Nieruchomości

Bieda zagląda na strzeżone osiedla

Płacili za ochronę, fontanny, morze latarni. Teraz lokatorzy strzeżonych i zamkniętych osiedli czuja sie ofiarami oszczędności administracji
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Wspólnoty mieszkaniowe szukają oszczędności: likwidują recepcje, wyłączają latarnie i fontanny. – Ludzie płacili słono za luksusy, a mieszkają jak w zwykłych blokowiskach – mówią specjaliści
Osiedle Derby 8 przy ul. Skarbka z Gór [link=http://www.zyciewarszawy.pl]na Białołęce[/link]. Ogrodzone i z ochroną. Deweloper postawił kilkadziesiąt latarni. Teraz administrator osiedla wyłączył 22 lampy. – W gablocie przy wejściu do administracji zawisł komunikat, że to z oszczędności. Ale przecież, kiedy kupowałam mieszkanie od dewelopera, podobało mi się właśnie to, że projektant osiedla zaplanował tyle światła, tak by było bezpieczniej – mówi jedna z lokatorek. – Poza tym skoro są oszczędności, to powinien być też mniejszy czynsz. A tak nie jest – dodaje rozżalona.
Tymczasem na osiedlu, którym zarządza wspólnota, szykują się kolejne cięcia kosztów. Planowane jest referendum w sprawie redukcji oświetlenia na klatkach schodowych i w piwnicach. [srodtytul]Osiedle staje się brzydkie[/srodtytul]
Podobnych przykładów szukania oszczędności jest więcej i to nawet na ekskluzywnych osiedlach. Na bemowskim Shiraz przy [link=http://www.zyciewarszawy.pl]ul. Pełczyńskiego[/link] nocą działają już tylko dwie recepcje. Cztery funkcjonują tylko w ciągu dnia. – To oszczędność ok. 25 tys. zł miesięcznie – potwierdza członek zarządu wspólnoty mieszkaniowej Jerzy Paśko. Ale dodaje, że te, które są, w zupełności spełniają swoje funkcje. – Zawsze można zostawić paczkę, wiadomość. Recepcjonista widzi, kto do budynku wchodzi – wylicza Paśko. Na innych osiedlach też w pierwszej kolejności gasną światła. – Trudno się dziwić, prąd to główny składnik czynszu – wyjaśnia Karol Zagórski z firmy Lux Dom, administrujący m.in. kilkoma osiedlami Derby. Dodaje, że to samodzielna decyzja mieszkańców. – Demokratyczna. Jeśli połowa decyduje o oszczędnościach, to my latarnie wygaszamy. Ale zdarzają się i inne oszczędności. Nie są podświetlane detale na elewacji, fontanny nie mają wody, zaprojektowany plac zabaw dla dzieci bywa ograniczany do minimum. Nawet drzew zdobiących osiedle brak. – Bo architekci często projektują na wyrost, zbyt bogato i kosztownie – wyjaśnia Iwona Stefańska z Lux Domu. – Ale to wizje estetyczne i zapewniające bezpieczeństwo – ripostuje Agata Golińska z firmy zarządzającej nieruchomościami Posesja. – My tłumaczymy mieszkańcom, że w rezultacie takie oszczędności się nie opłacają. Osiedle staje się brzydkie, a często też niebezpieczne. Zwłaszcza przy panujących teraz ciemnościach. Potwierdzają to inni zarządcy nieruchomości. – Jeśli budżet miesięczny na osiedle wynosi 300 tys. zł, to w tym prąd stanowi 4 – 8 tys. zł. Warto więc wyłączać te dwie lampy? – pyta Rafał Waligórski, dyrektor ds. zarządzania nieruchomościami w firmie Atrium 2. Choć przyznaje, że wiele zależy od zasobności portfeli, ale też poczucia estetyki mieszkańców. A co na to deweloperzy, którzy w swoich folderach pokazują piękne, elegancko wykończone osiedla? – Oczywiście, bolejemy – mówi prezes Dom Development Jarosław Szanajca. – Ale nie mamy na to wpływu. Po wybudowaniu osiedla od razu oddajemy je mieszkańcom, którzy już sami się na nim gospodarują, podejmują decyzje. A te bywają często niekorzystne dla wizerunku całego obiektu. Niektórzy deweloperzy utrzymują jednak stały kontakt ze wspólnotami. – Zdarza się, że aby utrzymać standard, w jakim oddawaliśmy nasze obiekty, nawet pomagamy wspólnotom w utrzymaniu osiedli, podnoszeniu ich jakości– mówi Jarosław Jaczewski z firmy Ebejot, twórcy m.in. osiedla Skorosze. Dodaje, że to się firmie opłaca. – Potencjalny nowy klient nie tylko ogląda foldery, ale też nasze dokonania w naturze. Szybciej się zdecyduje na zakup mieszkania, jeśli zobaczy, że to, co zbudowaliśmy, jest atrakcyjne – uważa. [srodtytul]Tracą wygląd,tracą wartość[/srodtytul] Architekci osiedli twierdzą, że nawet zmniejszenie oświetlenia czy unieruchomienie fontanny zmienia ich projekty. – To są nasze autorskie prace – mówi Maciej Majewski z pracowni S.A.M.I. Architekci. – Wszystkie zmiany powinny być z nami konsultowane. A wręcz powinniśmy na nie wyrażać zgodę – uważa. – A ja bronię samodzielności wspólnot – mówi architekt i urbanista Grzegorz Buczek. – Są właścicielami obiektów i mają prawo nimi zarządzać zgodnie ze swoimi możliwościami i potrzebami. Architekci i deweloperzy przyznają również, że oszczędności to też znamiona kryzysu. – Przejmowane dziś przez wspólnoty apartamentowce czy całe osiedla były projektowane w czasie koniunktury, bogacenia się społeczeństwa. Teraz jest kryzys. Dziś projektowane domy nie są już takie bogate w detale – wyjaśniają. Jednak[b] specjaliści od rynku nieruchomości podkreślają, że na zamkniętych osiedlach, które miały mieć wyższy standard, a teraz stają się „oszczędne”, będzie spadać wartość mieszkań[/b]. A to niedobra wiadomość dla właścicieli, którzy chcieliby je sprzedać. – To nieuniknione. Bo mieszkania kupowane za duże pieniądze na rynku pierwotnym jako luksusowe, na rynku wtórnym będą już sprzedawane za mniejsze – wyjaśnia Rafał Krok z z firmy Krok Konsulting, zajmującej się m.in. doradztwem inwestycyjnym i obrotem nieruchomościami. – Poza tym osiedla tracą na wyglądzie i będzie mniej chętnych, by na nich zamieszkać. Wspólnoty nie powinny doprowadzać do tego, by osiedla o wyższym standardzie zamieniały się w zwykłe blokowiska – dodaje. [i]Czytaj też w [link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/1,428830_Bieda_zaglada_na_strzezone_osiedla.html]Życiu Warszawy[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL