Wybory prezydenckie 2010
Prezes PiS to prawdziwy mąż stanu
Paweł Poncyljusz, poseł PiS, rzecznik sztabu Jarosława Kaczyńskiego
Kto wygrał debatę?
Paweł Poncyljusz: Jarosław Kaczyński. Przede wszystkim siłą spokoju. Bronisław Komorowski był bardzo zaczepny.
I tak naprawdę chwalił się cudzymi sukcesami. Zaliczył potężną wpadkę – powiedział, że korzystniejszy system podatkowy, dzięki któremu Polakom pozostało więcej pieniędzy po naliczeniu podatków w tym roku, to zasługa rządu Donalda Tuska. To ewidentna nieprawda, bo ten system został wprowadzony jeszcze za rządów Kaczyńskiego. Zresztą podczas debaty budżetowej w Sejmie Jacek Rostowski mówił, że to dzięki temu Polska w miarę suchą nogą przeszła przez kryzys. Druga rzecz to właśnie agresja marszałka – zarówno wobec Kaczyńskiego, jak i dziennikarek. Upominał je, że pytania są nie takie, przez co pokazał nerwowość, agresywny język, który znamy już nie tylko w wydaniu Janusza Palikota, ale i Donalda Tuska po jego sobotnim wystąpieniu.
Wasz kandydat nie zaliczył potężnej wpadki, mówiąc o rozmowach z Rosją w sprawie Białorusi?
Ostatnie dni pokazały, że Białoruś nie jest w pełni samodzielna. Niech Polacy to ocenią. Na pewno polityka, jaką rząd ostatnio prowadzi wobec Białorusi, jest zbyt ugodowa, jest godzeniem się na żądania reżimu Aleksandra Łukaszenki. Żadnych efektów z tego nie ma, poza tym, że Andżelika Borys nie jest już szefową Związku Polaków na Białorusi.
Co sztab Kaczyńskiego chciał osiągnąć przez tę debatę?
Pokazać go jako prawdziwego męża stanu z jasno sprecyzowanymi poglądami, których nie zmienia na potrzeby kampanii. To się udało.
A co się nie udało?
Chcieliśmy, żeby marszałek nie przeszkadzał Kaczyńskiemu w wypowiedziach. Także, żeby miał więcej odwagi i nie wchodził do telewizji bocznym wejściem.
Debata była sztywna. Przydałoby się więcej interakcji między kandydatami.
Powinni zadawać sobie pytania. Komorowski łamał zasady, wtrącał się, kiedy mówił Kaczyński. On chciał wymiany pytań. Żałujemy, że nie chciał tego jego sztab.
Miałem wrażenie, że Komorowski był bardziej żwawy niż Kaczyński.
Jeżeli to oceniamy pod względem przeszkadzania w wypowiedziach, to tak.
Kaczyński był przeziębiony. To miało wpływ na jego kondycję?
Był chory, ale ja w czasie debaty nie zauważyłem przejawów choroby.
Przyszedł na debatę z gorączką?
Nie. Aż tak dramatycznie nie było.
—rozmawiał Piotr Gursztyn















