Wybory prezydenckie 2010
Cierpliwe usta kandydata Platformy
Małgorzata Kidawa-Błońska. Do PO zaprosił ją Andrzej Olechowski. Dziś jest rzeczniczką sztabu jego konkurenta w wyborach – Bronisława Komorowskiego
W pustym między posiedzeniami Sejmie pięć ekip telewizyjnych czeka na Małgorzatę Kidawę-Błońską, rzeczniczkę sztabu Bronisława Komorowskiego. Każdej po kolei cierpliwie tłumaczy, co kandydat PO myśli, co zrobi. – Jestem tu codziennie. Głównym argumentem za tym, żebym została rzecznikiem, było to, że jestem z Warszawy, i gdy inni rozjeżdżają się po Polsce, ja mogę zawsze się spotkać z dziennikarzami– tłumaczy.
Ale jej kolega ze sztabu Rafał Grupiński przekonuje, że to zwykła skromność. – Rola rzecznika pasuje do niej idealnie. Jest wyważona, potrafi racjonalnie, argumentować – wylicza.
Inny polityk PO ocenia: – Jej zaletą jest to, że gra zespołowo. Wadą? Że wykona każde polecenie partyjne. Obie cechy są przydatne w roli rzecznika.
Inni sugerują, że Kidawa-Błońska to odpowiedź PO na Joannę Kluzik-Rostkowską, szefową sztabu kandydata PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ma swoim urokiem ocieplić wizerunek marszałka. Paradoksalnie tak jak Kluzik-Rostkowska jest w lewicowym skrzydle PiS, tak Kidawa-Błońska żartuje, że jest jedną z najbardziej konserwatywnych osób w PO (chociaż do prawego skrzydła nie jest zaliczana). – Mój konserwatyzm jest praktyczny. Objawia się w przywiązaniu do tradycji, do rodzinnej hierarchii, nie oznacza zamknięcia i nietolerancji – zaznacza.
Krochmalone obrusy
Kiedy mówi o tradycji, wspomina swój dom w Ursusie (dzielnica Warszawy). Trafił do jej rodziny jeszcze przez II wojną. Jej pradziadkowie: prezydent II RP Stanisław Wojciechowski i premier Władysław Grabski, przekazali go dzieciom. – Babcia była malarką, dziadek prawnikiem i pisarzem. Ich rodzice uznali, że jako artyści muszą mieć zapewnione jakieś praktyczne źródło dochodu. Dlatego podarowali im dom z gospodarstwem ogrodniczym, a mój dziadek, doktor praw, został nawet wysłany na kurs ogrodniczy – opowiada Kidawa-Błońska. Uważa, że to dobrze, gdy kobieta dba o dom. –Syn i mąż mi pomagają. Ale staram się, tak jak moja babcia, krochmalić obrusy, dbać o kwiaty, piec ciasta – zaznacza.
– Mimo wielu obowiązków znajduje czas, by rodzinie upichcić coś dobrego – potwierdza Edyta Mydłowska, szefowa biura prasowego Klubu PO.
W tym domu Kidawa-Błońska spędziła niemal całe życie. W młodości nie uciekała z niego, nie buntowała się. – Miałam wrócić o dziesiątej, to wracałam o dziesiątej. Zawsze się czułam za coś odpowiedzialna: żeby nie denerwować rodziców, żeby nie robić przykrości dziadkom – mówi. W tym domu w piwnicy organizowała z kolegami teatr. Potem studiowała socjologię, ale ciągnęło ją do teatru. Zapisała się do Warszawskiej Akademii Teatralnej. Kiedy poznała przyszłego męża, reżysera Jana Kidawę-Błońskiego, uznała, że jeden artysta w domu wystarczy, i dała sobie spokój z teatrem. W swojej pracy zawodowej głównie wspierała męża – jako producentka.
– Bardzo cieszą ją osiągnięcia męża i syna. Była szczęśliwa z powodu sukcesu filmu „Różyczka” – wspomina Mydłowska. By zrealizować inny film, „Skazany na bluesa” (o Ryszardzie Riedlu), zastawiła ukochany dom.
Od początku niepodległej Polski małżeństwo zaangażowało się w przygotowywanie spotów wyborczych. Obracało się w kręgach Kongresu Liberalno-Demokratycznego (tam poznała m.in. Donalda Tuska i Pawła Piskorskiego). W 1995 r. robili spoty dla Lecha Wałęsy. A kiedy w 2000 r. zaczęła powstawać PO, zadzwonił do niej Andrzej Olechowski, jeden z trzech założycieli partii. Zaproponował tworzenie struktur w Ursusie. – Wcześniej były tu tylko lewica i lokalne stowarzyszenia. Nie było łatwo. Gdy próbowaliśmy agitować na rzecz PO, czasem spotykaliśmy się nawet z obelgami. Ale powstało fajne koło, udało nam się wprowadzić do rady dzielnicy sporą reprezentację – podkreśla.
Została warszawską radną.
– Należała do drugiej linii. Wspierała swoje ugrupowanie podnoszeniem ręki w odpowiednim momencie – wspomina poseł PiS Karol Karski, wówczas także w radzie. – Ale zawsze była miła, sympatyczna, spokojna, niekłótliwa – zauważa.
Nie była Rejtanem
W 2005 r. Kidawa-Błońska znalazła się w centrum konfliktu, jaki rozgorzał w warszawskiej PO. Paweł Piskorski zaczął być oskarżany o nieprawidłowości podczas pełnienia funkcji prezydenta stolicy. Stanowisko szefa regionu stracił związany z nim Andrzej Machowski.















