państwa. Gdyby nie zaangażowanie francuskich sędziów śledczych, być może i mer Cannes i minister ds. informacji w rządzie premiera Balladura i dyrektor kolei Loic Le Floch i wiele innych osób z pierwszych stron francuskich gazet, uniknęłoby bliskich spotkań z wymiarem sprawiedliwości.
Bez wątpienia wśród sędziów śledczych można spotkać i takich zapaleńców, którzy jak w sędzia Othon z "Dżumy" Alberta Camusa, nie mogą przeboleć, że jedynym przestępstwem, którego dopuszczają się mieszkańcy Oranu po wybuchu epidemii, jest łamanie rygorów związanych z zarazą. To zapewne ten rodzaj skrzywienia zawodowego miał na myśli prezydent Nicolas Sarkozy, kiedy, przemawiając w Sądzie Najwyższym, podrzucił zebranym prawnikom pomysł ograniczenia władzy czy wręcz likwidacji instytucji z 200-letnim stażem procesowym. "Sędzia śledczy jest najpotężniejszym człowiekiem we Francji" - tak postrzegał tych śledczych Napoleon. I jemu to jakoś nie przeszkadzało. U prezydenta Sarkozy'ego można doszukać się wielu podobieństw do cesarza Francuzów. Byli podobnego wzrostu, mieli obce pochodzenie - Sarkozy pół-Węgier, Napoleon wywodził się z rodziny włosko-korsykańskiej, obydwaj mieli śliczne żony, które przewyższały ich o głowę. Ale w ocenie przydatności juge d'instruction różnili się zdecydowanie. Napoleon wprowadził tę instytucje do procedury karnej i nie skąpił śledczym władzy, prezydent Sarkozy na odwrót: postanowił ją z kodeksów wyrzucić, uwalniając świat polityków i wielkiego biznesu od "najpotężniejszego człowieka we Francji".















