Wybory prezydenckie 2010
Tak kandydaci grają nazwiskami
W komitetach honorowych pojawiają się gwiazdy, ale w tej kampanii siła rażenia celebrytów może nie wystarczyć
Pomiędzy sztabami kandydatów na prezydenta trwa kolejna rywalizacja. Tym razem o jak największą liczbę tych, którzy swoją sławą opromienią kandydata na prezydenta.
To drugi etap kampanii. Pierwszym był wyścig o to, kto zdobędzie najwięcej podpisów przy rejestracji w Państwowej Komisji Wyborczej. Wtedy wygrał kandydat PiS Jarosław Kaczyński.
Natomiast w rywalizacji na nazwiska prowadzi Bronisław Komorowski z PO. W jego komitecie honorowym jest m.in. dwoje noblistów: Wisława Szymborska i Lech Wałęsa, oraz Andrzej Wajda, Krystyna Zachwatowicz, Sobiesław Zasada, Krzysztof Kowalewski, Wojciech Pszoniak, Feliks Falk, Janusz Głowacki, Tomasz Karolak i Szymon Kołecki. Wszyscy pod przewodnictwem prof. Władysława Bartoszewskiego.
Aleksander Kwaśniewski nie chce przewodniczyć komitetowi kandydata SLD
Poważne kłopoty ze swoim komitetem ma natomiast szef SLD Grzegorz Napieralski. Jego sztab zapowiadał, że na czele tego grona stanie Aleksander Kwaśniewski. Jednak „Rz” potwierdziła, że były prezydent tego honoru nie chce. Z kolei gen. Wojciech Jaruzelski poparł kandydaturę Napieralskiego, by zaraz oświadczyć, że nie ma on żadnych szans.
Odbite światło
Jednak ta kampania będzie inna niż wszystkie dotychczasowe. – W tej komitety honorowe nie mają żadnego znaczenia – twierdzi z przekonaniem Eryk Mistewicz, specjalista od wizerunku.
– Posiadanie komitetu jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. Jego brak byłby dla kandydata dość poważną stratą – uważa natomiast socjolog Jarosław Flis.
Obaj są jednak zgodni, że wszędzie na świecie komitety honorowe to tradycyjny elementarz wyborczy, taki jak baloniki, hasła, spoty reklamowe. Celebryci mają ogrzać wizerunek pretendenta do Pałacu Prezydenckiego, uwiarygodnić go w oczach wyborców.
To jest nasz kandydat, my go popieramy, zróbcie to samo – taki komunikat wykorzystujący mechanizm „światła odbitego” wysyłają opinii publicznej członkowie komitetu. Przynajmniej takie intencje mają sztabowcy.
– Chodzi o przeniesienie sympatii z gwiazd, na przykład popkultury, na kandydata – mówi Eryk Mistewicz. Ale jego zdaniem jest też drugi powód tworzenia komitetów honorowych, który nazywa merytorycznym: – Służy nadrobieniu braków kandydata, jeśli jest on postrzegany jako osoba mało fachowa. Wtedy na liście powinno się znaleźć mnóstwo profesorów i zupełnie obojętne, czy będzie to specjalista od budowy mostów czy też etnografii.
Świadectwo w każdej gminie
Praktyczny wariant komitetu honorowego wybrał Waldemar Pawlak. Tworzą go politycy PSL, lokalni liderzy. Komitet, któremu przewodniczy Stanisław Żelichowski, szef klubu tej partii, jest więc stworzony bez żadnego trudu, a jednocześnie działa trochę jak sztab wyborczy.
Ludowcy mają bowiem świadomość, że zbyt wielu celebrytów do Pawlaka mogą nie przyciągnąć. PSL nie jest z pewnością partią establishmentu.
Podobne rozwiązanie wybrali współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego. Zrezygnowali z centralnego komitetu. Tworzą natomiast regionalne komitety poparcia.
– Nie tylko regionalne, także powiatowe, a nawet gminne – mówi Paweł Poncyljusz, rzecznik sztabu. – Setki, tysiące osób zgłaszają się do nas, chcą działać na rzecz naszego kandydata. Dać świadectwo.
Czy z każdym z tych komitetów spotka się kandydat PiS? Poncyljusz tego nie potwierdza. Zapowiada jedynie, że ich członkowie podczas kampanii będą współpracować z posłami i lokalnymi politykami partii Kaczyńskiego.
Na razie kandydat spotkał się z warszawskim komitetem poparcia, w którym jest m.in. aktor Jerzy Zelnik.
Skompletowanie komitetu honorowego to niełatwe zadanie. W każdym sztabie jest odpowiedzialna za to osoba: w PiS Elżbieta Jakubiak, w PO – m.in. Małgorzata Kidawa-Błońska (żona reżysera Jana Kidawy-Błońskiego), dobrze znająca środowiska artystyczne.
– Zazwyczaj odbywa się to w ten sposób, że najpierw ustalamy, kto z członków sztabu jest czyim znajomym. To jego rolą jest uzyskanie zgody „celebryty” – opowiada Krzysztof Janik, który pracował przy kampaniach Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. – Skompletowanie komitetu przy kampanii Cimoszewicza zajęło mi miesiąc – wspomina.













